Gwiezdne Wojny w PRL-u (Część 8)

    Mimo że oferta produkowanych w PRL-u gadżetów Star Wars nie dorównywała bogactwem tej, z jaką mieli do czynienia miłośnicy filmu zza „żelaznej kurtyny”, nie była bynajmniej na tyle skromna aby fanowskie zeszyty mogły pomieścić wszystkie oferowane w naszym kraju produkty. Obok wspomnianych już wycinków prasowych i zdjęć, do kolekcji polskich fanów uniwersum Star Wars trafiały także slajdy, plakaty filmowe, wydawane poza głównym obiegiem książki i komiksy, naklejki, przypinki, puzzle, plastikowe oraz gumowe figurki i przybierające postać miniatur bohaterów filmu nasadki na ołówek, a także przygotowywane przez kluby fantastyki czasopisma zwane fanzinami.

    Slajdy

    Slajd to pozytywowy obraz naniesiony na przezroczysty materiał, który można oglądać dzięki wykorzystaniu przechodzącego przezeń światła. Do przeglądania utrwalonych w ten sposób zdjęć służą różnego rodzaju proste przeglądarki wyposażone w żarówkę oraz szkło powiększające, a także nieco bardziej skomplikowane rzutniki umożliwiające projekcję obrazu na ekran lub ścianę. W czasach PRL-u rozwiązanie takie było bardzo popularne, ponieważ utrwalanie kolorowych zdjęć na taśmie światłoczułej, przystosowanej do takiego wykorzystania, eliminowało konieczność przenoszenia ich treści na papier fotograficzny – co z uwagi na utrudniony dostęp do niezbędnych materiałów i odczynników, których notorycznie brakowało w sklepach, stanowiło wówczas nie tyle trudny, co na pewno kosztowny proces. Odpowiednie urządzenia, zwane diaskopami, wytwarzały Polskie Zakłady Optyczne, odpowiedzialne za obecność na rynku popularnych rzutników przeźroczy Narcyz, Diapol i Krokus, a także Łódzkie Zakłady Kinotechniczne „PREXER”1, które dostarczyły najpopularniejszych wtenczas wśród dzieci i młodzieży projektorów: Diaskop Profil B-4, Bajka, Ania i Jacek – przy czym trzy ostatnie urządzenia nie służyły do wyświetlania pojedynczych slajdów, ale przewijanych za pomocą pokrętła, zawierających kilkanaście kadrów, taśm. W dobie technologii analogowej, kiedy VHS stanowił melodię przyszłości, było to bardzo entuzjastycznie witane przez dzieci rozwiązanie, pozwalające obcować w domu z treścią rozmaitych kolorowych bajek i innych ilustrowanych opowieści – w tym także filmowych. Jednym z bardziej poszukiwanych produktów tego typu była wtedy m.in.  diaskopowa wersja serialu Czterej pancerni i pies. Gwiezdne wojny, z tego co mi wiadomo, nie pojawiły się w postaci produkowanej w Polsce przewijanej taśmy nigdy, ustępując całkowicie pola pojedynczym slajdom oprawionym w plastikowe ramki.

    Jak już zauważyliśmy w poprzednim artykule, produkcją slajdów przedstawiających związane z Gwiezdnymi wojnami motywy zajmowali się, działający w szarej strefie fotograficy i fani. Na kliszy, tym razem w postaci pozytywów, utrwalano to samo, co na oferowanych czarno-białych zdjęciach, a zatem przede wszystkim reprodukcje fotografii z rozmaitych czasopism, głownie z „Bravo”. Pośród pamiątek minionej epoki znajdujemy dziś nierzadko przeźrocza przedstawiające zdjęcia wnętrza okładki analogowych płyt, a także artykułów umieszczonych pierwotnie w anglo-, a także francuskojęzycznej prasie, oraz reprodukcje kart Topps i opakowań zabawek.

           
    1. Komplet przeźroczy. 2. Przykładowy, kolorwy slajd.

    Ilość pojedynczych wzorów slajdów Star Wars, jakie były dostępne na rynku, obejmuje co najmniej 58 propozycji. Katarzyna Drabik, która przesłała mi zdjęcia tego kolekcjonerskiego gadżetu, poinformowała mnie, że w jej kolekcji znajdują się 34 różne wzory. Kupiła je w latach osiemdziesiątych na giełdzie w Krakowie, gdzie były sprzedawane bez opakowania, „na sztuki”. Krzysztof Haenel odnalazł zestaw 24 slajdów, sprzedawanych w czasach PRL-u jako komplet, zapakowany w pudełko z napisem Krieg der Sterne, Mariusz Ramach posiada zestaw około 300 rozmaitych przeźroczy wykonanych na bazie posiadanych przez niego materiałów, przez zaprzyjaźnionego fotografa rozprowadzającego je później na rynkach, targach i bazarach w całym kraju. Na ramce przeźroczy dostępnych w Krakowie znajduje się wytłoczony napis: KZP Gum, a na tych z kolekcji K. Haenela Łódź; Wytwórczość Różna. Co ciekawe, nazwa tego przedsiębiorstwa widnieje także na karcie informacyjnej dołączanej do jednej z serii polskich ludzików Star Wars.

    Plakaty

    Filmowe plakaty to pamiątki, które w hierarchii filmowych gadżetów znajdują się najbliżej tego, co fani kojarzą z filmową rzeczywistością. To przedmioty pochodzące w przybliżeniu z tego samego miejsca, z którego wyszedł film. Są produktem „oficjalnym”, licencjonowanym i wyprodukowali je ludzie związani z przemysłem filmowym – nie będący co prawda tak blisko samego źródła opowieści jak reżyser, operator czy aktorzy, ale jednak należący do tego samego świata, w którym obracają się twórcy filmu. O ile we wszystkich krajach po zachodniej stronie „żelaznej kurtyny” grafika widoczna na plakatach była znormalizowana i przedstawiała wizję zaprezentowaną pierwotnie w amerykańskiej wersji2 – zmieniał się tylko język, w którym wykonano napisy i ewentualnie ich rozmieszczenie – to w Polskie plakaty zaprojektowane i wykonane były od początku do końca przez polskich twórców. Podobna sytuacja powtórzyła się jedynie na Węgrzech i – o wiele później, bo do Związku Radzieckiego trylogia Lucasa trafiła dopiero w latach dziewięćdziesiątych, tuż przed jego rozpadem – w ZSRR.

    Polskie plakaty nie były oficjalnie dostępne w sprzedaży, prezentowano je tylko w gablotach wyświetlających film kin, ale co zaradniejsi fani znajdowali sposoby, by wejść w posiadanie takiego gadżetu drogą nieoficjalną – na przykład skłaniając pracowników kina do uznania, że dany plakat zaginął podczas pakowania materiałów promocyjnych. Już po upadku komunistycznego systemu, kiedy doszło do rozwiązania państwowych przedsiębiorstw filmowych i otworzyły się ich magazyny, przy odrobinie szczęścia i inicjatywy można było pozyskać takie pamiątki nawet za darmo3.


    3. Polskie plakaty.

    Pierwszy plakat zaprojektował Jakub Erol. Był to afisz reklamujący Gwiezdne wojny – czyli epizod IV. Artysta stworzył go podczas świąt Bożego Narodzenia 1978 roku, a na temat jego genezy wypowiedział się w następujący sposób:

    (…) robiłem go trzy godziny. Wziąłem zdjęcie z filmu, wyretuszowałem, co trzeba, napryskałem kropek z pędzla, walnąłem napis. I gotowe4.

    Pośpiech, o którym mówi autor, sprawił, że  na plakacie pojawił się błąd w imieniu jednego z występujących w filmie aktorów: Aleca Guinessa. Zamiast „Alec” napisano „Aleo”.

    Plakat przedstawia rozgwieżdżoną przestrzeń kosmiczną, a na jej tle niepełną sylwetkę robota C3PO. Napisy wykonane są czcionką przywodzącą na myśl estetykę westernową. Był to jedyny zaprezentowany w Polsce plakat reklamujący epizod IV.

    W przypadku Imperium kontratakuje mamy do czynienia z dwoma plakatami. Pierwszy z nich, używany w latach osiemdziesiątych do promocji filmu na terenie całego kraju, również jest autorstwa Jakuba Erola, a przedstawia stylizowaną głowę kosmonauty w kolorach mających się zapewne kojarzyć z kolorystyką stroju rebelianckich pilotów – być może autor miał zamiar w ten sposób przedstawić Luke’a Skywalkera. Ciekawostkę stanowi fakt, że plakat ten jest niemalże identyczną kopią wcześniejszego dzieła Erola – plakatu do filmu Test pilota Pirxa, którego premiera miała miejsce w roku 1979. Afisze różnią się kolorystyką, napisami oraz kilku drobnymi szczegółami, takimi jak np. obecność – lub jej brak – dłoni przedstawionego kosmonauty, kilku stylizowanych planet, czy też numerków przy charakterystycznych, widocznych na obu plakatach, kratek. I w tym przypadku Jakub Erol pomylił się, przepisując nazwisko – tym razem reżysera. Zamiast „ Irvin Kerschner” napisał „ Irvin Werschner”. Zabawne, że po kilku latach Erol został potraktowany przez los w podobny sposób. W roku 1994 na rynku pojawiła się seria kart Topps przedstawiająca wzory plakatów Star Wars z całego świata. Na karcie numer 194 zaprezentowano, wraz z opisem, dzieło Jakuba Erola. Podając jego nazwisko, popełniono błąd, skutkiem czego kolekcjonerzy z całego świata dowiedzieli się, że polski plakat z Imperium kontratakuje zaprojektował niejaki Frol.

    Autorem drugiego plakatu do Epizodu V jest Mirosław Łakomski. Plakat ten powstał na zamówienie Okręgowego Przedsiębiorstwa Dystrybucji Filmów w Łodzi i prezentowany był wyłącznie na terenie podlegającym temu przedsiębiorstwu, czyli w regionie obejmującym m. in. Łódź, Płock i Kutno (plakaty używane w całej Polsce zamawiało przedsiębiorstwo Film Polski)5. Uwagę zwracają niewielkie wymiary plakatu – zaledwie 67 na 46 cm, podczas gdy wielkość wszystkich pozostałych oscyluje w granicach 97 na 67 cm. Na kolorowym obrazie, upstrzonym stylizowanymi na znane z pulpitów zarówno imperialnych, jak i rebelianckich maszyn lampki, przedstawiono maszynę kroczącą AT-AT oraz spokojne oblicze mistrza Yody.


    4. Plakat Łakomskiego. 5. Rewers karty Topps z reprodukcja plakatu Erola i błędem w jego nazwisku.

    Plakat z Powrotu Jedi (Ep. VI) także trafił do dystrybucji w dwóch wersjach. Autorem obu jest artysta Witold Dybowski. Pierwszy z nich przedstawia popiersie Dartha Vadera, któremu wybucha głowa, a pośród fragmentów rozpadającego się hełmu wprawne oko znawcy może dostrzec kilka części składowych kamery filmowej. Drugi nie niesie żadnych symbolicznych treści. Widać na nim wizerunek kilku bohaterów trylogii: Luke’a Skywalkera, księżniczkę Leię, Hana Solo oraz robota C3PO w typowych, plakatowych pozach. Dzieło to zdaje się aspirować do miana standardowego plakatu filmowego w zachodnim stylu i jako produkt powstały najpóźniej z wszystkich afiszy do Trylogii Star Wars stanowi świadectwo coraz intensywniejszego przenikania do polskiej popkultury zachodnich wzorów, pokonujących słabnący opór strażników socjalistycznych ograniczeń.

    Książki

    Przed rokiem 1989 na oficjalnym rynku księgarskim w naszym kraju nie pojawiła się ani jedna pozycja spod znaku Star Wars6, podczas gdy na zachodzie ukazało się ich dziesięć. Polscy fani Gwiezdnych wojen, których stać było na zadanie sobie trudu poszukiwań, mieli jednak szansę wejść w posiadanie półoficjalnych wydań, rozpowszechnianych przez fankluby, kluby fantastyki oraz bazarowych handlarzy.

    Informacja o istnieniu książki Gwiezdne wojny pojawiła się już w trzecim numerze Fantastyki z 1982 roku – numer zamykano pierwszego października. Lech Jęczmyk, ówczesny kierownik redakcji angielskiej wydawnictwa Czytelnik, wyraził się o tym produkcie niezwykle krytycznie:

    Widziałem książkę wydaną prywatnie, była tam nowela „Gwiezdne wojny” koszmarnie przetłumaczona, bez przecinków przed „który” i „że”. Egzemplarz kosztuje 500 zł i są ludzie, którzy to kupują, a jest to czyste szkodnictwo kulturalne7.

    Skoro już pojawiła się cena, warto przypomnieć, że wysokość średniej pensji w roku 1982 wynosiła 11.631 zł, czyli przeciętne wynagrodzenie starczyłoby wówczas na kupno 23 egzemplarzy takiej książki9.

    W adresowanym do młodzieży czasopiśmieŚwiat Młodych”, informacja o książce pojawiła się po raz pierwszy pod czytelniczą recenzją filmu, pióra Jerzego Poprawy, z listopada 1984. Młody recenzent, kończąc swój artykuł, poinformował, że posiada trylogię Lucasa przetłumaczoną na język polski i wydaną w postaci książkowej. Gotów był wymienić ją na inne książki z gatunku SF8. Z informacji tej wynika, że polski czytelnik mógł zapoznać się z treścią Powrotu Jedi (Ep. VI) co najmniej rok przed krajową premierą filmu.

    Dwa lata później, o istnieniu powieści Star Wars przypomniał Dariusz Olejniczak, prezes jednego z efemerycznych fanklubów, noszącego nazwę „Dagobah”, sygnalizując w rubryce ogłoszeń publikowanego w "Świecie Młodych" działu „Gwiazdozbiór” chęć zakupu tych książek. Proponował także wymianę, oferując różne numery „Fantastyki”, a także ksero komiksu Powrót Jedi10.

    W październiku 1986, odpowiadając na list czytelniczki Agnieszki z Tomaszowa Mazowieckiego, którego treści w artykule nie ujawniano, po raz kolejny poruszono sprawę książek, zwracając równocześnie uwagę na istnienie amatorskiego tłumaczenia trylogii dokonanego przez tajemniczą osobę o imieniu Ewa: Ewa dokonała przekładu trylogii Lucasa niejako na własny rachunek. Nie znaczy to, że jej tłumaczenie spełnia warunki, jakie są konieczne, by któreś z wydawnictw zainteresowało się poważnie jej pracą (…) Niestety na razie wydania oficjalnego tej książki na naszym rynku czytelniczym nie ma (wiąże się to zapewne nie z brakiem chętnych do tłumaczenia „Gwiezdnych wojen” ale z wysokim kosztem zakupu praw do przekładu oryginału od firmy, która broni interesów G. Lucasa). Wydanie które posiada Jurek Poprawa jest zapewne tzw. wydaniem pirackim. Nie możemy więc Ci pomóc, ale może napisz do niego11.

    Wreszcie w sierpniu 1987, korespondent jednego z działów „Świata Młodych” – TOMIKu, Robert Helman wspomniał o istnieniu sześciu wydanych w Polsce książek należących do omawianego cyklu. Nie podał nazwy wydawcy, zaznaczył jedynie, że były to klubówki, wydawane przez kluby miłośników fantastyki. Skrytykował słabo powielony druk oraz masę błędów stylistycznych, ortograficznych i interpunkcyjnych12.

    Cytowane powyżej artykuły dowodzą, że na literaturę spod znaku odległej galaktyki istniało zapotrzebowanie, które w obliczu braku oficjalnej oferty usiłowano zaspokoić oddolnie.


    6. Polskie wydania klubowe książek z serii Gwiezdnych wojen.

    Klubowe wydania nie były powszechnie dostępne i stąd brały się także inicjatywy osób nigdzie nie zrzeszonych, które próbowały dokonać przekładu na własny rachunek, nawet nie po to, by dla zysku rozpowszechniać swoje tłumaczenie, czy też budować prestiż w jakiś środowisku, ale z powodu innych, trudnych do zdefiniowania potrzeb. Próbę ich rozpoznania można podjąć w oparciu o tekst artykułu opublikowanego na piątej stronie „Świata Młodych” z 27 sierpnia 1985. Tekst ten nosił tytuł: Wakacje z gwiezdną trylogią, a traktował o pasji nastolatki imieniem Ola, która podjęła się trudu przetłumaczenia trzech powieści: Gwiedne wojny, Imperium kontratakuje i Powrót Jedi. Było to zajęcie całkowicie hobbystyczne, gdyż opracowane przez nią teksty nie zostały nigdzie opublikowane13, a praca nad tłumaczeniem nie zapewniła dziewczynie żadnych profitów poza satysfakcją. Można zaryzykować tezę, że mamy tu do czynienia z jedną z typowych cech, jakie charakteryzują prawdziwego fana – działa: tworzy, pisze, rysuje, rzeźbi, prowadzi prelekcje i dzieli się tym, co uważa za najlepsze z innymi, nie po to, by osiągnąć materialne zyski, ale wyłącznie dlatego, że powodowany szczerą pasją  wybrał właśnie taki, a nie inny, model życia i działania.

    Pierwszą klubową książką z cyklu Star Wars. jaka ukazała się na naszym rynku, było dzieło Georga Lucasa14 Gwiezdne wojny. Tekst przetłumaczył Andrzej Wróblewski. Trudno podać konkretną datę wydania, ponieważ w stopce zabrakło informacji na ten temat. Pierwsza data, a mianowicie rok 1985, pojawia się dopiero w czwartym tomie cyklu – Han Solo na Krańcu Gwiazdy – można jednak stwierdzić, że pierwszy tom serii pojawił się najpóźniej przed październikiem 1982, czego dowodzą cytowane wcześniej słowa Jęczmyka15.

    Książki te "wydawano" metodą iście chałupniczą. Ich treść, po przetłumaczeniu, przepisywano na zwykłej maszynie do pisania, a później kopiowano przy użyciu powielacza. Do produkcji okładek używano tektury o różnych odcieniach – czasem trafia się jaśniejsza, czasem wpadająca w kolor pomarańczowy. W prawym górnym rogu niektórych z nich widnieje sylwetka czarnego konia, a na innych nie ma żadnego znaku. Odmianę stanowi wyłamująca się, pod względem wyglądu, z kanonu, okładka Powrotu Jedi, w wersji granatowej.

    W przypadku nowelizacji epizodu IV mamy do czynienia z dwoma wariantami tytułu. Niekiedy na okładce pojawia się napis Nowa nadzieja, innym razem Gwiezdne wojny. Istnieje też bardzo rzadko spotykany wariant, zatytułowany Wojny gwiazd.

    Do roku 1989 ukazały się następujące pozycje: Nowa nadzieja, Imperium kontratakuje, Powrót Jedi, Han Solo na Krańcu Gwiazdy (1985), Spotkanie na Mimban (1985), Zemsta Hana Solo (1986) oraz Han Solo i utracona fortuna (1987).

    Niektóre egzemplarze Gwiezdnych wojen (Nowej nadziei) zawierały ilustracje, jednak w większości wydań zrezygnowano z tej atrakcyjnej ozdoby, a w pozostałych tomach serii ilustracje nie pojawiają się wcale.

    Deklarowany nakład każdego wydania ograniczony był do 100 egzemplarzy, ponieważ nieprzekroczenie tej liczby pozwalało na uniknięcie kłopotów z cenzurą, gdyż broszurki te traktowano jako druk do użytku wewnętrznego klubu. Druk wznawiano jednak wielokrotnie, dzięki czemu do rąk fanów i czytelników trafiło przynajmniej kilkaset egzemplarzy każdego tytułu.

    Gwiezdne wojny tłumaczył Andrzej Wróblewski, Imperium kontratakuje Agnieszka Sylwanowicz16, a Powrót Jedi W. Wojtasiewicz.

    W roku 1990 nakładem firmy Interart, wydano licencjonowaną wersję Gwiezdnych wojen, a następnie Imperium kontratakuje i Powrót Jedi. Kolejne części i wznowienia pojawiły się już w realiach nowej rzeczywistości społeczno-politycznej.

    Przegląd produktów, z którymi mieli okazje obcować żyjący w PRL-u fani Star Wars, będziemy kontynuować w kolejnym odcinku.

    Jakub Turkiewicz
    Korekta: Anna Tess Gołębiowska

    Przypisy:

    1. Zakłady te były także jedynym polskim producentem dostarczającym kinom umożliwiające odtwarzanie 35 mm taśmy filmowej.
    2. Więcej o amerykańskich plakatach czyt.: Katarzyna Drabik, "The Star Wars Poster Book", <http://www.starwarsy.pl/opowiadania/plakaty.htm>, [publ. 18.09.2006; wizyta 15.07.2018].
    3. Milena Orłowska, Plakat do "Imperium kontratakuje" urodził się w Płocku. Wiedzieliście?, „Gazeta Wyborcza; Magazyn Płock”, http://plock.wyborcza.pl/plock/1,95996,19363314,plakat-do-imperium-kontratakuje-urodzil-sie-w-plocku-wiedzieliscie.html>', [publikacja 17.12.2015, wizyta 15.06.2018].
    4. E. Leszczyńska-Pieniak, Jakub Erol z plakatu, „Wyborcza. pl”, opublikowano 19 lutego 2012, [wizyta 15. 09. 2014], <http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,11149906,Jakub_Erol__Erol_z_plakatu.html>
    5. Orłowska, Plakat...
    6. Pierwsza książka z cyklu Star Wars, jaka ukazała się w Polsce w oficjalnym obiegu to Gwiezdne wojny George’a Lucasa, wydane przez Interart w roku 1990; George’ Lucas, Gwiezdne wojny, Warszawa, 1990, tłum. Piotr Cholewa.
    7. M. Parowski, Polska i reszta świata, mówi red. Lech Jęczmyk, kierownik redakcji angielskiej „Czytelnik”, „Fantastyka”, nr 3 z 1982 r. , ss. 54, 56.
    8. E. Bielska, Konkurs LAG – rozwiązany! Wakacyjne remanenty – zakończone, „Świat Młodych”, nr 136 z 13 listopada 1984, s. 6.
    9. Mały Rocznik Statystyczny 1984, GUS, Warszawa 1984 s. 99.
    10. E. Bielska, Listy, sprawy i sprawki czyli nasz remanent, „Świat Młodych”, nr 75 z 24 czerwca 1986, s. 6.
    11. E. Bielska, Listy, sprawy i sprawki, czyli nasz remanent, „Świat Młodych”, nr 126 z 21 października 1986, s. 6.
    12. R. Helman, Aktualnie wychodzące fanziny w Polsce i nie tylko, „Świat Młodych”, nr 98 z 18 sierpnia 1987, s. 7.
    13. Obok informacji o umiarkowanej z początku fascynacji dziewczyny filmem Lucasa oraz jej oczarowaniu postacią Datrha Vadera i szczegółów o tym, jak w kolejne wakacje tłumaczyła, z coraz większą wprawą, kolejne części trylogii, w tekście znalazły się także informacje o jej fascynacji literaturą SF, co daje pewien wgląd w psychikę polskiego miłośnika Star Wars. Okazuje się, że zanim dziewczyna zetknęła się z filmem, który zresztą uznała początkowo za ot taką baśń z dreszczykiem, miała sporo do czynienia z literaturą fantastyczna. Jej czytelnicza pasja datuje się jeszcze z czasów podstawówki, kiedy przeczytała Powrót z Gwiazd Stanisława Lema. Zafascynowana Lemem sięgnęła po Niezwyciężonego, Obłok Magellana, Kongres futurologiczny i zanim dostała się do liceum, poznała treść wszystkich książek tego popularnego pisarza. Fascynowała ją także twórczość Tolkiena, Dicka, Borunia, Aldissa, Zajdla i wielu innych. W artykule pojawia się informacja, że jej domowa biblioteczka fantastyki liczy sobie ponad 100 pozycji, co w latach osiemdziesiątych oznaczało duże zaangażowanie. , J. Opara, Wakacje z gwiezdną trylogią, „Świat Młodych”, nr 103 z 27 sierpnia 1985, s. 5.
    14. W rzeczywistości George Lucas jest tylko autorem pomysłu. Prawdziwym twórcą powieści jest Allan Dean Foster, który podjął się niewdzięcznej roli ghostwrittera.
    15. Parowski, Polska i reszta świata, mówi red. Lech Jęczmyk (...).
    16. (B. A. ), Alderaan 2003: Rozmowa z tłumaczami, „Bastion Polskich Fanów Star Wars”, opublikowano – sierpień 2003

    Ilustracje:
    1.Fot. Krzysztof Haenel, arch aut.
    2.Fot. Krzysztof Haenel, arch aut.i
    3.Od lewej: Plakat "Gwiezdne wojny" i "Imperium kontratakuje" autorstwa Jakuba Erola i dwa plakaty "Powrót Jedu" Witolda Dybowskiego, arch. aut.
    4. Plakat "Imperium kontratakuje" Mirosława Łakomskiego, arch. aut.
    5. Rewersa karty Topps Galaxy nr 194, arch. aut.
    6. Wydania klubowe Gwiezdne wojny, Imperium kontratakuje, Powrót Jedi i Powrót Jedi, arch. aut.
    7. Jedno z najstarszych wydań klubowych książki "Gwiezdne wojny" jeszcze z z tytułem "Wojna Gwiazd". Foto z arch. Krzysztofa Haenela.

    <<< Poprzedni odcinek | Następny odcinek >>>