Co ma thrash wspólnego z fantasy?
Siadając z kumplami do sesji RPG, przeżywając wielkie epickie przygody, zabijając smoki, ratując księżniczki, rzucając potężne zaklęcia, lubimy wprowadzić się w odpowiedni nastrój za pomocą stosownej muzyki. Zazwyczaj, jeśli mowa o typowych fantaziakach, chcemy by poleciało coś ambientowego. Soundtrack z jakiegoś filmu lub delikatny folk. Jeśli klimat jest nieco mroczniejszy, nie wahamy się nawet puścić muzyczki z Diablo, aby poczuć tę samą grozę, co lata temu, kiedy wchodziliśmy do czeluści piekła, by pokonać demonicznego potwora. Gdy mówimy „fantastyka” i wgłębiamy się w dział muzyczny, od razu cisną się nam na usta kompozycje pokroju Dead Can Dance, Hanza Zimmera czy też (idąc już w cięższą stronę) całego metalowego półświatka – od Bathorego po, znienawidzony przeze mnie, Dragonforce. Nie ma znaczenia czy ci artyści inspirowali się Tolkienem, czy sierotką Marysią. Łatka została przylepiona na butapren i nie zapowiada się na to, aby nasza mentalność poszła w innym kierunku.
Do czego Krawat zmierza tym razem ? Niczym wąż swoją szerszą końcówką podnoszę się z koszuli, by wskazać gatunek, który może być cudownym źródłem inspiracji w jakichkolwiek dziedzinach opisywanych przez nasz wspaniały portal.
Thrash!
Tak! Piszę teraz o agresywnej muzyce wychodzącej spod rzemiosła starych wyjadaczy z początków lat osiemdziesiątych. Muzyce wywodzącej się z punk rocka (albo, jak kto woli, pan kroka), która dała początek wielu innym rodzajom metalu. Mówiąc „thrash”, mam na myśli całą wielką czwórkę, łącznie z Testamentem, Sodomem i pozostałymi grupami, swoją surowizną urywającymi zadek przy szyi.
Co takiego ma ona w sobie?
Przede wszystkim dynamikę. Ostra perkusja nie szczypiąca się z tempem, zero słodkiego pierdzenia i sto procent miazgi. Całość instrumentarium można porównać do serii z karabinu maszynowego AK-47 albo pędzącego stada słoni.
Treści, na jakie możemy trafić w thrashu są przeróżne, chociaż często natykamy się na tematy związane z krytyką otaczającej nas rzeczywistości. Dave Mustaine z Megadeth w swoich tekstach mocno atakuje politykę współczesnego świata, zaś Sodom traktuje raczej o kwestiach związanych z wojną. Pomimo określonych zasad gatunkowych, każdy twórca z wyższej półki posiada własny unikalny styl, definiujący jego grę. Najlepszym przykładem jest zestawienie ze sobą dwóch najsławniejszych zespołów: Metallica i Slayer.
Obie kapele startowały na początku lat osiemdziesiątych. Debiutancki album Kill'Em All Metalliki, jak i Show No Mercy kontrowersyjnego składu z Los Angeles – pojawiły się już w 1983 roku, przyciągając do siebie miliony fanów. Wokale Toma Araya, jak i Jamesa Hetfielda, wyznaczyły nowy tor w dziedzinie ciężkiej muzyki. Do istotnych czynników pożądanego charkotu zaczęło się zaliczać natężenie chrypy w głosie i zdolność mocnego wydarcia swoich strun. Brutalność riffów i solówek gitarowych sięgnęła zenitu. Heavy metal przy fuzji z punkiem urodził śmieciowego potwora, który jeszcze przez długie lata siał terror, nasyłając na naszą populację miliony decybeli produkowanych przez coraz to nowe dzieła.
Co w takim razie z tym przeklętym powiązaniem ?
W latach osiemdziesiątych, w Stanach Zjednoczonych, thrash przy połączeniu ze swoim starszym bratem (jakim jest heavy metal) stał się ojcem takiego gatunku jak power metal. Jednak nie jest to jedyny rodzaj spłodzony przez nasze monstrum. W przeciągu kilku lat, wchodząc w mezalians z różnymi prądami muzycznymi, pośrednio czy też nie, powołał do istnienia nurty: black, pagan, viking, death, industrial, grind, metalcore i wiele innych!
Warto jeszcze wspomnieć, że ta muzyka nadal się rozwija i bierze czynny udział w naszej kulturze. Dowodem na to jest, między innymi, ścieżka dźwiękowa z filmu Dracula 2000, w której możemy znaleźć piosenkę Bloodline Slayera pochodzącą z płyty God Hates us All. Dzisiaj ten gatunek znów staje się popularny. W Los Angeles pojawia się świeża krew, za nic w świecie niechcąca dać za wygraną. Stare zespoły przebudziły się na nowo, zarzucając nas kupą niezwykłego materiału.
Scena thrashu znów zaczyna tętnić życiem...
Maciej "Krawat" Bardo
Korekta i redakcja: Marta "Nubia" Porwich, Monika "Katriona" Doerre, Paulina Maria "Lorelay" Szymborska-Karcz


















































Odpowiedzi
Tytuł mnie zaciekawił ale
Tytuł mnie zaciekawił ale artykuł trochę rozczarował. Krawat naprawdę fajnie poprowadziłeś ten artykuł ale myślałem po tytule że pokażesz trochę zespołów które nawiązują do fantastyki. Rozbudujesz kto o czym śpiewał itp Np Metallica ma kilka utworów o tematyce fantasy. A można by było także wspomnieć o rodzinnej muzyce jak na KAT ma sporo utworów związanych z fantastyką czy Album Grupy Turbo "Ostatni Wojownik" to 100% mocne granie spod znaku Thrash (choć zespół w większości albumów nagrywał heavy to tu mamy 100% Thrashu) z tekstami bardzo związanymi z SF i Fantasy
Generalnym założeniem tego
Generalnym założeniem tego artykułu, było zamknięcie wszystkiego w pigułce. Wspominając bardziej szczegółowo o Kacie, Turbo i innych polskich kapelach np, musiałbym wspomnieć tak oldschoolowe zespoły jak np. Dragon.
Z szacunku do tych kapel wolę zostawić to na inny artykuł.
Btw. O kilku utworach Mety? Lepiej zostawić furtkę, żeby czytelnik sam za to sięgnął. A tym zespole już wystarczająco dużo się wypowiedziałem.