I dusza moja (Michał Cetnarowski) - recenzja

Tragedie są siedliskiem silnych emocji, źródłem psychozy, centrum cierpienia. Dziś największe prawo mają do nich media, które bez skrępowania chwytają w swe szpony, by obnażyć, sklasyfikować i postawić diagnozę. I kiedy mija to swoiste „boom”, przychodzi czas, że pojedyncze jednostki wyruszają z cienia, by zmierzyć się z sytuacją na własną rękę.

Co zrobić z książką opisującą tragedię, gdy ujrzy ona światło dzienne? Odrzucić ze wstrętem i piętnować autora żerującego na ludzkim nieszczęściu? A może jednak wstrzyknąć sobie dawkę sadomasochistycznej treści i zagłębić w powieść, doszukując się okropnych scen i udając przed sobą samym, że przecież nie po to ją czytamy?

I dusza moja Michała Cetnarowskiego, redaktora działu prozy polskiej w „Nowej Fantastyce", porywa za kulisy dramatu, tam, gdzie nie ma krwi, ani potwora, a jest zaplecze ludzkich uczuć, którego medialne oko nigdy nie uchwyci.

Adam Bruksator, ambitny dziennikarz idący do celu po trupach. Rafał Madera, świeżo upieczony policjant, „krawężnik”, który każdego dnia w pracy zderza się z przykrą rzeczywistością. Jerzy Horowitz, nieudolny ojciec, w trakcie sprawy rozwodowej, bez stałej pracy. Ewa Plutar, świeżo upieczona polonistka, która jeszcze wierzy, że ma coś do przekazania młodemu pokoleniu. I Wiola, siedemnastoletnia uczennica zawstydzona myślą, że nadal jest dziewicą.

Dziennikarz, policjant, nauczycielka, bezrobotny, uczennica. Zbiór jak w talkshow, obce sobie osoby prowadzą życie jedno obok drugiego. I nagle strzały, najpierw jeden, za chwilę drugi, które przebijają się na szczyt listy ich priorytetów, kierując całą uwagę w stronę strzeszowickiej szkoły położonej w małej miejscowości pod Wrocławiem.

Jednak zanim moment kulminacyjny wyczekiwany przez każdego, kto przeczytał choć dwa zdania o powieści, wprowadzenie w temat. Michał Cetnarowski wykazał się wielkim wyczuciem, od początku do końca panując nad sytuacją. Pisarz stopniowo dawkuje informacje, aż wreszcie spuszcza ze smyczy psy akcji, by goniły czytelnika do ostatniej strony książki. Zabieg ten ułatwia konstrukcja powieści przypominająca scenariusz. Każda postać ma swój własny wątek, w którym, krok po kroku, przemierza scenę, trzymając z innymi równe tempo.

Czytelnik poznaje bohaterów, prześwietlając ich przepełnione wspomnieniami dusze. Bez litości, niczym rentgen, autor obnaża wszystkie niedoskonałości, skazy i blizny. Poprzez nieustanną retrospekcję, dociera do sytuacji najbardziej intymnych, tych które odcisnęły piętno w życiorysie. W ten sposób odkrywa momenty szczególne, poprzez jakie postacie dotarły do miejsc, gdzie poznają się z czytelnikiem.

Bohaterowie prowadzą na co dzień pełną problemów egzystencję, stanowiącą element współczesnej rzeczywistości. Jak w dobie kryzysu poradzić sobie na bezrobociu? Co zrobić z córką, która nie chce rozmawiać? Jak postąpić, gdy ukochany namawia do wzięcia udziału w wyścigu szczurów, i czy można czuć się dobrze w pracy, będąc policjantem?

Autor udanie pokazuje, jak zawód reprezentowany przez każdego z bohaterów wpływa na odbiór strzelaniny w szkole. Inaczej patrzy na wydarzenie dziennikarz, inaczej policjant, a całkiem inne myśli ma w głowie nauczycielka. Rozterki postaci są głównym nurtem wydarzeń, pchają akcję do przodu, strzelanina zaś stanowi tło, bodziec wyzwalający myśli i reakcje.

Bardzo zmyślnym i niepozbawionym znaczenia jest zabieg ukazania sprawców strzelaniny w taki sposób, by słowo „bohater” nawet w swym literackim sensie nie otarło się o sylwetki postaci. Zagranie znane z kina grozy, które mówi o tym, że dopóki widz nie ujrzy monstrum, trzyma się na baczności i ogląda film w prawdziwym skupieniu.

Wczuć się w sytuację, prócz operowania napięciem, pomagają plastyczne, działające na wyobraźnię, opisy rzeczywistości. Nie jest ich wiele, wcale nie, jednak mają moc sprawczą, bo wyciągają na wierzch elementy prawdziwie charakterystyczne. Pegeerowskie ogródki działkowe, szkolne korytarze, gdzie w smugach światła wędruje leniwie kurz. Te obrazy, które chyba każdy potrafi przywołać z pamięci, porywają do własnych wspomnień, osadzając akcję w realnym świecie.

Przez utwór często przewija się motyw czasu. W sytuacji kryzysowej nabiera on szczególnego znaczenia. Redaktor działu prozy polskiej w „Nowej Fantastyce” bardzo umiejętnie demonstruje, jak różne może mieć znaczenie. Bo choć dla wszystkich bije równo, nie każdy odbiera jego upływ tak samo. Dla Adama Bruksatora, dziennikarza, który całe życie prowadzi wyścig, zegarek to demonstracja prestiżu, artefakt mający niebagatelne znaczenie. Dla Jerzego Horowitza tykanie nadgryzionego zębem czasu zegarka jest jak bomba. Odlicza kolejne minuty usianego porażką życia, goniąc z jednej rozmowy kwalifikacyjnej na drugą. I nagle, w obliczu tragedii, dla wszystkich jest go za mało. Każdy godzi się na podjęcie walki z czasem, by zrealizować to, co w niezwykłej sytuacji uważa za konieczne.

Motyw fantastyki nienachalnie prześwituje poprzez twardą rzeczywistość. Mimo to sprawia wrażenie nieodłącznego, gdyż zdaje się pochodzić z dna ludzkiej duszy. Magia pojawiająca się na kartach powieści ma związek z genezą powstania człowieka. Jeśli ktoś nie przepada za fantastyką, nie powinien poczuć się zniesmaczony jej nikłym elementem. Dominuje proza codzienności.

W takiej historii nie ma co spodziewać się happy endu. Już w trakcie powieści można zacząć zastanawiać się, jak autor doprowadzi do końca swoją szaloną wizję. Czy będzie moralizował? Próbował wycisnąć łzy z oczu? Michał Cetnarowski podszedł do tematu uczciwie. Pozostał wierny obecnemu w całej powieści realizmowi. Nie przejaskrawił, nie przekombinował. I dusza moja to dobra okazja dla tych, którzy uparcie omijają półkę z polską prozą, by wreszcie pogodzić się z rodzimą literaturą.

Marta "Prokris" Sobiecka

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Powergraph.


Tytuł: I dusza moja
Autor: Michał Cetnarowski
Wydawca: Powergraph
Ilustracja na okładce: Rafał Kosik i Jan Kosik
Projekt graficzny i okładka: Rafał Kosik
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83- 61187-73-8
Liczba stron: 346

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany