Kronika
Odkąd pamiętam, zawsze marzyłam o tym, aby mieć supermoc. Niewątpliwie był to wpływ pochłanianych za młodu marvelowskich tworów z serii „X-Men” czy „Spiderman”. Dlatego, gdy usiadłam w wygodnym fotelu ciemnego kina w oczekiwaniu na film Josha Tranka pt. ,,Kronika’’, poczułam się jak dzieciak, który wlazł do sklepu z cukierkami. Za chwilę znowu miałam spotkać się z wybitnie uzdolnionymi (chociaż należącymi już do innej bajki)! W sumie nigdy specjalnie nie zastanawiałam się nad minusami posiadania takiej mocy, bo i na pierwszy rzut oka ciężko je dostrzec. Zaspałam i spóźnię się do pracy / na zajęcia (niepotrzebne skreślić)? Teleportuję się! Nie chce mi się wstać i sięgnąć pilota do telewizora leżącego tak blisko, a jednak tak daleko? Uniosę go siłą woli, aby wpadł mi w dłoń, wówczas nie będę musiała nawet ruszać się z miejsca. Proste przykłady można mnożyć i mnożyć, jednak teraz, gdy lat przybyło i w głowie trochę mądrzej, wypadałoby zadać sobie właściwe pytanie. Z wielką mocą przychodzi też duża odpowiedzialność, jak to mawiał wuj człowieka-pająka. Czy ludzkość jest na coś takiego gotowa? W celu uzyskania podpowiedzi wróciłam przed ekran i do historii, która własnie się rozpoczęła…
Główni bohaterowie ,,Kroniki’’ to trójka nastolatków. Andrew Detmer – zagubiony i poniewierany w domu przez bezrobotnego ojca, lubiącego zajrzeć do kielicha, szkolny outsider, który zajmuje się także śmiertelnie chorą matką, dla której jest w stanie wiele poświęcić. To on zapoczątkował tytułową kronikę, filmowy zapis swojego życia oraz otoczenia. Jednym z niewielu jego bliskich znajomych jest kuzyn Matt Garetty, młodociany filozof, którego nie interesuje bycie popularnym, choć niewątpliwie nie miałby z tym większego problemu. We dwóch decydują się pojechać na imprezę zorganizowaną w dużej szopie, gdzie zawierają znajomość ze szkolnym kandydatem na przewodniczącego samorządu, Stevem Montgomery, marzącym o zostaniu w przyszłości politykiem. Chłopcy znajdują w okolicznym lesie podziemny tunel, do którego wchodzą z zamiarem sprawdzenia, jakie tajemnice w sobie kryje. To, co znaleźli, niezaprzeczalnie odmieniło ich życie. Za sprawą znaleziska zyskali super moce. Ale nie wszystko skończyło się równie ,,super’’.
Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się sposób, w jaki został nakręcony ten film. Zapewne kojarzycie klasykę amerykańskiego kina grozy – ,,Blair Witch Project’’, czy nieco nowszy ,,Project: Monster’’ (z promującą go tajemniczą kampanią reklamową), stworzone na zasadzie paradokumentu. Trank zrobił podobnie, gdyż również zdecydował się na tzw. technikę filmowania ,,z ręki’’, zamiast zastosować tradycyjny rzut. To sprawiło, że ,,Kronika’’ zyskała swój osobisty wyraz i klimat, jakiego brak zdarza mi się odczuć w niektórych produkcjach. Początkowo w użyciu była tylko kamera Andrew, lecz z czasem wykorzystano inne ciekawe rozwiązania, np. kamery zainstalowane w sklepie oraz we, wszechobecnych w naszych czasach, telefonach komórkowych, co dało dużo oryginalnych opcji przedstawienia wydarzeń. Simon Hansen, który zaprojektował większość sprzętu, umożliwił nieznane dotąd metody poruszania kamer, przez co miałam wrażenie, że kamera żyje i jest niczym książkowy narrator. Efekty specjalne rzadko kiedy wyglądają sztucznie. Zadbano, aby telekineza, którą posługują się chłopcy, prezentowała się naprawdę realnie, przez co jest interesująca zarówno w spokojnych, jak i w dynamicznych scenach.
Dobrym rozwiązaniem było też zatrudnienie do produkcji aktorów o niezgranych jeszcze twarzach. Dzięki temu widz uniknie skojarzeń z poprzednimi, mocnymi rolami, a także dano młodym szansę na rozwój kariery. Warto się nimi zainteresować i śledzić dalsze poczynania. Przede wszystkim na pochwałę zasługuje Dane DeHaan, wcielający się w postać Andrew. Nie miał łatwego zadania, bo psychikę jego bohatera skonstruowano z bardzo wielu trudnych elementów, ale udźwignął rolę. Pokazał siłę mocy, którą zdobył Detmer. Siłę dającą dużo frajdy, ale i dużo złego, jeśli nieodpowiednio się nią pokieruje. Chłopak poszukiwał akceptacji, początkowo we właściwych miejscach, a potem zaczął schodzić z kursu. Tama puściła i zalała to, co znajdowało się dookoła. DeHaan nadaje się na odtwórcę tej postaci idealnie, bo ma w spojrzeniu coś z szaleńca. Jakby się zastanowić, Alex Russell też musiał się postarać, bo jego bohater był spokojny, miły i należał do „tych dobrych”. Niejeden aktor potwierdzi, że nie są to łatwe role. Michael B. Jordan odegrał pozytywnie zakręconego nastolatka w typie „Obama Wannabe”, brylującego w towarzystwie. Postać momentami irytująca, ale dająca się lubić.
Muzyce nie będę poświęcać zbyt wiele miejsca, bo po prostu była. Nie odznaczyła się charakterystycznie, nie pamiętam żadnego motywu przewodniego, na który warto zwrócić uwagę. W żadnym stopniu jednak nie przeszkadzała. Za to jeszcze jednym mocnym elementem są dialogi, nieraz wywołujące u widza śmiech. Świetnym przykładem może być scena, gdy Steve przesuwa, niczego nieświadomej kobiecie, stojący na parkingu samochód w inne miejsce, czy też przedstawiająca naukę latania.
Żeby nie było, że ciągle chwalę, muszę też wspomnieć o jednej rzeczy, która w pewnym momencie aż zakuła mnie w oczy. Im dalej posuwa się akcja filmu, tym robi się bardziej spektakularnie. To niewątpliwie plus. Jednak w punkcie kulminacyjnym odniosłam wrażenie, że twórcy nieco przesadzili. Scena walki nad miastem z jednej strony przypadła mi do gustu, zwłaszcza jej zakończenie, bo technicznie wypadło naprawdę mistrzowsko. Jednak wydaje mi się, że chcieli w nią upchnąć za dużo naraz. Latające samochody, śmigłowce, masa wozów policyjnych rozrzucanych w różne strony... Tutaj dała o sobie znać amerykańskość produkcji. Film dość dobrze bronił się przed tym przez większość czasu, ale pod koniec poległ. Może to kwestia nastawienia – gdybym otrzymała to, czego spodziewałam się po obejrzeniu zdjęć oraz przeczytaniu krótkiego opisu (tj. brak głębszego wątku psychologicznego i skupienie się przede wszystkim na wyjątkowych umiejętnościach plus romans z happy endem), byłoby ok. Ale w połączeniu z niecodziennym stylem kręcenia, do którego zdążyłam się przyzwyczaić podczas seansu i ciekawymi bohaterami z prawdziwymi problemami, po prostu mi to nie pasowało.
Podsumowując, ,,Kronika’’ to dobry debiut. Jeśli Joshua Trank pójdzie dalej tym tropem, bardzo chętnie sięgnę po jego kolejne dzieła. Film polecam przede wszystkim tym, którzy szukają czegoś innego, niż zazwyczaj serwują nam kina, ale mimo wszystko mają ochotę na nieco rozrywki. Uprzedzam jedynie, że pomimo iście hollywoodzkiej końcówki, obraz pozostawił we mnie ziarenko przemyśleń i rozważań, które doprowadziły mnie do odpowiedzi na pytanie z pierwszego akapitu. Nie, ludzkość nie jest gotowa na taką odpowiedzialność. Może i w książkach czy filmach walka dobra ze złem prezentuje się ciekawie, ale w naszej rzeczywistości mogłoby się to skończyć po prostu źle. Największą walkę dobra ze złem toczymy w nas samych, a niektórzy nie są gotowi nawet na to. Tak jak Andrew.
Małgorzata „Sol” Gruszka
Korekta i redakcja: Marta "Nubia" Porwich, Paulina Maria "Lorelay" Szymborska-Karcz

Tytuł oryginalny: Chronicle
Tytuł polski: Kronika
Czas trwania: 1 godz. 23 min.
Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi, Dramat
Premiera: 3 lutego 2012 (Polska)
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Joshua Trank
Scenariusz: Max Landis, Joshua Trank
Obsada:
Dane DeHaan - Andrew Detmer
Alex Russell - Matt Garetty
Michael B. Jordan - Steve Montgomery
Ashley Hinshaw - Casey Letter
Michael Kelly - Richard Detmer
Joe Vaz - Michael Ernesto
Anna Wood - Monica

















































