Kto by się tam bał Baby Jagi...
– Wojtek, no weeeeź. – Dziewięcioletnia Gosia zamachała rękoma, próbując przegonić młodszego brata koleżanki niczym natrętną muchę. – Ty zobaczysz! Ciebie to kiedyś Baba Jaga porwie i będziesz miał.
– Jaka Baba Jaga? – Pięciolatek spojrzał na dziewczynkę, unosząc lekko brew. Usiadł naprzeciwko, ignorując karcące spojrzenie starszej siostry.
– Nooo… – Gosia przez chwilę zbierała myśli, próbując ukryć zaskoczenie. – Taka z chatki na kurzej łapce. Zła i niedobra, co niegrzeczne dzieci porywa, krowom mleko odbiera, ludzi zamienia w kamień albo żaby, a czasami to robi tak, że tata nie może… – Po chwili przypomniała sobie, że Wojtek ma tylko pięć lat i zreflektowała się. – No generalnie... różne złe rzeczy.
Dziwny jakiś ten mały… Dziewczynka pierwszy raz miała do czynienia z dzieckiem, które nie zna Baby Jagi.
– Aaaaa. Że Babunia Jagódka, tak?! – wykrzyknął radośnie Wojtek. W ciemnych oczach chłopczyka pojawił się błysk zrozumienia.
– Nie no… jaka tam z niej babunia. – Gosia zmarszczyła brwi, coraz bardziej skonsternowana. – Baba Jaga zwykła.
– No, znaczy Babunia Jagódka, jak takie rzeczy robi. – Mały nie dawał za wygraną. – I w lesie mieszka. Takim ciemnym. Daleko za wsią, tak?
– No tak.
– I trzeba ją poprosić jak cię sąsiad wkurza, tak?
– Wojtek! Jak ty mówisz? – Agnieszka obrzuciła brata pełnym dezaprobaty wzrokiem. Bycie starszą siostrą przecież do czegoś zobowiązuje. Starszą i mądrzejszą, rzecz jasna. – Denerwuje się mówi.
– No tak – powtórzyła spokojnie Gosia.
To tylko dzieciak. Mały, niesforny dzieciak. Nie miała młodszego rodzeństwa, posiadała za to troje kuzynostwa, więc wiedziała jak należy postępować z maluchami. Trzeba zawsze spokojnie tłumaczyć i odpowiadać nawet na najgłupsze pytania. Tak przynajmniej twierdziła ciocia Beata.
– I jak masz jakiś problem z niedobrymi ludźmi to musisz iść, zapłacić, a ona już wszystko załatwi?
– No dokładnie.
– No to znaczy, że jednak Babunia Jagódka! – Chłopiec aż klasnął w ręce z zadowolenia.
Gosia westchnęła ciężko.
– Ale jaka tam z niej babunia, skoro zła jest? – Teraz już dziewczynka nie umiała ukryć narastającej irytacji. – Babunia to się mówi do takiej dobrej babci, jak moja na przykład, co ciasta piecze, słodycze kupuje i na wszystko pozwala.
– No ale Babunia Jagódka też jest dobra przecież. Ludziom pomaga.
– Jak pomaga, skoro szkody robi? – Asia nie wytrzymała. Mówiła zniecierpliwionym tonem. No bo ileż można…
Przyjrzała się uważnie Agnieszce. Jak ona wytrzymuje pod jednym dachem z tym dzieciakiem? O dziwo, koleżanka nie wyglądała na poirytowaną. Wprost przeciwnie. Zupełnie jakby doskonale rozumiała, o czym klepie jej dokuczliwy braciszek…
– No ale szkody to robi tym złym, co sąsiadów wku… – Wojtek zerknął na siostrę, która już przybierała poważny wyraz twarzy i otwierała usta, żeby znów go zrugać. Urwał. – Denerwują – dokończył po chwili. – A tym dobrym pomaga, żeby ich już więcej ci źli nie denerwowali.
– A skąd ty to, Wojtek, niby wszystko wiesz, co? – zapytała Gosia zrezygnowanym tonem.
– Z książki. O! – Mały wytknął dziewczynce język. – Się czyta, się wie. Bo ty to pewnie wcale nie czytasz.
– Ale przecież ty nie umiesz czytać… – Gosia pokiwała tylko głową z politowaniem.
– Ale ona umie. – Chłopiec wskazał palcem Agnieszkę.
– I co wy za książki czytacie, gdzie Baba Jaga jest dobra? – Gosia skrzywiła się w brzydkim grymasie.
– Przecież ci już mówiłem. Babunia Jagódka, nie Baba Jaga. Ty to dopiero głupoty czytasz, wiesz. A my? Wyźlińskom Dolinę.
– Wilżyńską! – poprawiła, milcząca dotąd, Agnieszka. W jej głosie dało się dostrzec szczere oburzenie.
– Pewnie nie znasz takiej, nie? – drwił Wojtek, rozciągając drobne usteczka w pełnym satysfakcji, złośliwym uśmieszku. – Bo twoja mama to tylko te różowe czyta, co do gazet dodają.
– A twój tato to mi w ogóle nie wygląda na takiego, co umie czytać. – Niespodziewanie dołączyła Agnieszka. – Jakby umiał, to by wiedział, że samochodem się w bramie nie staje, jak jest taki duży napis, że nie parkować.
– A wy skąd niby macie tę jakąś swoją dolinę? – parsknęła Gosia.
Kpiny z ust pięciolatka dało się jeszcze znieść, ale te, wypowiadane przez koleżankę z ławki, naprawdę ją ubodły.
– No, nasi rodzice czytają książki. Porządne. A nie tak jak twoi. – Wojtek nie znał umiaru.
– Rodzice? Czytają o Babie Jadze? Jak dzieci? No to rzeczywiście masz się czym chwalić... – Gosia prychnęła lekceważąco.
– O Babuni Jagódce – sprostował poważnie malec. – I to nie jest dla dzieci, bo tam czasem są takie rzeczy dla dorosłych, co Aga mi nie chce czytać i omija. A potem pewnie sama czyta. – Spojrzał na siostrę z wyrzutem. – Jakby ona była taka dorosła.
– Ja mam dziewięć lat, a nie pięć, a takie małe dzieci jak ty właśnie po to nie umieją czytać, żeby nie mogły czytać takich rzeczy dla dorosłych – elokwentnie wyjaśniła Agnieszka.
– Ale jak ta wasza Baba… – Gosia przerwała na chwilę, westchnęła teatralnie, po czym kontynuowała, starając się zachować stoicki spokój – znaczy ta Babunia, to nie może być babunią i być dobra, bo ona jest brzydka.
Ostatni argument. Musiał zadziałać. No bo przecież jak to tak… brzydka i dobra…?
– Brzydka? – Wojtek zmarszczył czoło.
– No stara jest i ma wielką brodawkę na nosie i garba na plecach…
– No tak. Ale tylko czasami.
– Jak to… czasami?
– Oj Gośka... – Teraz z kolei to Agnieszka ciężko westchnęła i pokręciła głową z politowaniem – ale ta twoja Baba Jaga to musi być nie dość, że zła, to jeszcze cienka strasznie, jak ona zaklęcia „piękna-i-młoda” nie zna…
Paulina Maria "Lorelay" Szymborska–Karcz

















































