Wilkołak (Jonathan Maberry)
Zapewne fakt, że ostatnimi czasy mam swego rodzaju fazę na wilki i lykantropię, nie umknął Waszej uwadze. Zatem nic dziwnego w tym, że w me szponiaste łapy trafiają przeróżne powieści poruszające tę problematykę. Począwszy od książek sensownych, a na badziewiach kończąc. Zaprawdę, gdy widziałem okładki następnych publikacji, za każdym razem ogarniało mnie przerażenie, zaciekawienie albo fascynacja. I zapewne intryguje Was, jak było w przypadku opisywanego dzieła. Wszak po cóż innego to czytacie?
Zacznijmy standardowo. Czyli od okładki. Ta przypadła mi do gustu, pewnie dlatego, że jest utrzymana w mrocznej, bardzo sugestywnej kolorystyce. Dwoje widocznych na niej ludzi, mężczyzna i kobieta, są, nie licząc księżyca, jej jedynymi jasnymi punktami. I mówię tutaj wyłącznie o ich twarzach, gdyż już nawet ręka rzeczonego przystojniaka jest skryta w półcieniu. Między obliczami postaci nasze oczy wychwytują ozdobę, zapewne główkę laski, wykonaną z iście mistrzowskim pietyzmem i dbałością o szczegóły. Oczywiście nie mogło zabraknąć informacji o tym, że powieść stała się pożywką dla czyjegoś talentu reżyserskiego i możemy obejrzeć także inspirowany nią film. Czemu nie?
Skoro tę część mamy już za sobą, zapewne intryguje Was to, na co zawsze zwracam uwagę przy okazji opisywania publikacji poruszających temat wilkołaków, czyli sposób ukazania tych istot. Przyznam szczerze, iż Maberry nie wykazał się szczególną inwencją twórczą i przeobraził powszechnie znany i (nie)lubiany wizerunek rzeczonego stworzenia. Choć osobiście średnio za nim przepadam, nie zmienia to faktu, że autor przedstawił tę wizję z godnym podziwu kunsztem. Co prawda były to te wredne demony, potężne ponad ludzkie wyobrażenie i zdolne do niesamowicie szybkiej regeneracji, ale bardzo dobrze zarysowano wokół nich bunt istoty praworządnej przeciwko bezmyślnemu chaosowi oraz żądzy mordu.
I właśnie to stanowi o sile omawianego tytułu. Głęboka, rozbudowana, bardzo sugestywna i przemyślana warstwa psychologiczna to niesamowity atut Wilkołaka. Dzięki temu nie mamy tutaj do czynienia ze sztampą i wtórnością, a nawet jeśli, to nie zauważamy tego faktu. Za pomocą głównej postaci zostają nam ukazane rozterki normalnego człowieka, nie jakiegoś super herosa, który w swoim głupim łbie ma zakodowane ratowanie świata bez względu na cenę. Tutaj bohaterem jest osoba o traumatycznych przeżyciach, niejako odrzucona przez najbliższych, a w pewnym stopniu nawet przez ogół społeczeństwa, zmagająca się z przeszłością, jakiej nie sposób pozazdrościć, a co najwyżej życzyć najgorszemu wrogowi.
Delikatne wplecenie wątków magicznych stwarza niesamowity klimat. Nie następuje to za pomocą spektakularnych, niszczących wszystko na swej drodze kul ognistych, czy innych błyskawic, lecz dzięki zabobonom, głęboko zakorzenionym w ludzkich sercach przesądom, bądź po prostu niezrozumieniu przeszłości, albo z goła otaczającego ludzi świata. Pradawne ruiny, mauzolea, czy wreszcie coś, co każdy miłośnik horrorów powinien doskonale kojarzyć, czyli szpital psychiatryczny. I to nie byle jaki. Sami chyba przyznacie, że takie ośrodki pod koniec dziewiętnastego wieku działały znacznie bardziej drastycznie niż dzisiaj? Wszystko to zostało odpowiednio doprawione bardzo sugestywnymi drugoplanowymi oraz epizodycznymi bohaterami... Dzieło godne mistrzów gatunku.
Co więcej, żadna ze wspomnianych postaci nie jest przypadkowa. Każda ma w powieści jakiś cel, rolę do odegrania, jak w prawdziwym życiu. Nawet wątek miłosny nie jest przesłodzony. Wręcz odwrotnie. Tragizm tego motywu zdumiewa, zachwycając tym, że autor postanowił za jego pomocą wodzić czytelnika za nos, ukrywając prawdziwe zakończenie i pozwalając odbiorcy żywić się złudzeniami. Również ta niepewność świetnie wpływa na tempo lektury. Dzięki takiemu zabiegowi nieznane ciekawi, ponieważ nie sposób przewidzieć co się stanie na kolejnych stronach książki. Wyjątkiem są sceny, w których do akcji wkracza tytułowa bestia, choć i tutaj czasem można się zdziwić.
Akcja jest, wbrew pozorom, wartka i nie spotkałem się z jej zatrzymaniem choćby na chwilę. Odważne, momentami nieprzemyślane, czy wręcz desperackie, decyzje bohaterów pchają ją stale do przodu, nie pozwalając na moment wytchnienia. Rzec można, iż Maberry zawiązując wątki robi to z iście mistrzowską precyzją, dawkując odbiorcy informacje, jakie ten otrzymuje, we właściwych proporcjach, a także nie przesadzając z emocjami, które weń uderzają. Oczywiście od tej reguły zdarzają się także wyjątki, ale wszak w porządnym horrorze chodzi o to, by stopniować napięcie, zaskakując przy tym odbiorcę.
Czytając odkryjemy również pewne smaczki i ciekawostki, bardzo miłe dla ludzi interesujących się wilkołactwem, wplatane jakby od niechcenia i całkowicie naturalnie. Momentami odnosi się wręcz wrażenie, że dana czynność, wzmianka czy podarunek odegrają o wiele istotniejszą rolę niż ma to miejsce w rzeczywistości.
I wreszcie coś, co mnie osobiście niezmiernie urzekło. Wątek kryminalny. Chwilami powieść oscyluje gdzieś na granicy dwóch gatunków – horroru i kryminału. Dzieje się to jednak tak płynnie, w sposób absolutnie niewymuszony, pełen godnej podziwu gracji. Dzięki takiemu mistrzowskiemu zabiegowi nie sposób się nudzić czy ziewać. O nie. Wilkołak to lektura dla tych, którzy lubują się w czytaniu z wypiekami na twarzy!
Tyrsonn Ulvhjerte (Kamil "Tyrsson" Gołębowski)
Redakcja: Thordis Ulvhjerte (Paulina Maria "Lorelay" Szymborska-Karcz)
Korekta: Monika "Katriona" Doeree

Tytuł oryginału: The Wolfman
Tytuł polski: Wilkołak
Autor: Jonathan Maberry
Tłumaczenie: Przemysław Bieliński, Miłosz Urban
Ilustracja na okładce: 2009 by Universal Studios Licensing LLLP
Wydawca: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2010
ISBN: 978-83-241-3600-1
Oprawa: miękka


















































Odpowiedzi
Słyszałam różne opinie o tej
Słyszałam różne opinie o tej książce, jednak najlepiej będzie chyba, jak przekonam się osobiście. Recenzja mnie zaciekawiła.
Miło mi to słyszeć i wybacz
Miło mi to słyszeć i wybacz tak późną odpowiedź ;)
Mam nadzieję, że książka się podobała!
In Tyr I thrust!
.
Tak sobie przypomniałem, że Maberry a propos wilkołaków napisał jeszcze jedną hmmm.... trylogię (w sumie pierwszy tom wydaje mi się najlepszy ale...) mianowicie Blues duchów itd. Co ciekawe autor ujął tam +- średniowieczne podanie o wilkołaku na bazie której stworzył całkiem ciekawy i przyjemny horror. Bardzo mi się podobał ten fakt, że wykorzystywał dużo legend i podań dosyć sztandarowych (lecz nie tylko) aby wprowadzić czytelnika w klimat wioski Pine Deep (co swoją droga trochę trąci Twin Peaks).
Maberremu należą się oklaski za niesamowita lekkość pióra i wartkość akcji (której, przepraszam jeśli ktoś będzie obrażony, King raczej nie ma).