Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
49%
Dobra.
28%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
7%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 43

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Sol
portret użytkownika Mytrix
W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 2 gości.

Strona główna

Tyrsson - blog

Krew...

Mówisz mi, że nie rozumiesz dlaczego.
Proste.
On, albo ja...
Jestem silniejszy.

Czuję to w lekkim drżeniu klingi.
Radosnym szepcie drącego powietrze ostrza.
Śmierć....
Życie.

Dwa słowa...
Tyle znaczą dla głupich ludzi.
Spójrz teraz na mnie.
Szaleństwo, upojenie, żądza...

Wszystko to zwycięża wolę życia i istnienia.
Głód pcha mnie naprzód.
Rzucam oszczep i patrzę, niczym natchniony.
Wbija się w ciało.

Z głuchym dźwiękiem rozrywa skórę.
Delikatnie, niczym płótno...
Z obrzydliwym, głośnym mlaśnięciem wbija się w mięśnie.
Potem przyjdzie czas na kości.

Żebro... tylko jedno.
Mało.
Pragnąłem zniszczyć więcej.
Suchy trzask, niczym łamanej pod stopą gałązki.

Pogrążam się w wirze.
Czerwień zastępuje inne barwy.
Krew...
Krew!

Nie mam już nic, co mógłbym stracić.
Mam wszystko, co można upolować...
Wbijam ostrze.
Patrzę na nie z dumą.

Najpierw miażdży opór skóry.
Napina się, jakby chciała zatrzymać cios...
Bezskutecznie.
Śmieszy mnie to.

Gładko i miękko ustępują mięśnie...
Tkanki gną się w ukłonach.
Jelita rozcina ostra krawędź oręża.
Z potępieńczym wrzaskiem ofiara uświadamia sobie, że została przebita na wylot.

Widzę czubek klingi.
Tak piękny.
Tak jaskrawy.
Spragniony... chce więcej.

Nie ma nic więcej.
Pozostała radość i spełnienie.
Rzeź.
Mord wypełnia mą czaszkę.

Zastępuje instynkty.
Tłumi zmysły.
Dodaje sił.
Zapach.

Smak.
Kolor.
Jasna barwa świeżo utoczonej krwi.
I ci głupi, słabi ludzie.

Chwytam swój róg.
Rzeźbiony runami.
Znaczony symbolami wilków...
Wilkołaków...

Napełniam krwią wierzgającego człowieka.
Ma przebite udo.
Grot przeszedł na wylot.
Wbił się w ziemię, głęboko...

Usta wypełnia mi posoka.
Świeża, oszałamiająca...
Tak!
Niech rozpocznie się uczta!

Zanurzam kły w jego karku.
Chwilowy opór.
Drżenie skóry zwierzyny.
Napięcie tej nędznej osłony...

Puściła.
Zęby sięgają arterii.
Rwą tchawicę.
Fontanna krwi zalewa mi usta...

Uczta się rozpoczęła...
Północ...
Żądza...
Krew...

Efantastyczne przemyslenia

Kiedy dołączałem do ekipy portal przeżywał poważny kryzys. W znacznej mierze musiałem nastawić się na pracę z nieznanymi sobie ludźmi, o których wiedziałem bardzo mało, bądź zgoła nic. Na szczęście postanowiłem dołączyć i wnieść w Efantastykę swoje trzy grosze. Efekty sami możecie oglądać. Piszę coraz lepsze teksty, zdobywam cenne doświadczenie i znajomości, a przede wszystkim mogę realizować się jako pisarz, co było moim dziecięcym marzeniem. Zastanawiacie się pewnie po co właściwie napisałem ten artykuł. No cóż, jestem brutalnie szczery i czasem aż zbyt otwarty względem Was. Teraz też nie zamierzam niczego ukrywać. Włożyłem w ten portal bardzo dużo wysiłku i pracy, robiąc co tylko mogłem, by pomóc kolegom z redakcji. Możecie oczywiście uznać, że moje zwierzenia tutaj są czysto marketingowym chwytem, nie przeszkadza mi to. Zawsze powtarzam w swoich tekstach, iż nikogo nie zmuszam do odbierania ich ustalony, czy zamierzony, sposób.

I tak na przykład spotykałem się zarówno z pochlebnymi opiniami na temat tego co robię na portalu, oraz z wrogością. Pozdrawiam tutaj użytkownika o nicku Lethos! Gdyby nie jego jakże cenne i trafne uwagi merytoryczne zapewne dalej popełniałbym pewne błędy. Nie ma to jak solidna krytyka! Oczywiście również ludzie odzywający się do mnie przyjaźnie zostali zapamiętani. Jeśli się nie mylę moja pierwsza recenzja – „Beowulf – pogromca ciemności ” spotkała się z zaskakująco pozytywnym odzewem. Zaprawdę schlebiało i pchało mnie do pogłębiania swego talentu czytanie, że komuś liczącemu się w środowisku pisarskim mój tekst przypadł do gustu.

Przyznam się szczerze do jednej rzeczy, której wcale nie poczytuję jako coś złego. Czytane przez Was na portalu teksty opatrzone moim pseudonimem artystycznym (obecnie Tyrsonn Ulvhjerte i co tu dużo mówić czekajcie aż zmienię nazwisko na właśnie to!) byłyby nie warte uwagi tak zacnych odbiorców gdyby nie wkładany w nie gigantyczny wysiłek pracujących na portalu korektorów. Na samym początku nie raz zdarzało się, że przed publikacją mój tekst wymagał solidnego wkładu czyjejś pracy, by mógł wreszcie sprostać surowym wymogom Thordis. Myślicie sobie „mąż będzie miał taryfę ulgową?” Cóż, zdementuję taki sposób odbioru sytuacji. W rzeczy samej dostaję nawet mocniej niż inni redaktorzy. Wszystko podyktowane równym traktowaniem. Oczywiście czasem żremy się jak wściekli, ale skoro jeszcze się nie zabiliśmy to jest w porządku!

Dzięki Efantastyce miałem szansę zrobić coś, czego zawsze pragnąłem. Pisać. Co z tego, że robię to za darmo? Moje teksty są czytane i komentowane! To najwspanialsza zapłata, jaką można otrzymać, gdy marzy się od dzieciaka, żeby ktoś choćby uśmiechnął się z napisanego przeze mnie opowiadania, czy uznał je za warte przeczytania. Teraz, gdy wreszcie dysponuję własnym laptopem mogę w pełni się rozwinąć i tworzyć coraz nowsze treści, które po gruntownej korekcie trafią przed Wasze oczy! Chciałbym tutaj życzyć użytkownikowi, który skomentował recenzję „Wilkołaka” jako pierwszy miłej lektury. Wybacz mi proszę, ale zapomniałem Twój nick. Cóż, tak czasem bywa, pamięć nie ta co kiedyś. Winą obarczę obowiązkową maturę z matematyki, co Wy na to?

Zapewne intryguje dlaczego zacząłem o sobie pisać z użyciem zwrotu ulfhedinn? Pozwolę sobie trzymać tę informację w tajemnicy. Już i tak jestem względem czytelników zbyt otwarty. Z drugiej strony najwyżej uznalibyście mnie za jeszcze większego… Staram się unikać przeklinania, rozumiecie. Wszak redaktorowi tak poważnego portalu nie można powiedzieć, iż wyrobił sobie opinię niezłego pojeba. Takie zwroty przystoją dresiarzom. Ja natomiast skomentuję siebie jako niezłe indywiduum, brzmi o wiele lepiej, prawda? Zwłaszcza, że zależy mi na tym, byście mogli przeczytać ten tekst. Dlaczego? Ot tak sobie. Kaprys pisarza. Zapewne i wy je miewacie. Wchodząc do sklepu spoglądacie na chłodnię i widzicie w niej ulubiony jogurt. Mieliście co prawda kupić coś innego, ale akurat przyszła ochota na ten smakołyk. To jak z muzyką – każdy ma swoją ulubioną.

Jeśli intryguje Was czego słucham to aktualnie Big Cyca, utwór „Guma”. Bardzo przydatny przedmiot swoją drogą. Ogólnie cierpię na straszliwą awersję do współczesności, co bije potężną aurą z moich tekstów. Śmiesznie komponuje się to z używaniem do pisania laptopa, wyjątkowo aktywnym użytkowaniem telefonu, odstresowywaniem się poprzez spacer ze słuchawkami na uszach. Znam oczywiście lepsze sposoby, ale nie da się ich wykonywać w pojedynkę. I tutaj wracamy do rzeczonej prezerwatywy… Chyba pora najwyższa zacząć z Wami rozmawiać o czymś konkretnym, nie sądzicie?

Tak więc konkretnie. Na Efantastyce pracuje cała masa ludzi dziwnych i dziwniejszych. Tworzy to bardzo przyjazny mikroklimat. Kłócimy się ze sobą niczym równi i pijemy jak smoki, czego dowiedliśmy na zlocie redakcyjnym. Nie obcy jest tutaj brzęk uderzających o siebie mieczy, oraz wszelakie uwłaczające pieśni, momentami bardziej przypominające ryczenie krów na pastwisku, ale kto by zwracał na to uwagę po dziesiątym piwie? I wcale nie byliśmy pijani! Żebyście widzieli tę baterię flaszek u Woltusa. Ponoć normalny człowiek umiera jak ma trzy promile we krwi. My wtedy zaczynamy śpiewać. Hmm. Jak nic nie puszczą mi tego tekstu.

O czym to ja? Dzięki za przypomnienie. Mamy wspaniałych grafików, dzielną redaktor naczelną i wiele innych osobistości, z których uhonorować wypada szczególnie Sol. Być może nie umknęło Waszej uwadze, iż niemal wyłącznie ona zajmuje się newsami? Szepnijcie naszemu redakcyjnemu słoneczku jakieś dobre słówko. Chyba mogę liczyć na pomoc wiernych czytelników? No dobrze. W zamian obiecuję artykuł poruszający temat seksu, może być? Tylko nie mówcie, że to moja sprawka, bo się pogniewa, w porządku?

Kończąc pragnę powiedzieć jedno. Jeśli puszczą mi ten tekst to na Pyrkonie poproszę swoją ukochaną żonę do tańca. I będzie to miała na piśmie, a Wy mnie rozliczycie, ok?*

*Czyli jeśli w relacji nie pojawią się zdjęcia jak tańczymy możecie mi wypomnieć, że obiecałem i głosować nad tym co mam zrobić zamiast tańca. Mój los będzie w Waszych rękach. Może zapisze się na kurs tanga?

Topór duński, czyli o dwuręcznej siekierze wikingów

Wokół oręża zwanego popularnie toporem duńskim wyrosło kilka teorii, a przynajmniej ja tyle słyszałem.

W miniony letni sezon rekonstrukcyjny miałem przyjemność wywijać tego typu orężem. Muszę przyznać, że nie patyczkujący się z przeciwnikami wojownik z takową siekierą, ustawiony za plecami dwóch tarczowników potrafi siać prawdziwą zgrozę we wrogich szeregach. Dzieje się tak, ponieważ niemal dwumetrowe drzewce zapewnia istotną przewagę zasięgu, a sam topornik jest osłaniany przez towarzyszy broni. Ponadto nie jest niczym przyjemnym w trafieniu toporem duńskim. Znaczy my będziemy się cieszyć, jeśli nim wywijamy, ale nasi wrogowie nie.

Słyszałem teorie, jakoby wojowie uzbrojeni w ten oręż stawali w pierwszej linii. Jest to chyba najgłupsza rzecz o jakiej słyszałem. Pozbawieni osłony tarcz stawali się ekstremalnie wrażliwi na ostrzał i wrogie włócznie. Możecie to włożyć między bajki. Chyba, że za topornikami ruszą dwa szeregi włóczników i cała formacja zaatakuje z biegu. Wtedy nie miałbym najmniejszej ochoty przyjmować tego na tarczę.

Co zaskakujące odpowiednie wyważenie drzewca i żeleźca mogą zaoferować nam broń relatywnie lekką, co daje większą szybkość uderzania. Topór dzierżony przeze mnie na załączonej fotografii był, dla przykładu, tak lekki, że mogłem go używać razem ze standardową tarczą rekonstrukcyjną, tak zwaną 70tką.

Jaki jest zatem mój wniosek odnośnie duńczyka? Miłe to... Pod warunkiem, że ty masz go w łapie, a nie twój przeciwnik.

Asatru misyjne.

Przed typowy, szary, polski blok, podjechał dziwny, podłużny bus o niespotykanym powszechnie kształcie. Z powodu panujących ciemności wyglądał na pierwszy rzut oka jak długa, masywna kłoda z dwoma, rzucającymi żółte snopy światła, reflektorami. Dopiero po dłuższej chwili można było wyodrębnić dość kształtów, by zrozumieć, iż jest to z pozoru zwyczajny bus szkolny, przerobiony na coś, co w założeniu miało przypominać drakkar. Efekt końcowy był jednak daleki od ideału, niemniej jednak owo dziwo mogłoby wystraszyć nie jednego pijaka.

Gdy silnik przestał rzęzić po obu stronach pojazdu otworzyły się duże, prostokątne drzwi, zalewając szary trawnik żółtawym blaskiem. Z busa wychynęło kilka masywnych postaci, szybko tworząc linię przed jednym z bloków. Stało się to tak nagle, że dopiero gdy już stanęli było widać ich zacięte twarze, wypolerowane kolczugi, okrągłe tarcze i błyskającą złowrogo broń. Włócznie i topory. Na końcu stanął przed nimi wyjątkowo masywny i postawny jegomość w bogato zdobionym złotem hełmie okularowym typu vendel, obrzeżonej miedzianymi kółkami kolczudze, długim płaszczu z futrzanym obszyciem i wspaniałym mieczu, którego wściekły blask nieomal raził oczy.

-Dziś stajemy tutaj, by ponownie ruszyć po chwałę i sławę! By nieść naszą świętą wiarę tam, gdzie zdaje się ona nie docierać!- przemówił wojownik gromko i dumnie.-Dziś raz jeszcze nasze ostrza pójdą w ruch, nasze słowa ukażą chrystom prawdę!

Odpowiedziały mu radosne, pełne niezachwianej siły okrzyki, którym towarzyszyło wznoszenie w górę oręża i skandowanie prastarej modlitwy: "Odyn! To Furia! Odyn To Siła! Odyn, Odyn, ODYN!!!"

Zanim umilkł ostatni okrzyk wojownicy szli już za swym jarlem, który zapukał do pierwszych drzwi. Otworzył mu niewysoki, grubawy człowiek ze srebrnym krzyżykiem na szyi. Jarl przemówił do niego, tym razem spokojnie i rzeczowo.

-Chwała! Chciałbym porozmawiać o Odynie.
-Idź się lecz ty wariacie!- wrzasnął rozhisteryzowany staruszek zamykając drzwi.

Na jego nieszczęście jarl zdołał wcześniej zablokować je swoją wspaniałą tarczą.

-Poprawie się dobry człowieku. Ja POROZMAWIAM z Tobą o ODYNIE!

Wojownicy czekali skupieni, w milczeniu. Jarl już dwadzieścia minut wykładał temu człeczynie asatryjskie świętości. Zazwyczaj trwało to o wiele krócej... Nagle ciszę przerwał krzyk ranionego, a z drzwi do mieszkania wypadł jarl, dzierżąc okrwawiony miecz.

- Nie było ratunku dla tego kpa!-zawył radośnie, kierując się ku następnym drzwiom.-Brać wszystko co ma wartość! Resztę spalić!

Trwało to aż do rana. Gdy przerobiony na drakkar bus odjeżdżał cały blok stał w płomieniach, a pobliskie drzewa uginały się od wisielców... W busie pobrzmiewała natomiast prastara, uwłaczająca pieśń: "Odyn! To Furia! Odyn To Siła! Odyn, Odyn, ODYN!!!"

Kamil "Tyrsson" Gołębowski

Ingjolf Saga - Prologue

 


 

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi