Przedwiośnie żywych trupów (Stefan Żeromski, Kamil M. Śmiałkowski)
Któż nie zna Przedwiośnia (z lektury własnej lub ze szkolnych opracowań), któż nie słyszał nazwiska Żeromskiego? Kto choć raz nie narzekał na kanon lektur? Takie pytania można by mnożyć. Nie trzeba jednak i zamiast szukać odpowiedzi, można powiedzieć krócej – po Dumie i uprzedzeniu i zombie przyszedł czas na pierwszy polski mash-up. Stefan Żeromski z drobną pomocą Kamila M. Śmiałkowskiego powrócił zza grobu, by po ponad osiemdziesięciu latach odświeżyć nieco zatęchłą postać Cezarego Baryki.
Oczywiście podejście do mash-upów można mieć różne. Można śmiać się w kułak, z zainteresowaniem śledzić ten nowy nurt lub przeklinać bezczeszczenie kanonu. Ta ostania reakcja to zresztą nic złego... w końcu jakiej książce zaszkodziła odrobina kontrowersji?
Mimo tytułu Przedwiośnie żywych trupów niekoniecznie musi trafić w gusta miłośników zombie. Bo – nie ma się co czarować – to nadal jest Żeromski, a nie horror klasy B. Ale czy to wada? Nie sądzę... Mam wrażenie, że wielu czytelników będzie pozytywnie zaskoczonych tekstem, przez który kiedyś – być może – nie mogli przebrnąć. Zupełnie inaczej czyta się tę powieść jako lekką historię na wieczór, bez strachu, że następnego dnia zaraz po dzwonku nastąpi żmudne analizowanie charakterów postaci czy umieszczanie dzieła w tradycji historycznoliterackiej. Kamil M. Śmiałkowski i Agencja Wydawnicza RUNA pozwalają odkryć Przedwiośnie na nowo. Nie mnie oceniać, czy Żeromski miałby coś przeciwko... ale ja na jego miejscu bym nie miała.
Oryginał jednak chyba każdy – lepiej lub gorzej – kojarzy, skupmy się więc na nowej jakości. Drugi autor Przedwiośnia żywych trupów, Kamil M. Śmiałkowski, wziął na swoje barki dość ciężkie zadanie. W kraju, w którym panuje spore przewrażliwienie na punkcie odbrązawiania bohaterów i w którym pilnuje się, by pomniki trwały dalej, pokryte kurzem, ale odpowiednio monumentalne, przemieszał współczesną popkulturę z żelaznym kanonem. I wyszło to kanonowi... na dobre.
Denerwujące zachowania Cezarego Baryki wreszcie doczekują się stosownego usprawiedliwienia. Naprawdę, wolałam czytać o nim jako żywym trupie, ponieważ od takiego trudno oczekiwać racjonalnego zachowania i empatii. Gdy w liceum mierzyłam się z podejściem głównego bohatera Przedwiośnia do jego matki, w kieszeni otwierał mi się nie nóż, ale wręcz cała zbrojownia... Śmiałkowski w odpowiednim momencie wplótł w powieść wątek fantastyczny, w dodatku wpasował go tak umiejętnie, że gdybym nie znała oryginału (oraz nie widziała nazwiska Żeromskiego na okładce), mogłabym uwierzyć, że to jednolity tekst.
W tym właśnie przejawia się urok Przedwiośnia żywych trupów – to nie kiepska parodia, nad którą porykujemy ze śmiechu od pierwszych kartek, choć nie jest to humor najwyższych lotów. Tu uśmiech pojawia się na twarzy czytelnika dlatego, że wstawki Śmiałkowskiego są subtelne, z początku też bardzo nieliczne, a mimo to znacząco wpływają na rozwój fabuły. Czasem jedno zdanie czy wręcz jego fragment zmieniają wydźwięk wielu stron. Całość czyta się tak gładko, że momentami dopiero po chwili orientowałam się, że w akapicie pojawiło się coś nowego.
Śmierć w Przedwiośniu gościła często, więc zombie niejako automatycznie wpasowały się w ten tekst, nie są to jednak jedyne fantastyczne byty, które spotkamy na kartach poprawionego Przedwiośnia. Nie zabraknie diabła, nekromanty... i innych. Wątki te nie są nachalne i nie sprawiają wrażenia wtłoczonych do powieści na siłę, w dodatku nowe wcielenia tak idealnie pasują do swych literackich pierwowzorów, jakby te pisane były już z myślą o narodzeniu się idei mash-upów...
Warto też wspomnieć o tym, jak tekst został wydany. Absolutnie rozbrajającym motywem graficznym jest ręka szkieletu rozdzielająca wątki – zamiast nieśmiertelnych trzech gwiazdek. Warta zauważenia jest też okładka autorstwa Dagmary Matuszak – i słusznie, ponieważ to po okładce oceniamy książkę, mknąc między księgarnianymi regałami... Grafika zachęcająca do sięgnięcia po Przedwiośnie... pokazała, że możliwe jest połączenie motywów patriotycznych z zombiastycznymi. I to z całkiem interesującym rezultatem. W dodatku, co ważne – na pierwszy rzut oka widać, że to nie tylko wznowienie Przedwiośnia, przez co czytelnik mógłby książkę ominąć szerokim łukiem.
Chociaż zmiany względem tekstu z 1924 roku są objętościowo niewielkie, to jest to naprawdę nowa jakość, zwłaszcza w polskiej literaturze. I choć ciężko oczekiwać, by tekst został nominowany do którejś z ważnych nagród tudzież by czytelnik po lekturze przeżył prawdziwe katharsis, jest to ciekawy eksperyment, z którym warto się zapoznać. Przyznam szczerze, że przed sięgnięciem po tę powieść obawiałam się trochę, że medialność pomysłu wyczerpie się na tytule, opisie na okładce i samej grafice, a Śmiałkowski po prostu nie podoła realizacji własnej koncepcji, przez co czytelnik będzie skazany na poziewywanie gdzieś między odgrzewaną lekturą a niedopasowanymi wstawkami o mózgach. Teraz, świeżo po doczytaniu ostatniego akapitu, z przyjemnością mogę powiedzieć, że moje obawy były nieuzasadnione. Czyta się naprawdę dobrze – mimo że to wciąż Żeromski...
Anna Tess Gołębiowska
dziękujemy Agencji Wydawniczej RUNA.

tytuł: Przedwiośnie żywych trupów
autorzy: Stefan Żeromski, Kamil M. Śmiałkowski
wydawnictwo: Agencja Wydawnicza RUNA
ilustracja okładkowa: Dagmara Matuszak
ISBN: 978-83-89595-71-3
liczba stron: 400
wymiary: 125×195 mm
okładka: miękka
data wydania: 6 października 2010 r.
cena detaliczna: 32.50 zł


















































