Puk, puk, główny nurt!
Gdziekolwiek nie spojrzę, czytając o fantastyce, prędzej czy później trafię na słowo "mainstream". Słowo mroczne i budzące grozę, bo przecież mainstream to dla współczesnej fantastyki ten zły, przez który większość dostaje drgawek, który zabija fantastykę, szkodzi jej na wszelkie możliwe sposoby i ogólnie jest naczelnym chłopcem do bicia fantastów.
Dlaczego? Nie pojmę.
Prześledźmy, co z głównym nurtem jest nie tak. Mainstream może być pojmowany w kulturze jako coś obecnie często spotykanego, szeroko dostępnego lub powszechnie rozumianego i akceptowanego. Fantastyka stoi w opozycji do złego głównego nurtu... doprawdy?
Prześledźmy, na punkcie czego wariują setki czy też tysiące czytelników (widzów). Na początek cudownie wyklinany przez literaturoznawców Harry Potter. Przetłumaczony na kilkadziesiąt języków, doczekał się tysięcy fanowskich kontynuacji czy historii alternatywnych, tony gadżetów i ekranizacji. W tej części świata, która ma dostęp do telewizji lub komputera, nie ma chyba osoby, która o nim nie słyszała. J. K. Rowling - autorka jednej serii - stała się milionerką. Mainstream czy nie mainstream? Ma ktoś wątpliwości?
A co jest powodem kolejnej zbiorowej histerii nastolatek? Nie co innego, jak saga "Zmierzch", wampirze romansidło. Nie wyprzemy się "Zmierzchu", drodzy fantaści - kiepska fantastyka pozostaje fantastyką. Końskie zaloty Edwarda i Belli biją kolejne rekordy popularności, a plakat reklamujący drugą już ich ekranizację łypie na mnie z każdego przystanku. Czego by się nie powiedziało o książkach Stephanie Meyer, nie można stwierdzić, że są mało popularne.
Nawet, jeśli się uprzeć, że po książkowego "Władcę Pierścieni" sięgają tylko fani fantastyki, to raczej wątpliwe, żeby tylko oni wybrali się do kina na ekranizację trylogii Tolkiena - chyba że stanowimy naprawdę liczną część ludzkości. Inne tytuły filmowe? Naprawdę trzeba wymieniać? A "Matrix", "Gwiezdne wojny"? Kto nie słyszał o "Parku Jurajskim" czy "Dni niepodległości"?
No dobrze, ale może fantastyka poza bestellerami nie ma już nic do powiedzenia? Z pewnością krytycy ją niszczą, a nauczyciele zabraniają czytać. Tylko chwileczkę... czyżbym właśnie w szkole nie czytała "Hobbita", "Fausta", "Mistrza i Małgorzaty"? Nie mówiąc już o całej literaturze dawniejszej, gdzie co rusz trafiały się wiedźmy wróżące Makbetowi czy inne wyrocznie... Spójrzmy chociażby na polski romantyzm! Dobrze, rozumiem, że ciężko doszukiwać się elementów science fiction w "Lalce", ale oddajmy choć kawałek literatury twórcom niepraktykującym fantastyki.
Skoro fantastyka zamieszkała w kulturze popularnej i w kanonach lektur, to gdzie mogła nie trafić? Może do literatury groszowej, takich harlequinów na przykład. Pośpiesznie sięgam na półkę i znajduję tam jedyny kupiony w życiu harlequin. "Roza znad fiordów" rujnuje kolejną teorię - przecież główną bohaterką jest wiedźma. Ale może "Roza..." jest wyjątkiem w swoim gatunku? Po co szukać daleko, słyszeliście może o "Sadze o ludziach lodu"?
Literatura przemielona, kino już było. Z pewnością fantastyka nie dotarła do telewizji. W końcu przeciętny odbiorca nie zniża się do czytania, tylko z pilotem w dłoni hoduje mięsień piwny. Przejrzymy seriale popularne w ostatnich latach... "LOST", "Zodiak", "Kamienie śmierci" - miały swoje wielkie chwile. Nawet nasz rodzimy "Naznaczony" opiera się na elementach paranormalnych. Wreszcie tryumfy święci "Czysta krew", kolejne wampirze romansidło. Z bardziej nagłośnionych seriali ostatnich lat, fantastyce wywinął się chyba jedynie "Doktor House", choć dla większości i tak jest on science fiction...
Wniosek? Fantastykę mamy wszędzie, cud, że nie wyskakuje nam z lodówek. Jeśli w takim razie w mainstreamie nie ma fantastyki... to z czego się on składa? Gdzie ta wyklinana opozycja? No gdzie?



















































Odpowiedzi
Ciekawie poruszyłaś kwestię
Ciekawie poruszyłaś kwestię dostępności fantastyki. Niestety czasami ludzie nie dostrzegą jej, nawet jeśli będzie im podana na tacy. Przykład sam mi się ciśnie na usta. Wdałem się kiedyś w rozmowę ze znajomą z uczelni, która stwierdziła, iż fantastyki nie czyta, bo nie lubi tej całej "paranormalności". Owa osoba jednak zachwalała przy tym "Dziady" jako coś naprawdę wybitnego. Gdy jej zwróciłem uwagę na fakt, iż tam też występują zjawiska niewyjaśnione, stwierdziła, że to nie jest fantastyka...
________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...
Co nie zmienia faktu, że
Co nie zmienia faktu, że opozycja mainstream - fantastyka jest według mnie utrzymywana głównie przez fantastów. Jakbyśmy siedzieli cicho, nie narzekając, jak to główny nurt nas nie chce, to przynajmniej część przedstawicieli tegoż miałaby gdzieś - fantastyka czy nie fantastyka.
A że nie każdy polubi elementy fantastyczne - to akurat nic dziwnego. Jak nie każdy polubi romansy, militaria, kryminały... I oglądając wspomnianych "LOST-ów" czy czytając "Dziady" - fantasta będzie pokazywał: "o, jest fantastyka!", a niefantasta elementy fantastyczne oleje. Ale co to za różnica, skoro obaj przeczytają/obejrzą to samo i im się spodoba? Właśnie utrzymując na siłę opozycję główny nurt/fantastyka sprawiamy, że pojawiają się kłopoty z klasyfikowaniem - bo skoro coś fantastycznego jest popularne, to czy można to nazwać fantastyką? I szukamy dziury w całym.
Moja mama jest bardzo konsekwentna - czy coś ma metkę fantastyki, czy jej nie ma, a zawiera elementy fantasy/sci-fi, jej się to nie spodoba. I kropka. I zwisa jej i powiewa, czy to niszowe wydawnictwo fantastyczne, czy Matrix... ;p
W zasadzie nic dodać, nic
W zasadzie nic dodać, nic ująć. Poza jednym: w marketingu nie ma znaczenia czy przypnie się czemuś metkę fantastyki czy mainstreamu, ważne jakie chwyty się zastosuje.
A to kolejny dowód na to, że stwarzanie pozorów opozycji na zasadzie "komercha vs sztuka niszowa" najmniejszego sensu nie ma. Dajcie najlepszemu światowemu specowi od marketingu dzieło najbardziej undergroundowej sztuki, a zobaczycie, że wam tę niszę wypromuje tak, że zwątpicie we własną zdolność pojmowania sztuki :P
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Bo "komercha" może być sztuką
Bo "komercha" może być sztuką - patrz Burton. A "nisza" może być dnem - patrz duża część OFF-u (żeby nie było, że generalizuję, ale był czas, kiedy oglądałam dziesiątki polskich filmów OFF-owych i zęby zgrzytały).
Nie przeczę. Podkreślam tylko
Nie przeczę. Podkreślam tylko właśnie fakt, że nie ilość odbiorów ani to do jakiej szufladki się coś wciepie świadczy o jakości dzieła.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna