Logowanie
Nowe wątki
- Rafineria 2012: 100% czystego Tornado - konwent postapo
- Pyrkon 2012
- Elyanne
- Klucz do fantastyki
- Czego baliście się w dzieciństwie?
- Filmy Fantasy
- Paranormal romance - dlaczego wszyscy najeżdżają?
- Fanfik - dobre to czy złe?
- Tydzień Wampirów
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - dyskusje
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Kveldurf "Smokobójca"
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Yngvar
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Asbjorn
- Ragnarok PBF (www.ragnarok.wxv.pl)
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego
- Runy i Wyrd
- Copernicon 2011!
- Parodie
- Pierwszy rozdział mojej książki proszę o opinie.
- Falkon 2011 - bogowie przyjęli wyzwanie!
Obecnie dostępni są:
Co sadzicie na temat zjawiska (podobno jak najbardziej naturalnego), jakim jest zmiana/ ewolucja/ uproszczenia a takze zangielszczenie jezyka polskiego?
To proces negatywny czy nie ma w tym nic zlego?
Pomijam skroty ( akronimy) internetowe, ale przygladajac sie, czytajac wypowiedzi na kilku forach, nie tylko tych dla emigracji, nie sposob takiej tendencji do zmian nie zauwazyc.
Ponglish, czyli specyficzna nowomowa kaleczy oba jezyki (polski i angielski) i jest charakterystyczna dla nowej fali emigracji ( po 2005)
Widac ja na wielu portalach dla Polonii. Wzbudza kontrowersje, podnosi cisnienie, albo po prostu rozsmiesza. Dla tych, ktorzy sie z tym tworem nie spotkali, wklejam definicje;) opracowana przez zainteresowanego tematem angliste:
"Na tenze fenomen sklada sie kilka czynnikow, wiec nazwijmy je umownie:
1. Kalkowanie - czyli, angielskie zwroty, wyrazenia, slowa ktore uzywamy w prawie niezmienionej formie, czesto dostosowane do polskich regul gramatycznych, odmiany przez rodzaje, przypadki itp.
np. "Kupilem trawelke na metro."
Waznym czynnikiem na ktory warto zwrocic uwage jest to ktore z owych wyrazen/slow latwiej nam sie polonizuje i no i im bardziej naturalnie to nam przychodzi tym lepszy przyklad Ponglishu.
2. Transfer gramatyki - chodzi mi o stosowanie rodzimych regul gramatycznych, badz uzywania rodzimej konstrukcji zdan (skladni?) i tlumaczen doslownych kiedy poslugujemy sie angielskim. I oczywiscie w przypadku dzieci jest zupelnie odwrotnie, czyli angielska grammar, syntax i direct translation kiedy posluguja sie polskim.
np. koleznka zony z Niemiec czesto uzywa wyrazen w stylu "...no i poszlismy zrobic sex."
3. False friends - czyli slowka ktore niby wygladaja tak samo, brzmia tak samo, sa nawet etymologicznie spokrewnione a jednak znacza cos innego. Dobrym przykladem jest np. 'actualy' ktore nie znaczy wcale 'aktualnie'. Niewlasciwe uzywanie tychze mozna zakwalifikowac jako przejaw Ponglishu.
np. "Actually I am living in London" gdzie powinno byc "Currently I am living i London."
koniec cytatu;)
Swoja droga zastanawiam sie jak w jezyku polskim poprawnie okreslic weekend czyli sobote i niedziele, albo komputer (zaslyszany przyklad: maszyna eletroniczno cyfrowa:)
Sama sie lapie na stosowaniu angielskiej skladni, ale kiedy juz zapominam prostych slow i pierwsze co przychodzi mi do glowy to ich angielskie odpowiedniki zloszcze sie jak diabli.
Zeby jeszcze ten moj angielski byl bezbledny! Gdzie tam- to jak takie szukanie po omacku...
No dobrze, mozna to jakos wytlumaczyc i miec nadzieje, ze po powrocie do kraju wszystko wroci do normy. Ale tam tez zewszad atakuja jezykowe maszkary.
Zastanawia mnie, nie...nie zastanawia- irytuje! do granic mozliwosci co innego.
Pamietam reklame jakiegos masla czy sera, w ktorej dziewczynka mowi, ze bedzie psycholozka.
No dobrze, brzmi niepowaznie i zartobliwie, ale to tylko reklama, moze wiec ma byc zabawna.
Ale potem ta karykatura wyrazu: 'psycholog' pojawia sie w wiadomosciach, w prasie, w radiu i wydawac by sie moglo, ze nikogo nie razi. Mnie tak. A obok niej pojawiaja sie ginekolozki, pedagozki i co jeszcze , moze archeolozki? W poradni jezykowej znalazlam odpowiedz dlaczego mnie ten twor drazni:
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=8631
"Witam!
Ostatnimi czasy dość popularne (zwłaszcza w środowisku szkolnym) stało się używanie słowa pedagożka w odniesieniu do kobiety wykonującej zawód pedagoga. Zastanawiam się, czy jest to forma poprawna. Czy możemy powiedzieć pani pedegog i pani pedagożka wymiennie? Skąd się wzięła taka forma?
Zdania na temat pedagożki i psycholożki są podzielone. Znaczna część językoznawców odradza te formy, ponieważ zamiana w obcym rdzeniu g na ż ma brzmieć dziwnie i niepoważnie. Inni twierdzą, że wiele wyrazów brzmi dziwnie, dopóki nie zaczniemy ich często używać. Niżej podpisany należy do drugiej grupy.
Możemy oczywiście powiedzieć pani pedagog, ale raczej wskazując konkretną osobę. Na przykład w zdaniu „Wszystkie dziewczyny z naszej klasy chciałyby zostać...” odpowiednie byłoby słowo pedagożkami lub ewentualnie pedagogami.
— Marek Łaziński, Uniwersytet Warszawski"
Wedlug mnie taka odmiana brzmi kretynsko. Ciekawe czy komus tez to przeszkadza, czy moze starej daty jestem?
Poeta- poetka, aktor- aktorka, lekarz- lekarka, ale juz nie doktor (nauk...-w sensie stopnia naukowego) doktorka. Dzien swira normalnie.
Uprawiania seksu, juz nawet mi sie komentowac nie chce. Uprawiac to ja moge sport albo warzywa w ogrodku, no ale w sumie skoro dzisiejsza mlodziez ten caly seks traktuje na rowni ze sportem, to moze i wlasnie taka konstrukacja jezykowa jest tu odpowiednia.
Jestem ciekawa Waszych uwag na temat widocznych zmian w jezyku polskim.
:)
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 472 odsłony

Język zmienia się, odkąd pierwsze małpki zaczęły do siebie inteligentnie chrząkać... ;) Nie da się tych zmian zatrzymać i nie ma sensu próbować. Ale podane przykłady polnglisha rzeczywiście zaśmiecają oba języki.
Za to absurdem jest szukanie odpowiedników weekendu i komputera, skoro są to słowa już przyjęte, zakorzenione, wpisane do słowników. Różne języki - różne tradycje. Polską tradycją jest makaronizowanie, więc nie przyjmie się nagle maszyna licząca, to nie Czechy :P
Równie dobrze można by próbować wyplenić tak ohydnie obce słowa jak np. sweter.
Tworzenia na siłę żeńskich form nie znoszę. W LO ja byłam redaktor naczelną / redaktorem naczelnym, ale na pewno nie redaktorką naczelną (gazetki szkolnej ;)).
A co powiecie na słowo "chirurżka?" :D To jest coś, co brzmi jeszcze gorzej niż psycholożka! :D
O fuj! Obrzydliwe!
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
Przypomina mi się wydarzenie z ostatniego wyjazdu ze znajomymi. Raz gdy włączyliśmy telewizor, leciał akurat taki program na tvn,co są tam różne łamigłówki słowne i nie tylko, i zawsze uśmiechnięta pani namawia do dzwonienia i udzielania na nie odpowiedzi( nie mam pojęcia jak to się nazywa, ale chyba każdy wie, o co chodzi;).
Akurat zadanie polegało na podaniu zawodu kończącego się na "-arz". Oczywiście mnóstwo ludzi dzwoniło, ale za każdym razem padała odpowiedź, że nie o ten wyraz chodzi.
W końcu też się wciągnęliśmy i zaczęliśmy wymieniać własne pomysły. Tylko że my podeszliśmy do tego nieco mniej poważnie.
W ten sposób powstał m.in. ... "prostytutkarz" (napisane wygląda jeszcze gorzej xD).
A żeby teraz tak sprytnie nawiązać do głównego tematu ;), to powiem, że faktycznie, jak potem jeszcze parokrotnie podczas wyjazdu zdarzyło nam się wspomnieć to słowo, to już, o dziwo, nie brzmiało wcale aż tak źle!
(Co nie zmienia faktu, że wciąż jakoś tak niepoważnie, tak jak ta "psycholażka"... mnie już chyba zawsze będzie przywoływać na myśl reklamę tamtego serka;p)
Ja odniosę się do tego zjawiska trochę w szerszym zakresie, mianowicie... Proces mieszania się języków jest stary, jak świat i ma nieodłączny związek z realiami historycznymi jakie panują w danej epoce. Dla przykładu w średniowieczu wiele języków było latinizownych dlatego, że był to język przodujący. W XVII/XVIII wiecznej Rzeczypospolitej z Francji brano wzorce kulturowe, więc i słownictwo przeniknęło do naszego kraju i jest w nim zakorzenione do dziś dzień. np. estyma (fr. estime) - oznacza szacunek. Używanie takiego słownictwa jest przejawem bogatego "czynnego" słownika. Gdy czasy świetności Francji zmierzały ku schyłkowi, to nowe mocarstwa przejęły dominującą role w Europie i ich lingwistyka zaczęła się wkradać na salony. Kontynuując przykład Polski, do dziś w Wielkopolsce/Śląsku gwara opiera się na słownictwie niemieckim/pruskim np. bryle -> czyli okulary. A raczej nikt w Poznaniu nie widzi nic złego w tym zjawisku, gdyż na stałe owe słownictwo zakorzeniło się w kulturze i świadomości ludzkiej. I chociaż dzisiaj mało kto używa starego dialektu, to nadal w mowie potocznej jest on słyszalny. Chyląc się powoli ku konkluzji. W dzisiejszych czasach język angielski jest swoistą forpocztą zjawiska określanego mianem globalizmu, więc we wszystkich kulturach widać tego przejawy... opuszczając polskie podwórko, w języku japońskim są także takowe naleciałości, wystarczy posłuchać opening'ów do anime, by zobaczyć, jak niekiedy się te języki mieszają.
Czy jest to zjawisko dobre? Osobiście trudno mi to ocenić, bo z jednej strony kala się matczyny język... (który i tak nieustannie ewoluuje), ale z drugiej strony, młodzież uczy się obcego języka bez którego ani rusz. Mimo, że forma jest co najmniej wątpliwa, ale lepsza taka niż żadna. Co prawda we wszystkim trzeba znać granice dobrego smaku...
A jeśli ktoś myślał, że tym kryptocytatem z Herberta zakończę swój wywód, to się grubo mylił! Bo końcówka będzie przestrogą, że za parę naście lat nie będziemy deliberować o naleciałościach angielskiego tylko mandaryńskiego znaczy się chińskiego do języka polskiego (;
Śmiałabym polemizować :P
Co z tego, że Chińczycy to najliczniejszy naród, to akurat żadne novum, a jaki jest procent sinologów w narodzie? To, że staną się jeszcze liczniejsi spowodować może wyłącznie wzrost popularności orientalnych kierunków studiów, ale nie doprowadzi do tego, że polski wymiesza się z chińskim. Nic nie zapowiada tego, by zrezygnowano z powszechnej nauki angielskiego, w Internecie, w programowaniu angielski jest przeważającym językiem, tak samo angielskiego uczą się Chińczycy.
Ogromną barierą jest alfabet - jak można nieświadomie i często zapożyczać z języka, którego nie umie się odczytać czy wymówić (różne rodzaje intonacji, które zmieniają znaczenie wyrazów). No i same różnice - polski i angielski to nadal języki indoeuropejskie, zbliżone do siebie o wiele bardziej niż polski do chińskiego. Łatwiej więc o zapożyczenie.
Nie utrwali się w języku coś zrozumiałego tylko dla mniejszości.
Za to ja się nie zdobędę na polemikę, bo trzeba mierzyć zamiary na siły, a te trochę wątłe są. Acz lekko uśmiechając się powiem, że ten ostatni akapicik, to nie było nic innego, jak drobny żarcik, anegdota kończąca ów długi monolog. Gdyż osobiście nie wierzę w hegemonię Kraju Środka tudzież jego dominującą role w kulturze lub innej sferze życia.
No tak, to zmienia postać rzeczy... ;)
Ja już się tyle nasłuchałam o dominacji chińskiego, która nas czeka za pięć czy dziesięć lat, że nic mnie nie zdziwi, stąd taka a nie inna odpowiedź ;)
"tak jak ta "psycholażka"... mnie już chyba zawsze będzie przywoływać na myśl reklamę tamtego serka;p) "
dokładnie;)
Tak poza tym, to ja chyba tolerancyjna jestem dla różnego rodzaju trywializmów he he, żargonu, slangu i tym podobnych...
Ale dziś się załamałam.
Tym konkretnie:
http://www.ponglish.org/
Rozmowa nastolatek:
- Zaloguj się na fejsa i zalajkuj moje słitaśne focie, plz.
- Jush się robi
Racja, zgroza ;) Forma "lajknij" jest o wiele fajniejsza :D