Logowanie
Nowe wątki
- Rafineria 2012: 100% czystego Tornado - konwent postapo
- Pyrkon 2012
- Elyanne
- Klucz do fantastyki
- Czego baliście się w dzieciństwie?
- Filmy Fantasy
- Paranormal romance - dlaczego wszyscy najeżdżają?
- Fanfik - dobre to czy złe?
- Tydzień Wampirów
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - dyskusje
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Kveldurf "Smokobójca"
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Yngvar
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Asbjorn
- Ragnarok PBF (www.ragnarok.wxv.pl)
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego
- Runy i Wyrd
- Copernicon 2011!
- Parodie
- Pierwszy rozdział mojej książki proszę o opinie.
- Falkon 2011 - bogowie przyjęli wyzwanie!
Obecnie dostępni są:
Opowiadanie dedykuje mojej kumpelce Aśce W., za cierpliwość do mnie i moich odchyłów.
Leżała plackiem na werandzie obok tłustego, burego kota pracowicie myjącego sobie odbyt w asyście niecenzuralnych dźwięków. Pomyśleć, że niektórzy ludzie dają się lizać zwierzęta po twarzy – fuj… chociaż z drugiej strony w niektórych uzdrowiskach promowana jest maseczka z krowiego łajna. Cóż… ludzie są po prostu dziwni.
Łucja nie zawracała sobie głowy szukaniem leżaka na którym mogłaby rozłożyć swoje asymetryczne ciało - składające się z ogromnego biustu, krótkiego raczej krągławego tułowia, z lekka jajowatej głowy i nieproporcjonalnie długich i chudych kończyn, - tylko leżała na parkiecie chłodząc się bliskością ziemi w ten upalny dzień.. Nie znosiła upałów, szczególnie na wsi, gdzie co rok spędzała wakacje unikając much, komarów i wścibskich krewnych.
Pajęczyca, bo tak ją zwali ze względu na aparycje znajomi, z niechęcią myślała, że musi wyjść zaraz na pole, niemal w samo południe, prażyć się w skwarze i czekać. Nie lubiła załatwiać swoich dodatkowych spraw, ale cóż musiała nawet w wakacje.
Ze złością spojrzała na podwórze gdzie bawiło się umazane bóg wie czym jej kuzynostwo, a skrzaty podbierały warzywa z ogródka – rzecz jasna skrzaty były widzialne tylko dla niej, czym się nie chwaliła nie lubiąc związywanych rękawów, drzwi bez klamek i ludzi w białych kitlach. Westchnęła i chcąc-nie chcąc uniosła swe cielsko, a tłusty kot obdarzył ją ciekawskim spojrzeniem poczym zainteresował się na powrót swym zadkiem.
Najpierw skierowała się do komórki gdzie już czekała na nią dobrze naostrzona siekiera, a właściwie drwalski topór z dawnych czasów. Przerzuciwszy go przez ramie przekradła się obok swego wujka i usilnie starając się nie rzucać w oczy (ale i tak pewno na drugi dzień ludzie będą szeptać, że ‘ta dziwaczka znowu spaceruje z siekiera’) ruszyła w kierunku wielkiego pola pszenżyta. Weszła niemal na jego środek schylając się wśród kłosów i powoli czyniąc niewidzialną. Na skoszonej części wokół snopka bawił się chłopiec – idealna przynęta.
Nie czekała długo po chwili powietrze zadrgało, zawirowało i w środku niewielkiej trąby powietrznej pojawiła się kobieca postać z worem na plecach i sierpem w ręku. Trzymała się prosto i poruszała jak młódka lecz jej twarz i ręce zakończone ostrymi szponami były stare, pozbawione źrenic, niesamowicie niebieskie oczy lśniły niesamowitym blaskiem, a z wyszczerzonych ust wystawały długie, żelazne zęby. Południca miała zamiar dziś upolować zdobycz.
Upiorna postać rzuciła się na chłopca który zaczął się drzeć wniebogłosy, a po chwili jego wrzaski się wzmogły gdyż czaszka południcy pękła nagle na dwoje, a mózg rozbryzgał się wokół w tym na jego twarz. Malec uciekł z wrzaskiem, a Pajęczyca westchnęła patrząc na martwe ciało upiora do którego podbiegła chmara, widzialnych tylko dla niej, krasnoludków i zataszczyła w głąb pola by porąbać na kawałki oraz usunąć wszelkie ślady jej bytności – kochani pomocnicy wiedźm.
Przerzuciła topór przez ramie i nadal niewidzialna wracała do domu. Co prawa mogła załatwić południcę zaklęciem lub jakimś ludowym rytuałem, lecz preferowała proste sposoby i mimo, że była od kilku lat aktywna wiedźmą pilnującą równowagi między magiczna warstwą świata, a tą bardziej trywialną rzadko używała magii.
Dziś niepokorna południca jutro rozmowa z leśnym lichem. Ech, ciężkie życie.
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 353 odsłony

A tu mała ilustracja :)
http://c2.ac-images.myspacecdn.com/images02/83/l_d99f2c751d714ee6ad381fa...
Hm... po pierwsze rzucił się na mnie bark ogonków. Interpunkcyjnie nie zwracałam uwagi, bo zafascynowały mnie brakujące ogonki. Do tego stylistycznie w niektórych miejscach też zgrzyta. Początek mógłby być krótszy, a rozwinięcie dłuższe.
Poza tym zafascynował mnie chłopiec bawiący się w środku pola. Nie dość, że w środku, to jeszcze akurat tam było wycięte zboże i akurat wtedy, gdy bohaterka tam poszła zaatakowała południca. To tylko moje takie małe uwagi na szybko.
---
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/
yyyh, moim jedynym usprawiedliwieniem może byż, ze machnęłam to w kwadrans na zasadzie a 'nóż sie uda' nie mając najmniejszej wprawy w dostosowywaniu sie do ograniczeń textu - dysproporcja miedzy rozwinięciem, a zakończeniem, natomiast ogonki to moja prawdziwa pieta achillesowa przez którą min. musiałam z 10 razy poprawiać prace licencjacka i chyba nic z tym nie zrobie (poprostu czasem ogonki sie nie wbijaja, a ja tego nie widzę)
To mnoże po prostu zanim wrzucisz tekt daj go komuś do przeczytania. Albo jak już coś napiszesz, to odłuż na 2 dni, wtedy widzi się więcej niedociągnięć.
---
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/
Mnie się spodobało. A tak serio, też ja ktoś widzi? Te skrzaty i krasnoludki? Już się bałem że tylko ja mam z nimi problem ;D
Nasuwają się w mym czerepie pewne skojarzenia. Cóś jak problemy jeszcze niewtajemniczonego H. Pottera w pierwszych tomach :)
z jajem, przyjemnie się czyta, nie ma to jak martwa południca, zawsze bałem się południc:) brawa:)