Logowanie
Nowe wątki
- 50 Cent Posts New Song Online
- Imagicon
- Summer is coming... [Fort 2012]
- Znalezione w sieci
- Biblioteczka
- Polecany horror
- Pisarze na żywo
- Grube i chude książki
- Ulubiony film
- Plany na długi weekend
- Krakon 2012
- Allgemeine Festung
- Tropiciel
- Jak szybko czytacie?
- Prośba o Pomoc! Kossakowska i Matura.
- Wieczór z Maskonem
- Steam&Sword - Zamek Grodziec - 28.04.2012-03.05.2012
- Inspiracje Sapkowskiego
- Filmy 3D czy 2D?
- Dobre polskie komedie
Who's Online



Marceli z trudem przeciskał się między gromadami ludzi, ciągnącymi w te i z powrotem, obładowanymi pudłami i paczkami najróżniejszych kształtów i rozmiarów, opakowanymi w papier strojami i fragmentami oświetlenia. W pewnym momencie omal nie wpadł na jowialnego staruszka, niosącego kilka szabel, na szczęście skończyło się tylko na groźnym spojrzeniu spod krzaczastych brwi i niewyraźnym przekleństwie.
Andrzeja znalazł tuż obok poczekalni, niemal w centrum planu zdjęciowego, rozmawiającego z młodym mężczyzną w okularach, który delikatnie i z wyczuciem ustawiał kamerę, przygotowując ją do zdjęć.
- Jak dorosnę, też będę robił filmy. – Powiedział chłopak, nie spuszczając wzroku z operatora. – O żołnierzach i bohaterach! I też będę miał kamerę!
- To miło, ale ja tylko rejestruję obrazy na taśmie. – Mężczyzna uśmiechnął się, chowając obiektyw do torby. – To od reżysera zależy, co będę filmował. Można powiedzieć, że on tu rządzi.
- Ale przecież pan ma kamerę, panie Wohl. To po co reżyser?
- On trzyma tu porządek i decyduje, kiedy kręcimy, jakie sceny i czy przypadkiem nie trzeba czegoś zmienić w scenariuszu. Można powiedzieć, że jest tutaj kierownikiem. - Operator uśmiechnął się i wskazał na dwóch mężczyzn zawzięcie ze sobą dyskutujących. - Widzisz tych panów? Ten z lewej, z pochmurną twarzą, to pan Lejtes. Marszałek Rydz-Śmigły osobiście zlecił mu nakręcenie tego filmu na rocznicę zdobycia Moskwy. A ten drugi to pan Pudowkin. Rosjanin, ale bardzo utalentowany i zapalony do pracy. Podobno gdy nasz producent, pan Hertz, zobaczył jego filmy, stwierdził, że koniecznie musi go tu ściągnąć bez względu na koszty i nawet narzekania staromodnych sarmatów mu w tym nie przeszkodzą.
- A ten trzeci? Ten z czarnymi włosami, który chodzi między nimi?
- To jakiś Amerykanin. Mówią, że przyjechał się tu uczyć, ale diabli go wiedzą. Zarozumiały jest i strasznie narzeka na naszych operatorów. Na dodatek ciągle coś majstruje przy sprzęcie, ale trzeba przyznać, że ma wiele interesujących pomysłów…
- Staszek, chodź no tu sprawdzić kamery! – Nagle ktoś z tyłu krzyknął głośno. – Ten cały Welles znowu coś poprzestawiał!
Mężczyzna westchnął, przeprosił chłopca i poszedł do zdenerwowanego kamerzysty, w tym samym zaś czasie do Andrzeja podszedł Marceli i lekko klepnął go w ucho.
- Ty się tak nie spinaj, bo jeszcze zmądrzejesz od tego! – Chłopak zaśmiał się, widząc jak jego młodszy brat się krzywi. – I nie przeszkadzaj ludziom, bo cię majster po tyłku złoi!
- Odczep się. – Jędrek zerwał się na równe nogi; w przeciwieństwie do Marcelego, którego ekipa najęła jako podręcznego tłumacza dla zagranicznych aktorów, on mógł co najwyżej z daleka podpatrywać gwiazdy, takie jak pan Dymsza. Jeden pan Stanisław, co go nie traktuje jak dziecko. – A może ja też się nauczę kiedyś i też będę kręcił filmy!
- Dobra, dobra młody. Póki co chodź, pomożesz mi…
Marceli jako jeden z niewielu osób na planie znał angielski na tyle dobrze, by dogadać się z zagranicznymi aktorami, jednak jego obowiązki nie ograniczały się tylko do tego. Nierzadko dostawała mu się także gorsza robota: pomoc przy montowaniu oświetlenia albo czyszczenie kostiumów. Niekiedy musiał także roznosić fragmenty scenariusza konkretnym aktorom, choć to zajęcia akurat lubił, bo często mógł stanąć twarzą w twarz z prawdziwymi gwiazdami. Teraz jednak z uwagi na masę obowiązków, zadanie to zlecił Andrzejowi.
- Masz tutaj scenariusz, dostarczysz go panu Bodo, jasne? No to jazda, za niedługo zaczynają się zdjęcia…
Młody z namaszczeniem przyjął plik kartek i biegiem ruszył przed siebie, przeciskając się między członkami ekipy i statystami. Eugeniusza Bodo znalazł bez trudu: smagła twarz, wesołe spojrzenie i urok bijący z każdego gestu nie pozwalały na pomyłkę. Stał tuż przy wejściu na peron, w polowym mundurze wojska polskiego, ćmiąc papierosa i rozmawiając ze starszym jegomościem, także umundurowanym, o nieco pochmurnym, lecz przenikliwym spojrzeniu i szlachetnych rysach twarzy. Jędrek poznał w nim Kazimierza Junosze-Stępowskiego.
- Wierzyć się nie chce, że to już piętnaście lat! – Rzekł z namaszczeniem stary aktor, spoglądając na uwijających się ludzi. – I pomyśleć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie byliśmy pewni, czy uda nam się niepodległość uzyskać!
- Pomyśl, co by było, jakby nam Marszałek stwierdził, że jednak nie pójdzie na Moskwę! – Zaśmiał się Bodo – Albo, że się z bolszewikami ułoży. To byśmy wtedy ładnie śpiewali!
- W ogóle byśmy nie śpiewali, bo by nam bolszewia bagnetami kości porachowała.
- Przesadzasz. Nawet jakby czerwoni pod Warszawę podeszli, to by ich Marszałek posłał w diabły! – Aktor zaśmiał się i zgasił papierosa. – A zamiast tego nasza jest Moskwa, Petersburg i Krym, Niemcy się nas boją jak zarazy, a bankierzy nie rzucają się z okien tak jak w Ameryce.
- Bogu i Marszałkowi dziękować.
Andrzej przez chwilę przysłuchiwał się tej rozmowie, w końcu jednak podszedł do aktorów, wyciągając przed siebie plik kartek.
- A co tam masz, smyku? – Eugeniusz spojrzał na tekst. – A, następna scena. Doskonale. Nie wiedziałem, że takich młodych już do filmów biorą!
- Bo ja się chcę uczyć, proszę pana! – Chłopak założył ręce w tył i uśmiechnął się. – A potem będę kręcił filmy, tak jak pan Wohl!
Obydwaj aktorzy zaśmiali się serdecznie.
Pędząc do garderoby pana Borysa, Marceli omal nie wpadł na Loiuse Brooks. Prezes Hertz zapłacił krocie, aby aktorka zagrała w jego najnowszym filmie. Trudno było się temu dziwić: była wyjątkowo urodziwą, dojrzałą kobietą, z tą samą, chłopięcą grzywką, która zachwycała jeszcze w niemieckich filmach niemych. I choć jej twarz nie miała już tego dziewczęcego uroku, nadal była bardzo ładna, dostojna i zachwycająca. Marceli nie wiedział wprawdzie, jaką rolę dla niej przewidziano, jednak jeden z jego przyjaciół, statysta Mirek, powiedział mu, że panna Brookes będzie grać sekretarkę samego Marszałka, która dla dobra kraju staje się szpiegiem i kochanką bolszewickiego oficera…
Jednak nie miał czasu na długie rozmyślania, bo panowie reżyserzy już czekali. Stanąwszy przed drzwiami amerykańskiej gwiazdy, zapukał głośno i wszedł do środka, akurat w momencie, gdy charakteryzator kończył przygotowywać twarz aktora. Marceli stanął jak urzeczony i mimowolnie otworzył usta: tuż przed nim, wyprostowany jak struna, znajdował się Marszałek Piłsudski, w polowym mundurze, dostojny i dumny, spoglądając przenikliwym wzrokiem i gładząc swego wąsa. Zupełnie jakby zszedł z Wawelu i na nowo wtłoczył sobie krew w żyły po to tylko, żeby zagrać w filmie o swym tryumfie.
- What’s the matter, Marcel? – Pytanie aktora otrzeźwiło chłopaka. – Dopiero co skończyliśmy charakteryzację. Strasznie się tutaj z tym guzdrają…
- Przepraszam panie Karloff. – Powiedział lekko łamaną angielszczyzną. – Pan Lejtes kazał sprawdzić, czy jest pan gotów. I przekazać, że zaraz kręcimy.
- Bloody hell! Wszystko na ostatnią chwilę. – Borys fuknął gniewnie, chwycił płaszcz i ruszył ku wyjściu. – Chodźmy, nie ma na co czekać!
Mocne lampy rzucały snopy światła na gęsty tłum tłoczący się przy wagonach a operatorzy dokonywali ostatnich poprawek w ustawieniach. Marceli i Andrzej siedzieli po turecku tuż obok zamyślonego Wellesa, patrzącego z przejęciem na Borisa Karloffa. Aktor stał na pierwszym planie, wyprostowany, okutany w ciężki płaszcz, lustrując wzrokiem ekipę. Wydawało się że każdy, na kogo padł jego wzrok, na moment prostował się jak w czasie musztry.
- „Synowie najjaśniejszej”, scena siódma! – Krzyknął ktoś i wszyscy zwrócili się w stronę planu. – Przyjazd Wielkiego Marszałka Piłsudskiego na Dworzec Wiedeński w Warszawie. Kręcimy!
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 414 odsłon
Mój faworyt w konkursie.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Moje wątpliwości budzi "Piłsudzki". Czy jest to celowy zabieg?
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Niech wypowie się autor, ale ja odbieram to jako zabieg celowy. Mówi to bohater, tak więc może jest to podkreślenie błędnej, powszechnie używanej wymowy. Tak samo kiedy piszesz, że pijany człowiek pyta "O so chozi?".
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Nie, celowy zabieg to nie jest...
W zasadzie nie wiem, co to jest, skoro raz mam napisane poprawnie, a drugi raz nie oO
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
To ja ci powiem co to jest :D To się nazywa roztrzepanie autora :D
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać

