Logowanie
Nowe wątki
- Rafineria 2012: 100% czystego Tornado - konwent postapo
- Pyrkon 2012
- Elyanne
- Klucz do fantastyki
- Czego baliście się w dzieciństwie?
- Filmy Fantasy
- Paranormal romance - dlaczego wszyscy najeżdżają?
- Fanfik - dobre to czy złe?
- Tydzień Wampirów
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - dyskusje
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Kveldurf "Smokobójca"
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Yngvar
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego - Asbjorn
- Ragnarok PBF (www.ragnarok.wxv.pl)
- [Wyrd] Uczta u Haralda Czerwonobrodego
- Runy i Wyrd
- Copernicon 2011!
- Parodie
- Pierwszy rozdział mojej książki proszę o opinie.
- Falkon 2011 - bogowie przyjęli wyzwanie!
Obecnie dostępni są:


Las pachniał deszczem. Promienie słońca odbijały się w kroplach wody, które mieniły się dziesiątkami barw. Wiatr szumiał delikatnie w listowiu, strącając z liści, raz po raz, samotne łezki deszczu. Trawa pieszcząca jej bose stopy była przyjemnie chłodna, paprocie zaś zalotnie muskały jej nogi, gdy podkasawszy giezło, szła powoli w stronę swego domu, w głąb lasu. Tak było lepiej, bezpieczniej. Ciszej. Z dala od wścibskich oczu, od zawistnych ludzi, ich kijów i kamieni. Czasem przychodzili do niej, do zielarki. Po lubczyk, coś na bóle, po mordownik. A potem wracali do domów, uciekali, nie oglądając się za siebie. Czasem widziała, jak w pogodną noc, między drzewami, przemykały rusałki: piękne, wesołe i groźne. Ale czy groźniejsze niż ludzie?
Zatrzymała się. Jej dom był już niedaleko, tuż za linią drzew, jednak przez woń lasu przebijał się inny zapach. Ktoś przygotowywał posiłek. Piekł mięsiwo. Sięgnęła po kozik. Być może był to po prostu wędrowiec, ktoś, kto przyszedł po wywar lub zioła. Lecz jeśli to jakiś zbój? Niedawno kilku mężczyzn próbowało ją okraść – może to znów oni? Podeszła ostrożnie do niewielkiej polanki, gdzie znajdował się jej dom. Przy ognisku siedział mężczyzna w ciemnej opończy i kapturze narzuconym na głowę, z mieczem wystającym spod materiału. Zwrócony był do niej tyłem, tak, że nie mogła dostrzec jego twarzy, wydawało się jednak, iż był sam. Uklękła przy pniu, by obserwować przybysza i samej pozostawać w ukryciu.
- Jak długo zamierzasz tam jeszcze siedzieć, Niemiła? – zapytał nagle woj, nie odwracając się.– Podejdź tu, nie będę z tobą rozmawiał na odległość.
Kobieta wstała i wsadziła kozik powrotem do pochewki. Z wyrazem niezadowolenia na twarzy przeszła przez polanę i stanęła naprzeciw mężczyzny. Siedział przy ognisku, piekąc małego zająca. Spojrzała na woja: miał szeroką twarz, ciemne włosy i brodę, a także brązowe oczy, które okalały zmarszczki, mogące świadczyć o licznych trudach, jakie przeszedł. Spod opończy wystawała przeszywanica, ciemne szarawary, solidny karwasz i skórzany pas z przytwierdzoną do niego kaletką i wspaniałym rogiem. Obok wojownika leżał łuk i niewielki tobołek.
- Nikt nie uczył cię, że nie wchodzi się do cudzego domostwa bez pytania? – Niemiła splotła ręce na piersi. – Powinieneś być tu przed Kupałą. Spóźniłeś się, Kaźmir.
- Wiem. Ale na północy wpadłem na niedźwiedzice. Nie pozwoliła mi spokojnie odejść. – Potarł swoją prawą nogę i skrzywił się lekko. – A ten zając? Byłem głodny, a ciebie nie było. Nie chciałem czekać.
Zielarka wciągnęła głośno powietrze do płuc. Miała ochotę krzyczeć, zawrzeszczeć mężczyznę na śmierć. Tylko… właściwie za co? Że oprawił i upiekł zająca? Nie wszedł przecież do domu. Nigdy nie wchodził, nawet gdy ciężkie krople deszczu dudniły po jego ramionach i plecach, a mokre ubranie kleiło się do ciała.
- Czego ci potrzeba tym razem? – zapytała, starając się nadać swemu głosowi groźny ton. – Kogo zamierasz ubić?
- Cykutę. I wyciąg z tojadu. Tylko dużo, najwięcej, ile masz.
Spoglądała na Kaźmira jeszcze przez chwilę, oczekując odpowiedzi na drugie pytanie, lecz gdy ta nie padła, ruszyła po rzeczone trucizny. Wróciła niedługo potem, niosąc zawiniątka w dłoniach. Mężczyzna wziął je i schował do kaletki, a po chwili wyciągnął z niej małą sakiewkę i podał kobiecie. W środku była sól.
- Dużo jej.
- To za spóźnienie – powiedział, wstając. – A teraz będę ruszał. Przede mną długa droga.
Spojrzała na niego lekko zaskoczona.
- Ale przecież dopiero co przyszedłeś. Musisz wypocząć, posilić się… - podeszła do niego i pogładziła po policzku, na którym wyczuła zaschniętą ciecz. Zdjęła mężczyźnie kaptur i zobaczyła, że jego prawe ucho było do połowy odgryzione i ciekła z niego malutka strużka krwi.
- Gdzie zostawiłeś swoje ucho?
- U Leśnej Baby. Spotkałem ją w drodze tutaj. Była zła, bo przeszkodziłem jej w przechadzce.
- Nie powinieneś podróżować lasami. Nocami w kniejach nie jest bezpiecznie…
- Nie musisz mnie uczyć, wiem, co mnie może spotkać. Poza tym, to nie potworów się trzeba obawiać, a ludzi. Rusałka nie rozbije ci głowy za to, że popatrzyłaś nie na tę dziewkę, co trzeba, lub że w twoim rogu mieści się więcej miodu.
- Tak, ty zawsze wiesz najlepiej. Nie pomyślisz o innych... czekaj tu chwilę. – Pobiegła do domu i zaraz wróciła z malutkim zawiniątkiem. – To pomoże na rany. Oczyści. Wiesz, jak tego używać.
- Wiem. – Schował pakuneczek do kaletki. – Będę tu znów, gdy nadejdą Dziady. Tym razem przyniosę coś więcej, niż sól. A zająca możesz wziąć. Tak naprawdę nie jestem głodny.
Przez chwilę stali naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy.
- Nienawidzę cię – powiedziała nagle Niemiła.
- Wiem. – Kaźmir uśmiechnął się, pogłaskał ją po włosach i ruszył w kierunku, z którego wcześniej przyszła kobieta. Gdy woj zniknął za ścianą drzew, zaczął padać deszcz: lekka, letnia mżawka. Niemiła położyła się na trawie i spojrzała w niebo.
- Niech bogowie chronią cię w drodze. Bądź zdrów…
Z dedykacją dla Sad Angel. Ona tam już wie, za co ;]
--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/
-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 227 odsłon

Nie, nie wiem za co ;p
Jakkolwiek - dziękuję (:
---
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/