Logowanie
Nowe wątki
- 50 Cent Posts New Song Online
- Imagicon
- Summer is coming... [Fort 2012]
- Znalezione w sieci
- Biblioteczka
- Polecany horror
- Pisarze na żywo
- Grube i chude książki
- Ulubiony film
- Plany na długi weekend
- Krakon 2012
- Allgemeine Festung
- Tropiciel
- Jak szybko czytacie?
- Prośba o Pomoc! Kossakowska i Matura.
- Wieczór z Maskonem
- Steam&Sword - Zamek Grodziec - 28.04.2012-03.05.2012
- Inspiracje Sapkowskiego
- Filmy 3D czy 2D?
- Dobre polskie komedie
Who's Online






-

- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- 748 odsłon
Wędrowcze! Los skierował twoje kroki do Minas Tirith, miasta pełnego dziwów, które z pewnością nie jeden raz Cię zaskoczy. Idąc krętymi uliczkami mijasz rozmaite istoty, spieszące każda do własnych spraw. Ot, jak w każdym sporym, szanującym się mieście. Jak każde przyzwoite miast, Minas Tirith posiada także serce, potocznie mówiąc rynek, umiejscowiony w samym centrum zabudowań, tak, iż trudno byłoby przeoczyć go przechodząc przez miasto. Najważniejszym punktem rynku zaś i co warto nadmienić jedynym, czynnym od świtu do świtu, jest karczma. Tak, ta na której szyld właśnie spoglądasz. "Pod Złamaną Miotłą" głosi wyryty w drewnianej, starannie oheblowanej, zdobionej skromnym ornamentem, desce wiszącej nad drzwiami niewielkiego budynku. Starannie nasmarowane drzwi nie skrzypnęły nawet pod naciskiem otwierającej je Twojej dłoni, od razu znać, że gospodarz dba o swój lokal. Gdy przekraczasz próg, z wnętrza bucha Ci w twarz przyjemny zapach pieczonego mięsa zmieszany z lekką, nie drażniącą nozdrzy wonią nie najgorszego trunku. Wnętrze jest czyste i zadbane, utrzymane w klasycznym stylu, jakim zwykło się posażyć przyzwoitego standardu karczmy. Większość wyposażenia stanowią długie ławy i stoły z niemalowanego drewna, dębowego najpewniej. W jednym z rogów zauważasz prosty kominek z białego kamienia, w którym wokół grubych polan wesoło buchają płomienie. Jedyną dekoracją ścian są blaszane płytki z widniejącymi na nich herbami, być może należącymi do tutejszej szlachty, lub zupełnie przypadkowymi, zawieszonymi jedynie ku ozdobie. Gdzieniegdzie, na stołach, w starannie malowanych flaszkach stały kwiaty ogrodowe różnych barw i gatunków. W kącie przeciwległym do tego, w którym znajduje się kominek, ustawiono koło od wozu, stanowiące również element ozdobny. Niskim, ukośny sufit podtrzymują solidne belki, o które co wyższy gość mógłby przypadkiem zawadzić głową. Przy szynku raz po raz pojawia się i znika na zapleczu przysadzisty, łysy karczmarz w szarym, lekko wymiętym fartuchu. Co jakiś czas wychyla się też , ciekawie spoglądając twoim kierunku jakaś dziewczęca główka w białym czepku naciągniętym na splecione w gruby warkocz jasne włosy, z pewnością należąca do którejś z dziewek służebnych.
Na pierwszy rzut oka sala wydaje się pusta. Po chwili jednak w rogu, przy jednym ze stołów zauważasz pochyloną nad opasłym tomem postać. Okryta jest płaszczem z grubego płótna w kolorze dzikiego wina, wykończonym dyskretnymi haftami z czarnej nici. Twarz przysłania luźno opadająca na stronice księgi burza czarnych niczym węgiel włosów. Obok, na ławie leży jednej jeszcze gruby tom, oprawiony w zwierzęcą skórę oraz misternie rzeźbiona lutnia, na stole zaś obok otwartej księgi stoi do połowy pełny, spory, ciężki kielich.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Do środka wszedł wysoki zakapturzony mężczyzna, gdy tylko przekroczył próg zamykając za sobą drzwi ściągnął kaptur ukazując smukłą podłużną twarz i czarne włosy. Rozejrzał się po karczmie jak gdyby czegoś poszukiwał. Po czym spokojnym krokiem skierował się do mężczyzny siedzącego w rogu. Poruszał się płynnie jego wzrok był utkwiony w zaczytanym mężczyźnie. Gdy tylko stanął prze stole zaczął:
- Oto jestem, przysyła mnie Nek...
- Tak wiem.- odparł, lecz nawet się nie poruszył, nie spojrzał na twarz młodzieńca, jego głos nie maił w sobie żadnych emocji.
- Czy nic się nie zmieniło w związku z umową, o której mój Pan wcześniej mówił?
- Nie, lecz odpowiedz mi wcześniej na jedno pytanie, a mianowicie: "Czerwone niczym krew lecz słodkie, zaś w środku serce z kamienia"?
"A jeśli nie jestem pozytywnym bohaterem,tylko jedną z postaci tych mrocznych, z którymi walczy?"
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Postać zdaje się nie wiedzieć, co dzieje się wokół niej, jednak gdy słyszy cichy stukot otwieranych drzwi, podnosi głowę. Jej oczom ukazuje się sylwetka niskiej osoby, której twarz przysłania ciemnobrązowy kaptur szczelnie otulającego ciało płaszcza. Przybysz, wchodząc, odrzuca poły płaszcza, odsłaniając fioletową suknię, sięgającą ziemi. W tej samej chwili spod kaptura wymyka się kosmyk rudych włosów, a spod materiału błyska mlecznobiała cera. Postać wchodzi do karczmy i wolnym krokiem rusza w stronę lady. Nabywa u karczmarza pękaty dzban miodu i zaszywa się przy jednej z ław. Wygląda, jakby kogoś oczekiwała.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Postać przy stole odezwała się nie podnosząc głowy z nad ksiąg. Jej głos brzmiał niewiarygodnie spokojnie, niemal beznamiętnie, może nieco sennie, zdawał się wywoływać dziwne wrażenie zapadania się w głąb siebie. Mówiła zaś w obco brzmiącym języku, jakkolwiek by było to niemożliwe twardo i śpiewnie zarazem.
- Baruch haba Tess.
Nadal nie zmieniając pozycji i nie odrywając się od pracy dodała po chwili, już w mowie wspólnej.
- Jaśnie Panującego nie ma. Jeszcze.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Drzwi otworzyły się delikatnie, a przez nie wkraczyła do środka istota przypominająca elfa, chociaż mająca też cechy ludzkie. Wędrowiec ubrany był w czarny skórzany kaftan, ciemnogranatowe spodnie, a na ramiona opadał mu krwistobordowy długi płaszcz. Unosząc dłoń, pozdrowił Szlachetnie Urodzonych i usiadł przy jednym ze stołów.
-Witajcie. Mam do was pewną sprawę... Ale miałem nadzieję, że Jaśnie Oświecony, nasz król i władca Lord Gothan także się zjawi, ponieważ to ważne także dla niego.
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
-Tak, was też to dotyczy, Milady... Chodzi o bezpieczeństwo Miasta.
Mówiąc to rozejrzał się dookoła i po chwili dopowiedział: -Portal międzywymiarowy jest przecież dla wszystkich otwarty i obawiam się, że trzeba się zabezpieczyć jakoś na wypadek, gdyby jakieś demony, lub bestie próbowały narobić zamieszania w tym spokojnym miejscu... Proponuję zrobić tak jak ludzie często robią w miastach... Ustanowienie maga-regenta, który miałby wyszukiwać, czy jakieś nikczemne kreatury nie dostały się przez portal.
Mag, którym niewątpliwie był mężczyzna skłonił się lekko i uśmiechnął.
-Oczywiście regent jest także zobowiązany do magicznej pomocy obywatelom...
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Drzwi ponownie uchyliły się z głośnym hukiem. o środka wkroczył sam król. Jego podkrążone oczy wyraźnie świadczyły o tym, iż od dawna nie zaznał snu. Rozejrzał się po wszystkim, po czym rzekł.
-Pomysł dobry i tak też się stanie. Wyłonimy mężnego maga, który stawi czoło złu. Jest to zadanie trudne, jednak wierzę głęboko, iż wśród nas nie brakuje odwagi. Któż więc podejmie się tego dzieła?
________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Kaptur zsunął się z podnoszonej powoli z nad ksiąg głowy. Ciemnobrązowe, spokojne, przenikliwe oczy wpatrywały się w maga natrętnie spod opadających na twarz czarnych loków, znajdujących się w nieładzie, najpewniej artystycznym i zamierzonym. Dość przystojną, kobiecą twarz zdobił lekko ironiczny uśmieszek, a jedna, ciemna brew uniosła się nieznacznie.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Mag widząc to spojrzenie nieco się speszył, ale po chwili zastanowienia powiedział
-Ja mogę podjąć się tego zadania, na razie... Bowiem gdy zjawi się jakiś potężniejszy mag z chęcią ustąpię mu miejsca.
Uśmiechnął się lekko i rozgarnął blond loki.
-Pokój i spokój są tutaj najważniejsze.
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Z zewnątrz dobiegł czyjś glos, stłumiony przez solidne, grube ściany karczmy. Po dłuższej chwili dopiero dało się pochwycić słowa rubasznej piosnki:
- ... idziem wichrami smagani.
Weseli królowie napitku i jadła,
Wędrowcy, my karczmy kapłani.
Śpiew umilkł, snadź była to ostatnia strofa. Niemal natychmiast drzwi otworzyły się, pchnięte ramieniem. W progu stanęły dwie postaci: Człek przyodziany w szare, podróżne skóry i duży szary wilk. Trwali tak przez moment, przepatrując wszystkie kąty wspólnej izby, po czym skierowali swe kroki ku jednej z wolnych ław.
Gdy dotarli na upatrzone miejsce, człek skłonił się lekko zasiedziałym gościom.
- Caedmil! - wyrzekł słowo powitania. A i wilk skłonił nieco głowę.
--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Postać przy stole z hukiem zatrzasnęła księgę. Najpewniej uznała dalsze próby dokończenia pracy w tym miejscu za bezcelowe. Podniosła wyraźnie zmęczony wzrok, by spojrzeć na przybysza.
- Baruch haba - rzuciła krótko skinąwszy głową.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Głowa pokryta gęstymi lokami, odwróciła się i mag skłoniwszy się lekko odpowiedział nowemu przybyszowi w swoim rodzimym języku.
-Vethak arun- po czym lekko skinieniem głowy przywitał także wilka, który widocznie już nie pierwszy raz gości w karczmie.
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Zbłąkany wędrowiec przez chwilę wahał się, czy przekroczyć próg karczmy. Zmęczenie kazało mu jednak to zrobić.
-Witajcie! - rzucił krótko. Szaleńczy wyraz twarzy świadczył o tym, iż przybysz z pewnością do najnormalniejszych nie należy. Rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym wyjął zza płaszcza zwój pergaminu i przysiadł na pierwszym wolnym miejscu.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
-A któż tu zawitał? Witaj, witaj...- odezwał się mag.
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Kobieta westchnęła ciężko, spoglądając w stronę kolejnego przybysza. "To był zdecydowanie kiepski pomysł, przynosić tu księgi i całą masę pracy do wykonania" - zdawało się mówić jej spojrzenie. Odsunęła grube tomiszcza jeszcze dalej od siebie, w róg stolika. Raz jeszcze zerknęła na kolejnego wędrowca. Uśmiechnęła się pod nosem, trudno określić, czy to na widok zwoju pergaminu, czy szaleństwa w oczach właściciela.
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Mag całkowicie znudzony brakiem życia w całym mieście stwierdził, że jednak chyba się napije. Podszedł do karczmarza i poprosił grzecznie o jakiś dobry trunek.
-Jak to, do cholery jasnej możliwe, że nie ma Grogu??? Dajże chociaż jakąś wódkę.-Zirytowany brakiem ulubionego trunku usiadł i sącząc wódkę stwierdził:
-Przydałby się jakiś nekromanta... Oni to potrafią ożywić atmosferę- zaśmiał się głośno.
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- Taaa - mruknęła uczona niewiasta z powrotem zagłębiając się w treść jednej z odłożonych uprzednio ksiąg. Skoro ożywienie gości minęło, można wrócić do przerwanej pracy. Ponownie zaczęła rozkładać na stole grube tomy, pergaminy, zwoje i kałamarze. Rzuciła tylko prędkie spojrzenie w kierunku leżącej niopodal lutni.
- A ty, dobry człowieku - rzuciła w kierunku karczmarza, nie odrywając się od swoich zajęć - sprowadź grog. Jutro wieczorem będziesz miał go na składzie. Sprawdzę osobiście.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Wtem spokój w karczmie zakłócił głośny świst powietrza i błysk białego światła krótkotrwale wlewający się przez okna izby do środka.
Drzwi otwarły się na oścież lecz nikogo w nich nie było. Dopiero po chwili stanęła w nich postać. Jednak poza ciemnym obrysem jej sylwetki na tle jasnego nieba nie można było nic dostrzec.
Postać zrobiła parę kroków i weszła do środka.
- Witam wszystkich! - rozległ się radosny głos osoby, która większość istot napawała przerażeniem i ciekawością zarazem. Był to półdemon, owoc związku diablicy i człowieka. Skóra jego czerwona, a odziany był prosto. W wysokie skórzane buty, brązowe spodnie i takiegoż koloru koszulę. Przy jego lewym boku wisiał miecz zaś przy prawym sztylet. Ponad jednolicie czarnymi oczami bijącymi delikatnym fioletowym blaskiem jarzył się czerwienią pentagram. Świadectwo umiejętności posługiwania się magią demonów.
- Mówią mi Czarny Scorpio. Czy mogę dołączyć do waszej kompaniji- powiedział z uśmiechem, w którym dostrzec można było ostre jak wilcze kły zęby.
- Karczmarzu dawaj piwa i strawę jakowąś- zawołał po czym usiadł przy najbliższej wolnej ławie i zajął się pochłanianiem przyniesionego jedzenia.
Gdy skończył. Zamówił jeszcze jeden kufel złocistego trunku i usiadł koło sączącego wódkę maga, który wydał mu się osobą znającą świat więc nie sądził by miał uciec przed nim w popłochu. Poza tym nie chciał pić sam, a mag wyglądał na równego gościa.
Przybyszowi najwyraźniej pity alkohol począł uderzać do głowy gdyż po błogich dla obecnych minutach niczym nie zmąconej ciszy odezwał się w te słowa: -Zaiste kawał świata przemierzyłem i wiele już widziałem. Polowałem na smoki i wilkołaki. Zabijałem strzygi i odpędzałem upiory. Gościłem już u krasnoludów, elfów, a nawet orków, ale takiego cudu jak to miasto jeszcze nie widziałem. W centrum zaś stoi ten cudny przybytek. "pod Złamaną miotłą" Wiedziałem gdzie się teleportować. Uciekłem tu wprost sprzed szabli rozsierdzonego dzika z lasów Angkoru... - Scorpio rozejrzał się w około.
-Pogadajmy, trzeba rozruszać tę budę!!!
pozwoliłam sobie skleić - Lorelay
"Życie jest tylko zajazdem, w którym spotykają się podróżujące dusze"
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Kobieca postać okryta płaszczem w kolorze dzikiego wina, wykończonym haftami z czarnej nici od początku przygląda się nowoprzybyłemu z umiarkowanym zainteresowaniem - znać, że krew demonów to dla niej żadna pierwszyzna. Z trzaskiem zamyka jeden z rozłożonych na blacie opasłych tomów i odwraca ku wędrowcowi twarz, lekko unosi brew.
- Może wobec tego zacznij, przybyszu. - Od niechcenia macha na karczmarza. - A niech będzie. Kolejka dla wszystkich. Zanotuj no, człowieku, na koszt kronikarza.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- Dziękuje szanowna pani za trunek ów złocisty. Pierwszy łyk pił będę za pani zdrowie. Jednak nim do tego dojdzie pozwolę sobie na przedstawienie mej skromnej osoby. Imię me Scorpio, przesądni poprzedzają je przydomkiem Czarny. Zabobonny, ciemny lud uważa, że moje pojawienie się zwiastunem jest niechybnych nieszczęść w goszczącej mnie okolicy. Tak czy inaczej Czarny Scorpio kłania się pani do nóżek i pije zacnej pani zdrowie. - odpowiedział przybyły unosząc kufel piwa.
Nie przytknął go jednak do ust. Gdyż odezwała się w nim dawno zapomniana nuta wpajanego mu przez ojca dobrego wychowania.
-Snadniej będzie wypić zdrowie osoby, której godność jest mi znana. Kimże jesteś piękna pani? Czy mógłbym poznać imię uczonej niewiasty, której zdrowia życzył będę przechylając ten kufel?
"Życie jest tylko zajazdem, w którym spotykają się podróżujące dusze"
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Kobieta odsuwa od siebie księgi niedbałym ruchem, bierze do ręki kielich i rusza w stronę przybysza.
- Lady Saulael Sanaraes Arunhlasen, Oficjalny Rezydenta Kraju Gehaimes,
zwanego w niektórych światach także Głębią, Piekłem czy przez
nieżyczliwych Otchłanią, w jednym z największych Wymiarów Astralnych, Kronikarz Dworu, Strażniczka Ksiąg.
Uśmiecha się uprzejmie, chociaż jej twarz generalnie pozbawiona jest wyrazu przesadnie przyjaznego nastawienia do otaczającego świata, pozostaje raczej obojętna, wyniosła.
- Tyle powinno wystarczyć.
Zawiesza na moment głos i wyciąga ku niemu dłoń do pocałunku.
- Póki co - dodaje po chwili.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Twarz demona niemal natychmiast stężała. Widać było, że nad czymś się zastanawia. Jednak nie trwało to nazbyt długo. I po chwili na jego ustach znów zagościł uśmiech. Odłożył kufel, wstał i delikatnie chwycił prawą dłonią wyciągniętą rękę kobiety, musnął ją ustami lekko się przy tym skłaniając.
-Milady, nie spodziewałem się przenigdy, że spotkam w świecie kogoś kto bywa w Gehaimes, a nie jest z krwi demonów. O ile mi wiadomo większość ludzi nie przeżywa takiej wizyty - odpowiedział z wyjątkowym jak na niego zdumieniem. Scorpio bowiem nie należał do istot, które łatwo jest zadziwić.
-Pani piję zatem wasze zdrowie - powiedział po czym chwycił stojący nieopodal kufel i spytał z nutą niepewności w głosie wskazując na pobliski stół - czy zechciałaby pani być moją kompaniją dzisiejszego wieczora?
"Życie jest tylko zajazdem, w którym spotykają się podróżujące dusze"
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Roześmiała się, a w jej głosie pobrzmiewała osobliwa mieszanina rozbawienia i politowania. Śmiała się długo i głośno.
- A ja wyglądam ci na człowieka, powiadasz... Hmmm... różnie mnie już nazywano, ale ty okazałeś się w tym względzie rzeczywiście oryginalny.
Leniwym ruchem zdjęła z ramion płaszcz, odwiesiła go na oparcie krzesła jednocześnie rozkładając parę czarnych skrzydeł, do tej pory prawdopodobnie dla niego niewidocznych, gdyż złożone pod płaszczem mogły wyglądać na przykład na schowany plecak czy cokolwiek innego (zwłaszcza, że stała do niego tyłem).
- W Gehaimes natomiast, mój drogi, nie tyle bywam, co stamtąd pochodzę, a tutaj jak już mówiłam, pełnię jedynie rolę rezydenta. I doprawdy nie trzeba być z krwi demonów, by przebywać w Gehaimes - znów roześmiała się w głos, tym razem na krótko. - Można na ten przykład pochodzić z mojego ludu, a twoich pobratymców trzymać we dworze jako służbę. - Uśmiechnęła się tak słodko i miło, jak tylko było to możliwe przy jej ostrych, surowych rysach.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
-Zaiste nie wiem jak jest naprawdę. Jednak ja służyć nie zamierzam. - odpowiedział z bojową nutą w głosie. - I każdego kto spróbuje mnie do tego zmusić... - niedokończył jednak gdyż dojrzał w oczach rozmówczyni nutę zrozumienia, odniósł wrażenie że z jej strony mu nic nie grozi.
-Pani wybacz, że się uniosłem. Proponuje miłe spędzenie razem czasu przy kufelku piwa.- próbował załagodzić Scorpio- Czy też kielichu dobrego wina na mój koszt naturalnie - dodał spoglądając na trzymany przez kobietę w ręku kielich.
"Życie jest tylko zajazdem, w którym spotykają się podróżujące dusze"
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Uniosła brew w geście wyraźnego zdziwienia.
- Mój drogi, nie po to walczyliśmy o wolność, by odbierać ją innym. Czyż nie? A nasze ludy nie po to od tysięcy lat żyją w przyjaźni i uczciwym układzie sił, byśmy teraz nie mogli spokojnie napić się i porozmawiać - jej ostry głos płynnie i stopniowo łagodniał. - Widzi mi się, że nieczęsto odwiedzasz ojczyznę - uśmiechnęła się, jak na nią nadzwyczaj przyjemnie i życzliwie. Uniosła kielich z miodem w geście toastu. - Wobec tego za wolność, sprawiedliwość i... - jej uśmiech rozszerzył się nagle, baczny obserwator mógłby też przysiąc, że gorset sukni samoistnie nieco się poluźnił - dobrą zabawę.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
-Wypijmy zatem.-Uniósł kufel demon i przytknąwszy go do swych ust pociągnął zeń zdrowy łyk.
-W kwestii zaś ojczyzny, nie jestem czystej krwi demonem jak pani zapewne spostrzegła i choć dysponuje mocą piekielną, jestem śmiertelnym potomkiem również ludzkiego rodu. Geheimes nie jest mą ojczyzną i nie bywam w nim często. Powiedzmy, że tamtejsi są do takich jak ja nastawieni podobnie jak ludzie. Może wśród pani podobnych nie dostrzega się tego. Jednak i w piekle można być niechcianym. - po tych słowach nastąpiła chwila ciszy, którą przerwał demon słowami - Nie wracajmy dziś już do tego pani. Usiądźmy. Hej gospodarzu! - odwrócił głowę w stronę karczmarza- jeszcze raz to samo dla pani i dla mnie.
Złożywszy zamówienie Scorpio zachęcając dłonią wyciągniętej ręki by usiadła wskazał kronikarce miejsce przy pobliskiej ławie.
"Życie jest tylko zajazdem, w którym spotykają się podróżujące dusze"
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Do karczmy wchodzi postać przyodziana w czerń i czerwień. Bystrzejsze oko może dostrzec, że jest to mag. Rozgląda się powoli, podchodzi do jednego z pustych stołów. Karczmarz najwyraźniej zaskoczony jego obecnością podszedł. Nastąpiła krótka, cicha wymiana zdań i karczmarz oddalił się na chwilę.
- Pusto tutaj trochę... - mruknął pod nosem.
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Nagle drzwi karczmy otworzyły się z impetem, mało nie wypadając z futryn. Stanęła w nich postać w czarnym płaszczu obszytym fioletowym aksamitem. Za nią dreptał pomocnik karczmarza - chudy chłopak z ledwie widocznym, rzadkim jeszcze zarostem na pociągłej twarzy - piszcząc cienkim, załamującym się (jako, że przechodził właśnie mutację) głosikiem: "P...pani, P...pani, rzecz niesłychana... chodźcież szybko". Postać wzięła się pod boki, uniosła lekko brew. Stała tak chwilę, po czym wykrzyknęła głosem radosnym, acz pełnym zdumienia:
- Na skrzydła Lucyfera! Bardziej nie spodziewałam się tu chyba tylko hiszpańskiej inkwizycji!
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Tajemnicza postać podnosi się i odrzuca z głowy kaptur, po czym kłania się uprzejmie.
-Tak, to prawda, wróciłem. - Mag uśmiechnął się delikatnie. -Nie wyobrażałem sobie tak wspaniałego powitania. - Tutaj uśmiech stał się odrobinę bardziej szyderczy. Po czym głośniej dodał tak, aby wszyscy w okolicy słyszeli.
-Ci, którzy nie mieli jeszcze tej nieprzyjemności mnie poznać... Illeaden, były nadworny mag. Do usług! - Po czym pociągnął głęboki łyk z butelki, która nie wiadomo skąd pojawiła się w jego dłoniach.
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- Gówno tam, nie były. Mag obecny, a że leń patentowany to się da naprostować. - stwiedziła kobieta zrucajac płaszcz i rozkładając parę potężnych czarnych skrzydeł. - A teraz dajże pokój z tym patosem, Ill i do biblioteki. Roboty więcej niż rąk do niej to i twoje się wreszcie na coś zdadzą. A żebyś drogi nie zgubił, łaźnię przy samej sali bibliotecznej kazałam wybudować. - Gdy tylko postawił kufel na stole złapała go i wychyliła resztę zawartości jednym haustem. - A napijesz się jak skończysz.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
- Jak zwykle zasadnicza, Lor. Dobra, niech Ci będzie, zabieram się za robotę... - uśmiechnął się i ruszył w kierunku biblioteki.
Kim jestem? Ja tu tylko sprzątam...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Wkroczył spokojnie do karczmy, lekko stukając długą, okutą metalem laską, rzeźbioną w dziwne wzory. Skinął głową siedzącym za stołami i znalazłszy wolne miejsce, zrzucił worek podróżny, opierając laskę ścianę za sobą. Obok, na ławie położył prosty miecz, odpięty od pasa, coby mu w posiłku nie przeszkadzał.
Powinniśmy być jak kruki, Niosąc pamięć o dawnych dniach, By nie uległa zapomnieniu.
Powinniśmy być jak kruki, Niosąc wiedzę w naszych dziobach, By mogła zostać przekazana potomnym...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Spojrzała w stronę przybyłego mężczyznę badawczym wzrokiem. Księga, którą chwilę wcześniej znów rozłożyła na stole i zaczęła czytać, zatrzasnęła się z łoskotem. Kobieta przez dłuższą chwilę, zupełnie jawnie i bezczelnie, przyglądała się nowemu przybyszowi. Wydawało jej się, że gdzieś już go widziała... Była niemal przekonana, że jest w nim coś znajomego. Jej badawczy wzrok z twarzy przybysza przesunęła się po jego sylwetce, odzieniu... zerknęła przelotnie na ułożoną na krześle broń, aż w końcu zatrzymała wzrok na lasce, którą trzymał w ręku. A konkretniej... na wzorach, którymi była ozdobiona.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Szarobrązowe odzienie podróżne, wykonane z mocnego i trwałego materiału, nosiło ślady długiej wędrówki. Widoczne lekkie znużenie, również mówiło o przebytej drodze, lecz oczy bystro obserwowały otoczenie. Silne dłonie, nawykłe do pracy i kilkudniowy zarost dopełniały obrazu wędrowca. Miecz prosty, z wygodną rekojeścią starannie oplecioną rzemieniem tkwił w pochwie, która również była chyba zdobiona, lecz w półmroku nie było możliwe bliższe rozeznanie wzorów.
Wzory na lasce, układały się ni to w stylizowane smoko-węże ni to w motywy roślinne.
Jego wzrok zatrzymał się w pewnej chwili na Lorelay, a napotkawszy i jej spojrzenie, wędrowiec uśmiechnął się łagodnie.
Powinniśmy być jak kruki, Niosąc pamięć o dawnych dniach, By nie uległa zapomnieniu.
Powinniśmy być jak kruki, Niosąc wiedzę w naszych dziobach, By mogła zostać przekazana potomnym...
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać

