Jak wytresować smoka 2 (2014) - recenzja

    Jak wytresować smoka numer jeden było uroczą zabawą znanymi i mocno wyświechtanymi motywami z sympatycznymi bohaterami oraz historią zawierającą prosty, ale podany w zachęcający sposób morał. Co prawda fabuła nie wymagała ciągu dalszego, ale trzykrotnie przekraczające budżet zyski sugerowały co innego, więc oto do kin trafiła część druga i nie ostatnia. Nie oznacza to, że tworzony z myślą o zarobku film jest zły. Wręcz przeciwnie, to wspaniały przykład dobrze nakręconego kina familijnego, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że stanowi coś na kształt wielu produkcji Marvela – jedynie przedsmak czegoś większego.

    Od czasu, gdy Czkawka oswoił Szczerbatka i doprowadził do pokoju między wikingami i smokami minęło pięć lat. Chłopak dorósł, zapuścił pierwszy zarost i starannie unika obowiązku przejęcia po ojcu funkcji wodza, latając po świecie we własnoręcznie przygotowanej, wielofunkcyjnej zbroi i sporządzając mapy nowoodkrytych, niekiedy zamieszkanych, ziem. W trakcie jednej z takich wypraw dowiaduje się o Drago Krwawdoniu i tworzonej przez niego smoczej armii, mającej posłużyć do, jak to zwykle bywa, podbicia świata. Wiking z wyspy Berk, wierząc w możliwość pokojowej egzystencji ludzi i smoków, pragnie przemówić szwarccharakterowi do rozsądku, wbrew radom ojca, Stoika, oraz matki imieniem Valka.

    Osoby oglądające trailery mogły podejrzewać, że jedynie wspomniana w pierwszym filmie rodzicielka Czkawki będzie odgrywała istotną rolę w drugim. Odgrywa, ale wbrew pozorom to nie ona jest tutaj najważniejsza. Podobnie jak poprzednio, pierwsze skrzypce znów odgrywa opiekun Szczerbatka oraz jego zachowujący się jak krzyżówka psa z kotem skrzydlaty towarzysz. Rówieśnicy służą jako humorystyczne wsparcie, nieco więcej do roboty i powiedzenia mają rodzice, ale fabułę popychają do przodu przede wszystkim działania pozbawionego części lewej nogi młodego wikinga. Nie mogę się zresztą oprzeć wrażeniu, że stosunkowo krótki czas obecności na ekranie Drago w połączeniu z kilkoma zwrotami akcji, w tym jednym wielce emocjonalnym, obliczone zostały przede wszystkim na zmianę charakteru głównego bohatera. Pomimo istnienia licznego grona postaci oraz pogłębienia sympatii widzów do Stoika, okazującego się być jeszcze bardziej ludzkim, niż pokazano w pierwszym filmie, to była i wciąż jest historia jednej osoby – jego syna.


    Opowieść zresztą niedokończona. Tak, wszystkie ważne wątki zostały zamknięte, zadane w trakcie seansu pytania uzyskały odpowiedzi, a bohaterowie otrzymali nagrody za swe starania, jednak zakończenie ma charakter otwarty, pozwalający na płynne przejście do kolejnej, zapowiedzianej na rok 2016, historii. Nie ma w tym niczego złego, w przeciwieństwie bowiem do takiego Shreka nowe wątki stanowiłyby logiczną kontynuację już istniejących, a tkwiący w nich potencjał jest naprawdę obiecujący, mam jednak nadzieję, że historia młodego wikinga nie wyjdzie poza trylogię. Szkoda byłoby rozmieniać markę na drobne.

    Wracając na moment do fabuły – wciąż jestem pod wrażeniem, jak przedstawione zostały relacje w trójkącie Czkawka-Stoik-Valka. W tym sensie, że po raz pierwszy od dawna miałem wrażenie, jakbym na ekranie widział prawdziwą rodzinę. Kłócącą się i sprzeciwiającą sobie nawzajem, ale tylko, a może głównie, z miłości i nie wahającą się ruszyć z pomocą w razie kłopotów. Scena z trailerów, w której Stoik spotyka niewidzianą od ponad piętnastu lat żonę, jak również kilka kolejnych są zarazem piękne oraz naturalne, równie dobrze mogące odbywać się w pełnometrażowym filmie aktorskim. Do tej samej kategorii należą również subtelnie romantyczne relacje Czkawki i Astrid, mające dużą szansę stac się jednym z filarów trzeciego filmu. Pozostałe postacie stanowią raczej dodatek, ale zaryzykuję stwierdzenie, że bez nich dzieło Deana DeBlois nie byłoby takie samo. Sprawiają wrażenie zbędnych, ale prędko odczułoby się ich brak.


    Małym zawodem jest również główny antagonista. Drago przez większość filmu prezentuje się jak typowy „wpierw zbiorę armię, a potem podbiję świat” szwarccharakter, zwłaszcza jak spojrzy się na jego poznaczoną bliznami twarz i wsłucha w okrzyki. Dopiero pod koniec okazuje się, że niczym ogr Krwawdoń posiada przynajmniej jedną dodatkową warstwę, ale drugie Jak wytresować smoka kończy się niedługo po ujawieniu wielkiego sekretu, więc cały wątek nie tyle zostaje zmarnowany, co mocno niewykorzystany. Nawet biorąc pod uwagę, że postać istnieje tylko po to, by, zgodnie z regułami sztuki filmowej, protagonista musiał z kimś lub czymś walczyć o stale rosnącą stawkę.

    Wśród innych drobnych wad należy wymienić tempo akcji, znacznie przyspieszające pod sam koniec, tak iż w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że w czasie montażu wycięto przynajmniej jedną dużą scenę, wyjaśniającą, w jaki sposób bohaterowie błyskawicznie przemieścili się między mocno oddalonymi od siebie miejscami. Ostatnia walka – bo do takowej musi dojść, to tego rodzaju film – mogła być z kolei o kilka minut dłuższa, sprawiała bowiem wrażenie odrobinę pociętej. Reszta jest na przemian bardzo, ale nie sennie, spokojna i dynamiczna na tyle, by nie znudzić nadmiarem akcji, czyli w praktyce dokładnie tak samo, jak w pierwszej części, tylko o siedem minut dłużej.

    Wszystko, co dobre w poprzednim filmie, ostało się i tutaj. Smoki wciąż zachowują się jak urocze, trochę nierozgarnięte oraz psotliwe psy z ognistymi oddechami, a liczba ich gatunków oraz wewnętrzna hierarchia uległy rozbudowie. Warstwa graficzna trzyma wysoki poziom, zwłaszcza w scenach lotu wśród chmur oraz bitew na lodowatych wyspach, a stworzona przez Johna Powella muzyka łatwo wpada w ucho i nie ma ochoty go opuścić. Trudno mi powiedzieć, ile wartości do filmu dodało 3D, ale jeśli wygląda tak dobrze, jak gołe 2D, to dobrze byłoby rozważyć wydanie kilku złotych więcej na bilet.


    Osoby zainteresowane filmem zapewne zauważyły, że w Polsce dostępna jest jedynie wersja z dubbingiem. Faktu tego nie skomentuję, inaczej ta recenzja nigdy nie zostanie upubliczniona, za to pochwalę tłumaczy i aktorów. Tak, osobiście preferuję oryginalne głosy, ale siedząc w kinie w otoczeniu dużej grupy dzieci słyszałem ich śmiechy i widziałem zadowolenie na twarzach, sam zaś wywróciłem oczyma bodaj tylko raz, słysząc nazbyt suchy dowcip, więc chyba nie było tak źle. Zwłaszcza że podobało mi się wykonanie pojawiającej się mniej więcej w środku seansu piosenki, a jestem pierwszy do krytykowania tego typu rzeczy.

    Napisałem recenzję pełną pozytywów, więc zakończenie będzie krótkie. Podobało się Wam Jak wytresować smoka? Obejrzyjcie dwójkę. Nie widzieliście jedynki? Nadróbcie i potem ruszajcie do kin, sami albo z młodszym rodzeństwem. Podejrzewam, że wyjdziecie z seansu co najmniej zadowoleni.

    PS: Podczas seansu zwróćcie uwagę na to, co łączy Szczerbatka i Czkawkę oraz jak często było to wspomniane w trakcie filmu. Dla mnie piękny dowód na to, że można mówić o trudnych sprawach bez potrzeby rozpływania się na ich temat albo czynienia z nich motywu przewodniego.

    Tekst: Łukasz “Salantor” Pilarski
    Redakcja i korekta: Monika “Katriona” Doerre

    Film obejrzeliśmy dzięki
    uprzejmości Cinema City.

    Tytuł: Jak wytresować smoka 2
    Tytuł oryginalny: How to Train Your Dragon 2
    Gatunek: Animacja, Familijny, Fantasy, Przygodowy
    Czas trwania: 105 minut
    Kraj produkcji: USA

    Obsada:

    Czkawka: Jay Baruchel
    Astrid: America Ferrera
    Stoik: Gerard Butler
    Valka: Cate Blanchett
    Drago: Djimon Hounsou

    Produkcja:

    Reżyseria: Dean DeBlois
    Scenariusz: Dean DeBlois
    Studio: DreamWorks Animation, Mad Hatter Entertainment

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Komentarze

    No Avatar
    Veris on sob., 09/20/2014 - 11:45

    Cudowny film, polecam wszystkim bez wyjątku! :)