Strona główna

Magia w średniowieczu cz. II - magia nielegalna

Ostatnio było o tzw. „legalnej”
czyli akceptowanej przez, rządzący w tamtych czasach kościół
katolicki, magii średniowiecznej. Tym razem, jak obiecałam, zajmę
się tą drugą stroną medalu, mianowicie magią przezeń zakazaną.

Właściwie ciężko jest to
ujednolicić, ponieważ i ta dzieli się na dwie kategorie. Pierwszą
z nich jest magia zakazana jedynie teoretycznie lub częściowo. Co
wielu, nie obeznanych z tematem, może zdziwić, te praktyki, o
których napiszę na początku, wcale nbie były najbardziej
restrykcyjnie ścigane i karane.

Praktyki magiczne w wiekach średnich,
jak zresztą wspominałam już w części pierwszej, noszą wiele
cech bardzo charakterystycznych, nie znanych w innych epokach, które
z biegiem czasu uległy diametralnym zmianom. Współczesnym
ludziom, nawet tym, którym nieobce są praktyki okultystyczne,
ówczesna magia z pewnością wydaje się przekoloryzowana i
okrutnie „na pokaz”. Wszystko to ma jednak swoje logiczne
wytłumaczenie.

 Skomplikowane systemy z czasem
zastępowano, dla zwyczajnej wygody, ulegały one coraz to większemu
uproszczeniu. Wszystko bowiem, co można osiągnąć przy pomocy
magii średniowiecznej jest możliwe także przy użyciu innych, o
wiele prostszych metod. Średniowiecznego maga z kolei, współczesne
podejście śmieszyłoby, a nawet oburzało.

Magia wieków średnich opierała
się głównie na rytuale. Celowo komplikowano wszelkie
praktyki okultystyczne i magiczne, by nie dopuścić do ich zbytniego
rozpowszechnienia. Wiedza tajemna z założenia miała być dostępna
jedynie dla elitarnego grona najwytrwalszych, a przy tym najbardziej
oświeconych, wykształconych, dodatkowo posiadających jeszcze
środki finansowe, na jej uprawianie. Obowiązek wykucia na pamięć
setek zaklęć i inwokacji, tworzenia kręgów z wymyślnymi
symbolami ochronnymi, używania symboli, talizmanów, amuletów
i wyszukanych narzędzi (wykonywanych wyłącznie własnoręcznie)
elitaryzację właśnie miał na celu, bo z pewnością nie nudę czy
fantazję magów. Do tego nadmienić należy jeszcze, że
większość obrzędów poprzedzona była postem i innymi
ofiarami, które miały przygotować pole pod powodzenie
rytuału. Mag musiał świetnie znać się na astrologii i obserwował
niebo ustalając korzystny dla niego układ planet, aby dokonać
obrzędu. Ograniczenia te sprawiały, że magiczne praktyki
zarezerwowane były jedynie dla tych, którzy dorośli do nich
intelektualnie. Chroniło to przed nadużywaniem ich przez każdego
byle idiotę.

Istniały również ograniczenia
natury majątkowej, magia bowiem była w tamtych czasach ogromnie
kosztowną inwestycją. Ta kwestia z kolei, wydaje się mieć tylko
jedno sensowne uzasadnienie – mianowicie silnie zakorzenioną
feudalizację społeczeństwa i zaborczość sfer najwyżej stojących
pod względem finansowym. Mag musiał mieć swoją prywatną kaplicę,
umieć czytać i pisać, przy czym same księgi (zważając na
dostępność, liczbę egzemplarzy rękopisów oraz
czasochłonność powstawania dzieła) nie były na każdą kieszeń.
W codziennych praktykach używano powszechnie złota, srebra i
licznych „narzędzi pracy” w postaci szat, kielichów,
różdżek – wszystkiego wykonanego z niezwykle cennych
materiałów. Widać więc gołym okiem jak bardzo
średniowieczna magia była unikatowa i hermetyczna.

Kolejną cechą charakterystyczną dla
tego okresu w historii tajemnej wiedzy jest fakt, iż magowie
działali wyłącznie samodzielnie, nie zrzeszali się w większe
organizacje. Prawdopodobnie dyktowały tę tendencję względy
bezpieczeństwa. Społeczeństwo tamtych czasów generalnie
cechowała, słuszna zresztą, zważywszy na ówczesne realia i
walkę o byt, wzajemna nieufność.

Najdziwniejsze i najbardziej
zdumiewające dla współczesnych, jest jednak to, że
średniowieczna magia była całkowicie i nierozerwalnie złączona
z kulturą chrześcijańską. Wyraźnie widać to w zaklęciach i
inwokacjach, w których powtarzają się nagminnie imiona
aniołów, zaczerpnięte z żydowskiej magii kabalistycznej
imiona boskie (Adonai, Tetragrammaton (JHWH) czy Elohim),
chrześcijańska symbolika. Języki jakich w praktykach magicznych
używano, to łacina i hebrajski – obie niewątpliwie związane z
judeo-chrześcijańską tradycją. Ta hybrydalność zadziwia nas
chyba najbardziej. W magii średniowiecznej tradycja chrześcijańska,
żydowska, astrologia, alchemia, demonologia, angelologia i
pozostałości pogańskie, mieszają się ze sobą, wsadzone zgrabnie
do jednego worka.

To właśnie główny powód
mało restrykcyjnego podejścia kościoła do karania za tego typu
działalność. To właśnie osłona religijna sprawiła, że magia
przetrwała te trudne czasy. Często udawało się uniknąć
konfrontacji z inkwizycją, ponieważ ciężko było ocenić tzw.
„zawartość magii w magii”. W wielu przypadkach widziała w niej
ingerencję sił boskich. Tak samo jak owa religijna otoczka, magów
chroniły także dobra materialne. Jeśli nie sam mag posiadał
środki wystarczające na przekupienie kogo trzeba, z pewnością
posiadał je ktoś stojący nad nim, dla kogo taki czarownik mógł
się okazać niezwykle przydatnym sojusznikiem.

Tu dochodzimy właśnie do tej części
praktyk, które karane były najczęściej i najsurowiej.
Brutalność i okrucieństwo inkwizycji, o której tak w
naszych czasach głośno i która tak jest obecnie
napiętnowana, rzadko dotykała prawdziwie niebezpiecznych,
wpływowych magów. Znacznie częściej jej ofiarami padały
tzw. wiedźmy. Były to głównie kobiety, które
zajmowały się najczęściej magią ludową, które czerpały
z pogańskich kultów. Jeszcze częściej niewiasty te po
prostu praktykowały wiejskie gusła i zabobony, które z magią
nie miały zgoła nic wspólnego. Karano także znacznie
częściej i surowiej, niż w przypadku ingerencji rzeczywiście
„nadprzyrodzonej”, tę bazującą na środkach całkowicie
naturalnych (zielarstwo, medycyna naturalna, znachorstwo).

Powodów takiego stanu rzeczy
dopatrywać się można zarówno w powszechnym przekonaniu
ówczesnego społeczeństwa o niższości kobiet nad
mężczyznami i grzesznej naturze tych pierwszych. Magowie byli w
znacznej większości płci męskiej, co stawiało ich z góry
na o wiele lepszej pozycji, niż kobiety, na których działania
z zasady zwracano większą uwagę.

Drugą sprawą jest fakt, że wszystko
co pogańskie musiało zostać zgniecione lub chociażby
przekształcone w nową, chrześcijańską formę, gdyż to właśnie
dawne kulty stanowiły dla kościoła realne zagrożenie. Z tego
względu nawet najbardziej niegroźne i naturalne dla prostych ludzi
gusła należało zdemonizować.

Zobacz też: Magia w średniowieczu cz. I - magia legalna

Odpowiedzi

portret użytkownika tess

Kolejny zbiór ciekawych...

Kolejny zbiór ciekawych faktów, ale czegoś mi tu brakuje - piszesz obszernie o tym, jak wyglądał proces stania się magiem i jak hermetyczne było to środowisko, ale brakuje w sumie podsumowania, co było tymi praktykami częściowo legalnymi. W skrócie: brakuje mi przykładów, zwłaszcza w pierwszej części tekstu.

"Praktyk znanych i używanych wtedy nikt
już nie praktykuje ani w obecnych czasach, ani w jakichkolwiek
„pośredniowiecznych”." - to zdanie brzmi nieco dziwnie, przeredagowałabym je jakoś.

portret użytkownika Lorelay

Wyjaśnienie

Generalnie nie chodzi w tym artykule o rodzaj praktyk, bo są one dokładnie takie same jak we współczesności i każdej innej epoce, tylko o ich specyfikę. Pisałam o rytualizowaniu wszystkiego, co się dało, astrologii, alchemii, symbolice, znaczeniu liczb, imion, wpływach kabalistycznych, używaniu skomplikowanych formuł zaklęć itd., czyli jest nakreślone czego to dotyczy.
Wiele z tych szczegółowych działów magii to materiały na odrębne artykuły,bo to temat rzeka i jak bym opisywała razem alchemię, kabałę, magię liczb, magię rytualną itd. to by wyszedł misz masz na 30 stron kancelaryjnych.
Mam w planie np. oddzielny artykuł o alchemii, oddzielny o kabale itd. bo to dość szerokie tematy i razem wzięte byłyby potraktowane po macoszemu.
Druga sprawa, że pisałam tu o tym, że magia średniowieczna oparta była głównie na rytuale, obrzędowości i formułach słownych. Nie będę przecież ich przytaczać wprost, nawet jeśli coś z tego mi jest znane. Nie pochwalam umieszczania na nich takich treści na publicznych stronach internetowych.
"Nie dano nam wolnej woli, ale dano nam siłę, byśmy mogli o nią walczyć"

portret użytkownika Arkady

To dobry temat na pracę

To dobry temat na pracę naukową.

Profesor Labuda stosował w kwestii praktyk magicznych w średniowieczu pewne rozróżnienie. to jest:

Magia powszechna - wszelakie gusła, akceptowane przez Kościół Rzymski w celu zagwarantowania miękkiego lądowania dla ludów jeszcze na wpół pogańskich i lepszej ich instalacji w rodzącym się świecie chrześcijaństwa zachodniego.

Magia niepowszechna - wszelkie praktyki zabronione. Okultyzm, Islam (od wieku XIV - go dyktował to czysty pragmatyzm polityczny), obrzędowość pogaństwa Europy Środkowej (Prusowie, Jaćwingowie et cetera).

Oba artykuły świetne.

portret użytkownika Lorelay

Otóż to. W zasadzie mój

Otóż to. W zasadzie mój podział to dokładnie ten sam podział co prof. Labudy. Nomenklatura "magia legalna" i "magia nielegalna" jest moim prywatnym wytworem i miała na celu podkreślenie charakteru zjawiska. Wydaje mi się, że takie nazewnictwo zwraca wyraźnie uwagę na to jak bardzo współczesnemu człowiekowi może wydawać się paradoksalne.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Nie chciałabym Cię rozczarować...

ale w książce "Przekraczając granice" równiez jest podział na magię legalna i nielegalną. Nielegalną jest w tym kraju np., nekromancja, podczas gdy magia uzdrowicielska i obronna są jak najbardziej legalne.

portret użytkownika Lorelay

Nie rozczarowuje mnie to

Nie rozczarowuje mnie to absolutnie. Ja piszę o realiach historycznych, moje informacje są oparte na historycznych źródłach i ich naukowych opracowaniach. Ty natomiast mówisz o beletrystyce. To trochę jak piernik do wiatraka.

I mam wrażenie, że legalność i nielegalność polegała w tej książce na zupełnie czymś innym.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Może faktycznie

Rzeczywiście, Tobie chyba chodzi o coś innego.

portret użytkownika tess

Nawiasem mówiąc... artykuł

Nawiasem mówiąc... artykuł Lori jest starszy niż przekład tej książki na język polski. Czyli prędzej można powiedzieć, że tłumaczka wzorowała się na Lori, niż Lori na tłumaczce.

portret użytkownika Arkady

Dla mnie najistotniejsze jest

Dla mnie najistotniejsze jest to, że taki artykuł jest u nas w serwisie. Czytelnik mający nadzieję się czegoś dowiedzieć nie musi teraz polować na bardzo rzadkie (zaręczam i Lorelay na pewno potwierdzi) opracowania tematu, tylko wchodzi do nas i ma źródło. To jest dla mnie największa wartość tej pracy. Rozważanie czy lepsza jest nomenklatura prof. Labudy czy nomenklatura Lorelay to czysta semantyka.

Powtarzam - artykuł świetny.

portret użytkownika Eviva

Taz ja nie rozważam, do licha

Zgadzam się w ogóle na wszystko.

portret użytkownika Arkady

Więc wypijmy za to:)

Więc wypijmy za to:)

portret użytkownika Eviva

A kto nie wypije

ten niech się pod dolmen skryje :D

portret użytkownika Lorelay

A poczęstujecie autorkę

A poczęstujecie autorkę artykułu, który was tak skłonił do skosztowania trunków wyskokowych? ;)

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Jasne

U mnie masz romulańskie ale. Jest to napój tak bardzo wyskokowy, że przez jakiś czas był zakazany w Federacji Planet,.

portret użytkownika Gotan

Oooo, to ja się chętnie

Oooo, to ja się chętnie skuszę ;]

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Lorelay

Oooo, Eviva kusisz, kusisz

Oooo, Eviva kusisz, kusisz :)

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Eviva

Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie zmienić specjalizacji

Na razie jestem wiedźmą-wkurzaczką, ale może jako wiedźma-kusicielka tez bym dała radę?

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi