Recenzja: Wilkołak (Jonathan Maberry)

Ciekawi Was kolejna powieść dotycząca wilkołaków? Jeśli tak to zapraszamy do zapoznania się z recenzją powieści Jonathana Maberry’ego:
Zapewne fakt, że ostatnimi czasy mam swego rodzaju fazę na wilki i lykantropię, nie umknął Waszej uwadze. Zatem nic dziwnego w tym, że w me szponiaste łapy trafiają przeróżne powieści poruszające tę problematykę. Począwszy od książek sensownych, a na badziewiach kończąc. Zaprawdę, gdy widziałem okładki następnych publikacji, za każdym razem ogarniało mnie przerażenie, zaciekawienie albo fascynacja. I zapewne intryguje Was, jak było w przypadku opisywanego dzieła. Wszak po cóż innego to czytacie?
Zacznijmy standardowo. Czyli od okładki. Ta przypadła mi do gustu, pewnie dlatego, że jest utrzymana w mrocznej, bardzo sugestywnej kolorystyce. Dwoje widocznych na niej ludzi, mężczyzna i kobieta, są, nie licząc księżyca, jej jedynymi jasnymi punktami. I mówię tutaj wyłącznie o ich twarzach, gdyż już nawet ręka rzeczonego przystojniaka jest skryta w półcieniu. Między obliczami postaci nasze oczy wychwytują ozdobę, zapewne główkę laski, wykonaną z iście mistrzowskim pietyzmem i dbałością o szczegóły. Oczywiście nie mogło zabraknąć informacji o tym, że powieść stała się pożywką dla czyjegoś talentu reżyserskiego i możemy obejrzeć także inspirowany nią film. Czemu nie?
Resztę możesz odnaleźć w jamie Tyrssona.


















































