On wrócił!

W ciągu kilku chwil cały dotychczasowy ład rozsypał się za plecami czarodziejów jak domek z kart. "On wrócił. Wrócił. Voldemort" - tak brzmiały pierwsze słowa, jakie wypowiedział świeżo upieczony zwycięzca Turnieju Trójmagicznego Harry Potter 24 czerwca 1995 roku po ukończeniu ostatniego zadania.

Tom Marvolo Riddle, znany również jako Lord Voldemort, przed odrodzeniem się na cmentarzu w Little Hangleton wcale nie wiódł radosnego żywota. Przez lata zmuszony był do ukrywania się w Albanii, za jedynych towarzyszy mając węży i nie mogąc się pochwalić nawet namiastką ludzkiego ciała. Jego marna dola uległa jako-takiemu polepszeniu, gdy odnalazł go Peter Pettigrew, który pomógł swemu panu stworzyć wątły, ale umożliwiający fukcjonowanie i komunikowanie się organizm. Jakiś czas później do wesołego duetu dołączył Barty Crouch Jr, pomysłodawca i głównodowodzący planu wykorzystania Harry'ego Pottera do wielkiego powrotu i pełnego odrodzenia się potęgi Lorda Voldemorta.
Lokalizacja tego wydarzenia także nie była przypadkowa. Na cmentarzu w Little Hangleton spoczywał bowiem nie kto inny, jak Tom Riddle Senior, zamordowany z całą rodziną przez swojego - wówczas kilkunastoletniego - syna. Jego kości wykorzystane zostały przez Petera Pettigrew podczas rytuału, w którym Voldemort zyskał w końcu silne, ludzkie ciało. Wierny sługa poświęcił w tym celu również swoją własną dłoń oraz kilka kropli krwi Harry'ego Pottera.

Niestety, niespodziewaną ofiarą planu Barty'ego Croucha Jr był Cedric Diggory, uczeń Hogwartu, który także brał udział w Turnieju Trójmagicznym. Został zamordowany przez Petera Pettigrew, ponieważ nie był on potrzebny do odrodzenia Czarnego Pana. Uczcijmy pamięć Cedrica minutą ciszy, zanim przejdziemy do kolejnej, mniej kanonicznej części artykułu.

Harry Potter i Czara Ognia opowiada nam głównie o Turnieju Trójmagicznym, którego tragiczne zwieńczenie omówiłam wyżej. Pierwsze zadanie - zdobycie złotego jaja pilnowanego przez smoka. Drugie zadanie - wyciągnięcie z jeziora pełnego trytonów bliskiej osoby w "zaledwie" godzinę. Trzecie zadanie - dotarcie do Pucharu Turnieju ukrytego w naszpikowanym niebezpieczeństwami, mrocznym labiryncie. Jak pamiętamy z książek, Harry Potter był drugim, obok Cedrika, reprezentantem Hogwartu, o co zatroszczył się Barty Crouch Jr, udający aurora i nauczyciela obrony przed czarną magią Alastora Moody'ego. Co mogło pójść nie tak, zakładając, że ogromna część planu spoczywa na barkach niczego nieświadomego i śmiertlenie przerażonego czternastolatka? I najważniejsze pytanie: naprawdę prościej się nie dało? Ryzyko, że Crouch zostanie zdekonspirowany, że Harry nie podoła Turniejowi, że któryś z trzech zawodników okaże się od niego lepszy, było bardzo wysokie i wymagało niemal roku cierpliwego czekania i obserwowania rozwoju wypadków. Na podstawie tych wątpliwości powstało mnóstwo fanowskich teorii, mniej lub bardziej prawdopodobnych. 

Puchar Turnieju został zamieniony w świstoklik, aby mógł przenieść Harry'ego na cmentarz. Świstokliki, jak wiemy, działają jednokierunkowo - aby udać się nimi w drogę powrotną, należy je ponownie zaczarować. Mimo to, Harry ucieka z cmentarza z pomocą zużytego świstoklika i trafia z powrotem do Hogwartu. Magia czy część planu Croucha? Fani wysnuli przypuszczenie, że Puchar od początku miał działać "dwukieronkowo" i pozwolić powrócić... komu? Voldemortowi? Nie, na to było wówczas stanowczo za wcześnie. Zdaniem zwolenników teorii, miał to być śmierciożerca, który wypiłby eliksir wielosokowy z włosem Harry'ego i pod przykrywką dołączyłby do Croucha, by wspólnie z nim zabić Dumbledore'a.

Mało znana, ale bardzo przygnębiająca teoria, dotyczy Fleur Delacour, reprezentantki szkoły Beauxbatons i przyszłej żony Billa Weasleya. Podczas drugiego zadania turniejowego każdy zawodnik musiał uratować bliską swojemu sercu osobę - w przypadku Harry'ego był to, oczywiście, najlepszy przyjaciel Ron Weasley, w przypadku Wiktora Kruma oraz Cedrika były to dziewczyny, z którymi spotykali się dosyć krótko: Hermiona Granger oraz Cho Chang. Fleur natomiast przypadła jej młodsza siostra, Gabrielle - właściwie dlaczego? Była ona zbyt młoda jak na potencjalną uczestniczkę Turnieju, nie miała więc powodu, by towarzyszyć Fleur. Jeśli była uczennicą Beuxbatons, wręcz powinna zostać w szkole. Czyżby została sprowadzona specjalnie na potrzeby tego zadania? Dlaczego zatem nikt nie sprowadził do Hogwartu członków rodziny Kruma i Diggory'ego? Jedyne wyjaśnienie, jakie się nasuwa, jest bardzo smutne: w przypadku Fleur było to konieczne, gdyż nie znalazła ona nikogo na tyle bliskiego, by mieć kogo ratować.

Jak wiemy, Fleur i Gabrielle były w części wilami - uwodzicielskimi, pięknymi istotami, na widok których mężczyźni tracili rozum. Reakcje chłopców (zwłaszcza Rona) na pannę Delacour zostały bardzo szczegółowo opisane przez J. K. Rowling. Jak musiała czuć się dziewczyna, która wie, że chłopcy interesują się nią ze względu na czar wili, a nie na to, jaką jest osobą? Czy była w stanie stworzyć trwałą, szczęśliwą relację z kimś, z kim nie jest w stanie nawet swobodnie porozmawiać, bo wybranek nie jest w stanie skupić się na jej słowach?
Z kolei kobiety zdawały się przejawiać niezrozumiałą, ale natychmiastową wręcz niechęć do Fleur. Nie widzimy jej nigdy w otoczeniu przyjaciółek, mało tego - wielokrotnie z ust Hermiony czy Ginny słyszymy obraźliwe uwagi pod jej adresem. Czy spowodowane jest to wyłącznie zazdrością o urodę? Nie brzmi to prawdopodobnie, zwłaszcza w przypadku panny Granger. Możliwe, że na kobiety czar Fleur działał odwrotnie. Ponadto, gdy jej nazwisko wypadło z Czary Ognia, pozostali uczniowe Beaubatons... lamentują. Nie biją jej braw, jak uczynili to uczniowie Hogwartu i Durmstrangu swoim zawodnikom, dwie nastolatki obejmują się, płacząc. Wspaniałe uczucie, prawda? Fleur nie ma bliskich przyjaciół, chłopaka, nikt nie cieszy się, że zakwalifikowała się do Turnieju Trójmagicznego. Jedyną osobą, którą może ona chcieć uratować podczas drugiego zadania, jest jej siostra.

Wiele wątpliwości wzbudza również sama Czara Ognia. Dlaczego nie rozpoznała ona oszustwa Barty'ego Croucha? Jeśli została zaczarowana, dlaczego żaden pracownik Ministerstwa Magii nie wykrył oszustwa? Czy zostało przeprowadzone jakiekolwiek śledztwo w tym kierunku? Na te pytania fani także starają się odpowiedzieć. Nie zapominajmy, że odpowiedzialnym za organizację Turnieju był Barty Crouch Senior, który utrzymywał syna pod kontrolą za pomocą zaklęć. Czy dla Juniora byłoby problemem za pomocą imperiusa bądź confundusa zmusić ojca do porzucenia dochodzenia w sprawie oszustwa? Tego, niestety, raczej się nie dowiemy, gdyż Crouch Senior został zamordowany przez syna podczas Turnieju, Juniora natomiast spotkał los gorszy od śmierci: pocałunek dementora.

Na zakończenie chciałabym życzyć Lordowi Voldemortowi, aby kolejne pokolenia dzieci i nastolatków czytały książki o jego walce o czystą krew wśród czarodziejów z równym zapałem, co ich poprzednicy, gdy byli w ich wieku :)
Katarzyna Zaród