Strona główna

Beowulf w popkulturze

Beowulf w popkulturze, czyli ile wariacji można stworzyć wokół jednego mitu…

Beowulf to najstarszy zachowany anglosaski epicki poemat heroiczny, którego akcja rozgrywa się około VI wieku n.e. Dzieło liczące 3182 wersy, napisane systemem aliteracyjnym, zostało zredagowane w roku mniej więcej 1000, w dialekcie zachodniosaskim języka staroangielskiego, prawdopodobnie przez dwóch skrybów. Rękopis znajduje się obecnie w Bibliotece Brytyjskiej. Pierwszego przekładu na język nowożytny – duński – dokonał Mikołaj Grundtvig.

„What the fuck?” – z pewnością zakrzyknęło w tej chwili wielu moich czytelników, pospiesznie zamykając okno z niniejszym artykułem. Zwrócę się więc do tych, którzy wytrwali. Czytaliście może wyżej wymienioną pozycję? Zapewne niewielu z Was nie zaprzeczyło. Dlaczego? Na to pytanie można odpowiedzieć jedynie kolejnym pytaniem. Kto w dzisiejszych czasach czyta takie rzeczy? Otóż… prawie nikt. Do chwalebnych wyjątków należę ja, ze trzech innych redaktorów Efantastyki i nieliczne grono pasjonatów tematu, do tych mniej chwalebnych – studenci, którzy muszą.

Zapytam więc inaczej. Kto z Was kojarzy imię głównego bohatera? Założę się, że tu już padło znacznie więcej odpowiedzi twierdzących. Znajdujecie się właśnie na portalu poświęconym fantastyce, a to pozwala mi wnioskować, że ten gatunek jest Wam, mniej lub bardziej, bliski. Kim wobec tego jest Beowulf dla przeciętnego miłośnika owego nurtu? O, właśnie! Sławnym herosem fantasy. Beowulf… Beowulf! Tak! Coś jak Conan. Jak Geralt albo inny Aragorn.

W jaki sposób mityczny wczesnośredniowieczny władca Geatów ewoluował do roli ważnej postaci światowej popkultury? Normalnie. Mianowicie, tak samo jak Artur, Merlin czy Baba Jaga. Dzięki licznym ludziom sztuki, poszukującym natchnienia tam, gdzie jest go najwięcej – w źródłach pierwotnych, mitach i legendach. A, co by nie mówić, opowieść o Beowulfie doskonale wpasowuje się w schemat inspiracji dla twórców fantastyki. Niezwyciężony bohater o sile trzydziestu chłopa – jest. Okrutny potwór do zgromienia – jest. Skarb do zdobycia – jest. Smok – jest. Tragizm i patos – są. Wymowne niedopowiedzenia, do których można dopisać własną historię – takoż. Czego więcej chcieć? Nic tylko pisać, kręcić i…walczyć o prawo wolnej interpretacji.

Na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat, to głównie filmowcy udowodnili nam, jak wiele można zrobić z jednym Beowulfem i w ilu konwencjach da się osadzić rozmaite wersje tego samego mitu. Bohater poematu to prawdziwy Legion, człowiek o niezliczonej liczbie twarzy. Jednak nie tylko on stanowi źródło inspiracji. Twórcy jeszcze bardziej upodobali sobie Grendela, któremu nadano imponującą mnogość rozmaitych form. Obmyślanie tego, jak powinien wyglądać i w jaki sposób walczyć niezidentyfikowany potwór, nie jest najwidoczniej wystarczająco ciekawą rozrywką. Znacznie bardziej interesujące okazały się dywagacje na temat pochodzenia bestii i dorabianie jej coraz to oryginalniejszych rodowodów. A to tylko dlatego, że wedle oryginału poczwara posiada ojca nieznanego…

Przyjrzyjmy się więc różnym wersjom Beowulfa. Celowo nie przedstawiam ich w porządku chronologicznym. Dlaczego? Przekonajcie się sami.

1. Beowulf – opcja mega-turbo-epic heroic fantasy

Najbardziej popularnym filmem o Beowulfie jest niewątpliwie, wykonany w ciekawej i innowacyjnej technologii motion capture, obraz z 2007 roku, w reżyserii Roberta Zemeckisa, według scenariusza Rogera Avery’ego oraz Neila Gaimana.

Mamy tutaj przykład najbardziej typowej hollywoodzkiej produkcji z gatunku heroic fantasy. Bohater przepakowany do granic możliwości, mnóstwo efektów specjalnych, nienaturalnie wyglądające potwory rodem z gier komputerowych… Trochę irytujący bywa Beowulf noszący kolczugę na gołe ciało, walczący z Grendelem zupełnie nago, czy też skaczący po belkach na suficie niczym prawdziwy ninja. Na wszystko to jednak da się bez problemu przymknąć oko, gdyż film jako całość prezentuje się naprawdę świetnie i niezwykle miło się go ogląda.

Warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób została opowiedziana historia mitycznego bohatera. Beowulf jest tutaj do bólu typowym herosem fantasy. Pod względem patosu produkcja bije na głowę nawet swój epicki pierwowzór. Ogromne wrażenie robi jednak fabuła dobudowana wokół poematu, który w standardowej wersji książkowej zajmuje jedynie około stu stron. Scenarzyści stworzyli niezwykłą, magiczna otoczkę klasycznego fantasy i doskonale, z dbałością o każdy, najmniejszy nawet szczegół, wpasowali ją między fakty znane z pierwotnej opowieści. Przepięknie wykorzystali też motyw tożsamości Grendela i to z niego uknuli całą główną intrygę.

Jednym słowem – dobra robota. Wodze fantazji puszczone do maksimum, konieczny poziom hollywoodzkości zachowany, a z mitem nic się nie kłóci.

2. Beowulf – opcja dark-cornwellowska

Mój ukochany film o Beowulfie to Beowulf & Grendel, w Polsce znany pod tytułem Beowulf: Droga do sprawiedliwości, z 2005 roku. Reżyserem jest Sturla Gunnarson, a za produkcję odpowiadają Kanada, Islandia oraz Wielka Brytania.

Jak nietrudno się domyślić, poziom hollywoodzkości jest tutaj znacznie niższy. A właściwie… żaden. Na szczęście! Osobiście, choć obraz Zemeckisa bardzo mi się podobał, jestem wprost zachwycona wersją Gunnarsona – realistyczną i nie ubarwioną nadmiernym patosem i epickością. Produkcja skupia się wyłącznie na spotkaniu Beowulfa z Grendelem, czyli tylko pierwszej części poematu. Historia została tutaj przedstawiona w taki sposób, w jaki mogła wydarzyć się naprawdę. Otrzymujemy wersję zdarzeń przed poetycką obróbką w wykonaniu bliżej nieznanego skalda. Opowieść nie traci przy tym na uroku. Ba! Nawet zyskuje! Twórcy przenoszą widza w surowy, okrutny i brutalny świat wczesnośredniowiecznej Skandynawii. Beowulf jest zupełnie zwyczajnym, choć niezwykle odważnym i mężnym człowiekiem, a Grendel wcale nie okazuje się nadprzyrodzoną istotą. Ta wersja budzi we mnie skojarzenia z prozą Bernarda Cornwella i jego wizją legendy arturiańskiej.

3. Beowulf – opcja psychodeliczno-senna

Do filmowych wyobrażeń Beowulfa, które przypadły mi do gustu, należy także krótkometrażowa animacja z 1998 roku – Animated Epics: Beowulf.

Jest to wersja najbliższa oryginalnej pod względem fabularnym. W bardzo ładnej, nietypowej oprawie przedstawiono tu wydarzenia dokładnie i wiernie odwzorowane z poematu.

Najbardziej ucieszył mnie jednak fakt, że została zachowana „struktura opowieści”. Widz wciela się w rolę kogoś, kto słucha sagi snutej przez skalda. Narrator opowiada, a obraz… płynie. Taka była intencja twórców, dzięki czemu film osiągnął efekt sennego widziadła, majaku. Doznania dźwiękowe są celowo znacznie wyraźniejsze niż wizualne. Chwilami pojawia się nieco psychodeliczne wrażenie, ale właśnie tak mogłaby działać wyobraźnia człowieka słuchającego tej historii, nie zaś oglądającego ją.

4. Beowulf – opcja futurystyczno-postapokaliptyczno-industrialno-wiedźmińska

Udziwnione wariacje na temat Beowulfa zaczynają się dopiero, gdy spragnieni kolejnych wersji przygód ulubionego bohatera, sięgamy po niskobudżetowy film z 1999 roku w reżyserii Grahama Bakera – Beowulf: Pogromca ciemności.

Czeka nas tutaj niebywałe zaskoczenie. Na ekranie widzimy Beowulfa w roli… mrocznego obrońcy postapokaliptycznego świata. Przy dźwiękach industrialnej muzyki nasz heros przemierza futurystyczną rzeczywistość. Zdziwieni? A wyobraźcie sobie, że to nie koniec niespodzianek. Główny bohater wygląda bowiem i zachowuje się dokładnie jak… Geralt z Rivii. Nic dodać, nic ująć, wiedźmin jak się patrzy.

5. Beowulf – opcja słodko-głupawa

Ale to nadal nie koniec dziwnych wersji opowieści o Beowulfie. Jeżeli wyżej opisana powaliła Was na kolana, oznacza to tylko jedno – nie widzieliście australijskiego filmu animowanego z roku 1981 o wdzięcznym tytule Grendel Grendel Grendel, w reżyserii Alexandera Stitta.

Jeżeli odczuwacie nieodparte pragnienie przerobienia swojego mózgu na kisiel koniecznie obejrzyjcie ten obraz. Zaczyna się kilkuminutowym wstępem dokumentalnym. Wydaje Wam się, że macie do czynienia z poważną produkcją? Nic bardziej błędnego! Po chwili bowiem na ekranie pojawia się banalnie prosta, jednowymiarowa animacja i postaci prowadzące dialog w stylu Monty Phytona. Szczyt szczytów? Gdzież tam! Wystarczy poczekać jeszcze moment, by usłyszeć milusią pioseneczkę niczym z disnejowskiej Królewny Śnieżki, traktującą o tym, jak… mamusia kocha swojego ślicznego, małego Grendelka.

Mityczna bestia jest tutaj bowiem ofiarą systemu uosabianego przez bandę przygłupich wikingów. Film opowiada o miłości potwornej rodzicielki do jej przesłodkiego syneczka, który chce się tylko pobawić grupą patentowanych idiotów gadających od rzeczy i sprawić przyjemność mamie, przynosząc jej raz po raz nowe prezenty w postaci kolejnych okazów wyżej wymienionej hołoty.

Beowulf – opcja „filmowcy przeciwko rasizmowi”

Jeżeli którakolwiek z wymienionych do tej pory wizji Was przeraziła lub ogłupiła, uzbrójcie się w cierpliwość, ponieważ nie wyciągnęłam jeszcze z rękawa ostatniego Asa. Jest nim najnowszy, wyprodukowany w 2007 roku, tuż po dziele Zemeckisa, film o Beowulfie – Beowulf: Prince of the Geats w reżyserii Scotta Wegenera. Obraz ten nie odniósł komercyjnego sukcesu. Ciekawe dlaczego?

Odpowiedź jest prosta. Widzowie to podli rasiści! Nie docenili nowatorskiej wizji twórców. Nie przekonały ich także szczytne cele filmowców, którzy postanowili przekazać 100% zysków z produkcji na cele charytatywne. Czarnoskóry Beowulf wywołał efekt przeciwny do zamierzonego. A mamy przecież epokę powszechnego kultu wszechtolerancji…

Tak, dobrze przeczytaliście. Oh, fuck! Beowulf is black...

Nie tylko film

Beowulf stanowi źródło niezawodnej inspiracji nie tylko dla filmowców. W ostatnich latach opowieść ożyła także w innych dziełach popkultury.

Beowulf w obrazkach

Bohater anglosaskiego poematu kilkakrotnie został wykorzystany przez twórców komiksów. Jako pierwsi sięgnęli po tę historię Michael Uslan i Ricardo Villamonte. Ich dzieło składa się z sześciu numerów opublikowanych w latach 1975 i 1976 przez wydawnictwo DC Comics. W tej wersji Beowulf stopniowo ewoluuje – rozpoczyna swoją karierę jako zabójca potworów z gatunku magii i miecza, a potem fabuła stopniowo skręca w kierunku science fiction... Także wygląd samego herosa potrafi ubawić odbiorcę do łez – nosi on bowiem metalowy ochraniacz krocza oraz hełm przyozdobiony tak ogromnym porożem, że aż strach domniemywać z kim to musiała zadać się jego szanowna małżonka.

Inne komiksy, na których kartach pojawił się Beowulf to: powieść graficzna z 1984 roku, wydana w ramach serii First Comics, jeden z tytułów kanadyjskiego cyklu Speakeasy Comics z 2005 roku i cyberpunkowy komiks, który ukazał się w 2006 roku nakładem Antarctic Press. W roku 2007 natomiast, pod wpływem sukcesu odniesionego przez dzieło Zemeckisa, powstały: Beowulf Steve’a Sterna i Pedra Delgado oraz powieść obrazkowa wydawnictwa IDW Publishing, oparta na wyżej wymienionej filmowej adaptacji.

Beowulf wirtualny

Co to za heros, który nie posiada własnej gry komputerowej? A Beowulf to przecież nie pierwszy lepszy bohater, prawda? Toteż o wyniesienie go na wyższy level popkultury zadbała wytwórnia Ubisoft Studios, która w 2007 (a jakże!) roku wypuściła na rynek tytuł Beowulf. The Game. W Polsce dystrybutor tej produkcji to Cenega. Gra jest przeznaczona dla osób pełnoletnich.

Twórcy oferują tutaj do wyboru dwa różne sposoby przedstawienia Beowulfa. Można wcielić się w szlachetne alterego bohatera-obrońcy ludzkości, albo w jego ciemną stronę – barbarzyńcę opętanego żądzą złota i potęgi. Jaki heros się komu podoba, takiego będzie miał. Ot, taki beowulfowy dualizm…

Beowulf inspiracją dla literatów

Fakt, że wśród wszystkich tych filmów, komiksów i gier znalazła się dotychczas tylko jedna powieść, opisująca historię o Beowulfie, może zastanawiać. Bohater i jego dzieje wydają się przecież bardzo wdzięcznym materiałem na inspirację także dla literatów. Do tej pory jednak wyzwanie podjęła tylko jedna pisarka – Caitlín R. Kiernan. Jej dzieło ukazało się w Polsce w 2007 roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Zostało ono stworzone na podstawie scenariusza do obrazu Zemeckisa autorstwa Neila Gaimana oraz Rogera Avaryego i stanowi rozszerzenie wizji wyżej wymienionych scenarzystów.

Książka porusza wiele kwestii nie przedstawionych na ekranie. Kiernan nie tylko zgrabnie przełożyła historię z obrazu na język prozy, ale także dodała wiele od siebie, wzbogaciła tę opowieść i uczyniła ją jeszcze bardziej fascynującą oraz pełną uroku. Jednocześnie odarła ją z hollywoodzkiej super-mega-turbo otoczki, co zdecydowanie zadziałało na korzyść utworu. Mimo iż z początku byłam sceptycznie nastawiona do powieści spisanej na podstawie filmowego scenariusza, efekt naprawdę mnie zaskoczył.

Beowulf tolkienowski

Nie sposób też pominąć kwestii z pewnością bardzo interesującej dla miłośników fantastyki – mianowicie fascynacji Beowulfem, jakiej uległ jeden z najsłynniejszych twórców gatunku, J.R.R. Tolkien. Ojciec Śródziemia napisał w swoim sławnym eseju Beowulf: The Monsters and the Critics, że bohater anglosaskiego poematu jest dla niego uosobieniem archetypu herosa z północy, tzw. Smokobójcy (The Dragon-Slayer). To właśnie Beowulf do spółki z Sigurdem z Sagi o Völsungach był prototypem tolkienowskiego Turina.

A jak Ty widzisz Beowulfa?

Na szczęście, Beowulf to bohater trudny do wyeksploatowania. Jak Conan czy Thorgal – nie nudzi się nigdy. Dla przyszłych pokoleń twórców pozostało jeszcze ogromne pole do popisu. Możliwości jest bez liku. Może tak na przykład… Beowulf Ninja albo Beowulf steampunkowy? Beowulf w Rzeczpospolitej Szlacheckiej – może Jacek Komuda się pokusi? Beowulf i święty Graal? Beowulf w Krainie Czarów? Beowulf i Drużyna Pierścienia? Beowulf w kosmosie? Beowulf uczy w Hogwarcie obrony przed czarną magią? Beowulf Ostatni Ronin – temat samurajów to przecież ostatnio taki modny motyw… Hmmm… Skoro już idziemy tym tropem to proponuję Beowulfa-wampira albo Beowulfa-wilkołaka. Te konwencje wychodzą już z mody? W takim razie… Beowulf-nefilim, Beowulf-upadły anioł, Beowulf i Lucyfer? Wciąż za mało mroku, zła i jedzenia kotów? Beowulf z Najgłębszych Otchłani Piekielnych! A co tam! Można też pokusić się o inne motywy na topie. Macie ochotę poczytać paranormal romance z Beowulfem w roli głównej? A może chętniej obejrzelibyście operę mydlaną pt. „Ostatnie chwile Beowulfa”? Genialnie wpasowuje się w trend poszukiwań ojca Grendela. Nic tylko kręcić filmy, pisać powieści, produkować gry, tworzyć systemy RPG, malować obrazy, komponować utwory muzyczne, wystawiać operetki i pantomimy…

Twórco! Apeluję do Ciebie! Pokaż nam Beowulfa, jakiego jeszcze nie znamy! Wierzę w Ciebie i Twoją inwencję! Do dzieła!

Paulina Maria "Lorelay" Szymborska-Karcz

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi