Współlokator (miniaturka)
Ja rozumiem, że dzieci mogą się bać straszydła zza nocnego okna czy innych oślizgłych łap wysuwających się z szafy. Ja rozumiem nawet to, że dorosły człowiek po obejrzeniu horroru (ale tylko jakiegoś dobrego) może czuć się niepewnie, gdy wchodzi do ciemnego pomieszczenia. Ale, do jasnej Anieli, dlaczego ja, poważna studentka psychologii, muszę mieszkać w jednym pokoju razem z tym włochatym, zakurzonym stworzeniem? Pewnie teraz zadajecie sobie pytanie o co mi chodzi. Otóż sprawa jest prosta. Pod moim ślicznym łóżku na czterech żelaznych nogach zamieszkał sobie potwór. Tak, nie macie przewidzeń. I nawet rozumiem, że o tym pomyśleliście, bo jak pierwszy raz zobaczyłam Florka (tak, proszę państwa, monstrum spod łóżka ma na imię Florian) zaczęłam się zastanawiać czy nie zjadłam czasem przeterminowanego jogurtu. A może pomyślałam o spleśniałym chlebie? Nie wiem, to jest nieistotne. W każdym razie, przeszukiwałam mój umysł w celu odnalezienia wytłumaczenia na to, co widzę. Rzecz jasna, wytłumaczenia lepszego niż choroba psychiczna, bo to akurat nie wchodziło w grę. Skoro racjonalne wyjaśnienie się nie pojawiło przyjęłam fakt istnienia Florka jako fakt niezaprzeczalny. I tak zostałam niemal zmuszona do dzielenia pokoju z tym futrzastym obrzydliwcem. No bo jak mogłabym wyrzucić własnego potwora spod łóżka? Na dodatek paskudnik się przydaje – wyjada wszystkie kurzowe króliczki, które tworzą się w zakamarkach, do których odkurzaczem zwyczajnie nie chce mi się sięgać. Oczywiście mieszkanie razem z Florkiem ma swoje minusy. Właściwie to dzielenie przestrzeni życiowej z jakimkolwiek współlokatorem ma swoje minusy, ale te są dość hmm… specyficzne. Jego zabawy (łapanie moich absztyfikantów za kostki, gdy ci tylko próbują mnie pocałować) bywają irytujące, a wydawane dźwięki (donośne chrapanie, a czasami mlaskanie w trakcie nocnego pożerania króliczków) nie dają mi spać. Drażniące jest też to, że gdy zapomnę o tym różowym wstręciuchu (czy wspominałam już o tym, że futerko Floriana jest różowe, a wręcz oczojebnie różowe?) i zacznę rozbierać/przebierać się w pokoju on gwiżdże niczym robotnicy miejscy za przechodzącą panienką i robi przy tym wyjątkowo sprośna minę. Ale, tak na dobrą sprawę, wszystkie wady są rekompensowane przez to, że w czasie jesiennej czy każdej innej depresji zawsze mam się do kogo przytulić.
Sadistic Angel
Wrzosowiska, 05.10.2009 23:05



















































Odpowiedzi
Słuchałam sobie spokojnie
Słuchałam sobie spokojnie płyty nagranej przez Welę i oto doznałam olśnienia. Może i to olśnienie zbyt dobre nie jest, ale jest, o!
A olśnienie spadło na mnie przy tej oto piosence http://www.youtube.com/watch?v=iWGOBVnJEM4
Nie czytałam przed wrzuceniem, bo jestem chora, boli mnie głowa i mi się zwyczajnie nie chce. Wszelakie błędy wytykać można (byle nie w sposób agresywny i nie paluchem ;p).
---
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/
Słodkie. Aktualnie mi się
Słodkie. Aktualnie mi się podoba, ale jestem właśnie po pisaniu wypracowania "Co jsem dělala o prázdninách?" przy użyciu słownika niemiecko-czeskiego, więc mam whiskas z mózgu. Nie wiem, co powiem, kiedy znormalnieję ;p Szukania błędów w tym stanie odmawiam stanowczo.
"Nie czytałam przed
"Nie czytałam przed wrzuceniem, bo jestem chora, boli mnie głowa i mi się zwyczajnie nie chce."
I tym właśnie mnie uspokoiłaś.
Moja rada: wstań rano wyspana i rześka i... przeczytaj :D
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Na czytanie nadal brak sił.
Na czytanie nadal brak sił. Jestem jeszcze bardziej chora, jeszcze bardziej boli mnie głowa. I w dodatku czeka mnie uczelnia. Do samego wieczora. < umiera sobie po cichu >
---
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
"Skromność właściwie nie jest moją specjalnością."
/Salvador Dali/