Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu (DVD) - recenzja

    Z filmami, niestety, nie mam wiele wspólnego. Od czasu do czasu obejrzę jakąś nowość, lecz produkcja musi mnie do siebie bardzo przekonać, abym skusił się na wypad na nią do kina. Osobiście preferuję literaturę, ponieważ mogę sobie wyobrazić wydarzenia, postacie i całą scenerię, a nie narzuca mi tego reżyser. W szczególności moja opinia o filmowych adaptacjach książek nie jest za dobra. Zbyt wiele nieścisłości w porównaniu z wersją papierową oraz całkowicie nie zgodne z moimi odczuciami wykreowanie świata sprawiają, że zazwyczaj trzymam się od takich produkcji z daleka. Oczywiście od mojego uprzedzenia występują wyjątki, takie jak trylogia Władca Pierścieni. Jako, że lubię poddawać moje stereotypy próbom, z wielkim zadowoleniem przyjąłem propozycję recenzji trzeciej części Opowieści z Narnii.

    Grafika na opakowaniu płyty prezentuje się dość standardowo. Większość, czego oczekuję po takiej produkcji, jest, ale brakuje „pewnej rzeczy”, która sprawiłaby, że mógłbym powiedzieć o niej – oryginalna. Co do zawartości, zostałem mile zaskoczony. Oprócz samej płyty, w środku, znalazłem pewnego rodzaju przewodnik. Jest w nim mapa Narnii, na którą, muszę przyznać, zerknąłem tylko okiem, pomimo iż jej wykonanie nie budzi moich zastrzeżeń. Na kolejnych stronach odszukałem ciekawe informacje oraz, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, gry. Rzadko kiedy kupuję filmy, jednak mogę stwierdzić, że zdjęcia zza kulis oraz opis o dziele są powszechnym rozwiązaniem. Ciekawym dodatkiem, szczególnie dla młodszych kinomanów, jest gra planszowa Pomóż królowi Kaspianowi, Lucy, Edmundowi i Eustachemu odnaleźć wszystkie miecze. Osobiście się w nią nie zagłębiałem, ale na pewno dzieciaki miałyby z niej wielką uciechę.

    Co wiedziałem o ekranizacjach książek C.S Lewisa? W sumie muszę przyznać, że niewiele. Jeszcze jako gimnazjalista próbowałem zanurzyć się w adaptacje książek tego autora. Niestety nie było mi pisane obejrzeć całość, skończyłem na pierwszej odsłonie – Lew, czarownica i stara szafa. Na ekranizację następnej części nie zwróciłem nawet uwagi. Dla mnie cały ten cykl, zarówno filmy jak i książki, za bardzo przypomina historię Harry'ego Potter'a. Nie doszukuję się tutaj analogi w fabule. Raczej podświadomie zaszufladkowałem te dwa tytuły w jednej kategorii. Księcia Kaspiana obejrzałem dopiero, gdy wiedziałem, że będzie mi dane ocenić Podróż Wędrowca do Świtu.

    Produkcja przenosi tak samo jak poprzednie części do świata Narnii. Niespodzianką jest natomiast to, że nie ujrzałem w filmie wszystkich bohaterów znanych mi z wcześniejszych odsłon. Większość akcji toczy się na statku, od nazwy którego pochodzi tytuł dzieła.

    Mimo iż w czasie oglądania nie doczekałem się skomplikowanych wątków i dreszczyku emocji, jestem bardzo zdumiony tym, jakie wrażenie wywarł na mnie film. Oderwałem się od rzeczywistości i zapomniałem o wszystkich kłopotach, ciesząc się weekendem. Okazało się, że to było to, czego potrzebowałem. Prosta fabuła, umiarkowana dawka humoru oraz przygody głównych bohaterów pozwoliły mi w bardzo miły sposób odpocząć.

    Jak można domyśleć się po wcześniejszym akapicie, nie brakowało zabawnych scen. Często dość stereotypowe żarty oraz cyniczne wypowiedzi jednego z bohaterów potrafiły mnie rozbawić do łez. Nie jest to może kino na samotny wieczór dla dwudziestolatka, dla mnie to idealne rozwiązanie na spotkania z bliskimi, z którymi na spokojnie można sobie usiąść przed telewizorem.

    Obsada także mnie nie zawiodła. George Henley idealnie wpasowała się w dobroduszną małą dziewczynkę, która pomimo swojego wieku rozumie otaczający ją świat i odnajduje się w nim. Wykreowana przez nią postać Łucji przemówiła do mnie. Jednak nie mogę zapomnieć o genialnych rolach Skandara Keynes'a, Bena Barnesa oraz Will Poltera. Bohaterzy tacy jak książę Kaspian, Edmund czy Eustachy, mimo iż, moim zdaniem, przyćmieni przez blask najmłodszej kobiety w filmie, również zasługują na uznanie.

    Dzieło w bardzo dobry sposób zaznacza kompleksy młodych ludzi, a nawet bym powiedział, że także dorosłych. Młodzieniec, który podświadomie chciałby wyjść z cienia i udowodnić swoje męstwo, dziewczynka marząca o urodzie oraz chłopiec uważający wszystkich wokół za gorszych od siebie.

    Na portalach internetowych się z różnymi opiniami na temat tego filmu. Wielkim zdziwieniem była dla mnie niska nota użytkowników za to dzieło. Co prawda film nie zaliczyłbym do wybitnych, o którym będziemy dyskutować przez następną dekadę, nie posiada również wielu dopracowanych do perfekcji efektów specjalnych, fabuła nie jest zawiła, przez co zrozumie ją zarówno odbiorca w wieku ośmiu lat, jak i osiemdziesięciu ośmiu. Skąd więc moje zafascynowanie produkcją? Otóż poczułem pewną magię. Nie zostanę fanem serii, nie zamierzam wybierać się na konwenty poświęcone Narnii, jednak był to dla mnie mile spędzony czas, a tego od filmu oczekuję w pierwszej kolejności. Łatwe rodzinne kino, które, moim zdaniem, każdy z chęcią obejrzy.

    Mariusz Sowinho Sowa
    Redakcja i korekta:

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy ….

    Film Freak: https://www.facebook.com/FilmFreak.Imperial

    Film na DVD możecie zakupić tutaj

    Oryginalny tytuł:The Chronicles of Narnia: The voyage of the dawn treader
    Gatunek: Akcja | Przygodowy | Fantasy
    Długość: 108 minut
    Język: angielski
    Produkcja / Rok: USA, Wielka Brytania
    Premiera:25.12.2010
    Reżyseria:Michael Apted
    Scenariusz: Michael Petroni, Stephen McFeely, Christopher Markus
    Producent: Mark Johnson, Andrew Adamson, Philip Steuer
    Muzyka: David Arnold
    Zdjęcia: Dante Spinotti

    Obsada:

    Georgie Henley – Łucja Pevensie
    Skandar Keynes – Edmund Pevensie
    Ben Barnes - Kaspian
    Will Poulter – Edmund Scrubb

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Komentarze

    No Avatar
    Veris on sob., 09/20/2014 - 19:08

    Z początku chciałam napisać jedynie, że film był słaby, jednak bardzo szybko naszły mnie wspomnienia, które spisałam na blogu: http://efantastyka.pl/blogi-lew-czarownica-i-moja-wyobra%C5%BAnia :)

    Obrazek użytkownika YoAnna
    YoAnna on sob., 09/20/2014 - 22:34

    Mnie ta część też najmniej się podobała. Najchętniej lubię wracać do "jedynki".