Gdy wreszcie zmorzył go sen na dobre, usnął tak twardo, że nic nie było go w stanie obudzić, dopiero zerwał się z łóżka, gdy Never zrzucił niechcący radio na podłogę.
- O rany, zaspałem! – zawołał, wyskakując zza parawanu – Która godzina?
- Prawie północ – odpowiedział mu Never – Tak to jest, jak się kocołuje po nocy. Fronda poleciał już dawno do Agnes czy tam innej swojej wariatki. Właściwie był trochę zły, mówił, że jak następnym razem, będziesz mu zadawać jakieś abstrakcyjne pytania, kiedy on chce spać, to cię spierze.
Gerard potrząsnął lekko głową.
- Kogo miałem spytać? To niełatwe problemy – westchnął – Słuchaj, czy on jest naprawdę wierzący?
Hindus uśmiechnął się po kociemu.
- Jasne – rzekł – Nawet chodzi do kościoła w niedziele i święta. To wymaga nie lada samozaparcia, bo wśród takiego nagromadzenia ludzi o jednakowo ukierunkowanej uwadze wampir czuje się mniejwięcej tak, jakby mrówki go oblazły. Większość wampirów jest zbyt sensytywna, by wysiedzieć w jakiejkolwiek świątyni, ale Fronda to cholerny uparciuch. Wytrzymał emanację srebra, póki się nie zdołał uodpornić, to wytrzyma wszystko i jeszcze trochę. Ubieraj się szybciej, zmarnowałeś dość nocy.
Aktor sięgnął po koszulę.
- Jak on to wszystko godzi? - mruknął po cichu. Jemu samemu nie mieściło się to wszystko w głowie, choć przyznawał, że dla średniowiecznego rycerza coś, co dla niego było nie do pogodzenia, mogło być najzupełniej zgodne z logiką. W końcu nie był przecież dzieckiem tej samej epoki co Gerard, a w jego czasach wiara była dużo silniejsza i w sposób znaczący wpływała na wszystkie dziedziny życia. Gerard Philipe żałował, że nie ma tej wiary co Fronda, byłoby mu łatwiej, nie umiał jednak wierzyć tak jak on. Dla niego świat był materialny i poznawalny, dopiero teraz zaczynał rozumieć, co kryje się poza rzeczami określonymi przez naukę, jak dziwne panopticum osobliwości, z którego ludzie nie zdawali sobie sprawy. To wszystko razem sprawiało, że czuł się teraz rozbity jak nigdy dotąd. U wampirów nastrój ma szczególny wpływ na fizyczne samopoczucie, dużo silniejszy niż u ludzi i dużo brutalniejszy, a jego nastrój był teraz paskudny jak nigdy. Never zdawał się dobrze to postrzegać, i choć z natury nie był skłonny do współczucia, postanowił mu pomóc.
- Chodźmy do ‘La lontananza’ – zaproponował – Mają tam fantastyczne striptizerki, a i kelnerkom niczego nie można zarzucić. To każdemu poprawi nastrój. Odrobina zabawy nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a wygląda na to, że tobie tego naprawdę trzeba.
- Dobrze. - zgodził się Gerard bez entuzjazmu. Słyszał dużo o klubie striptizowym, prowadzonym przez wampirzyce z grupy Erziki Szabo, do tej pory jednak go nie odwiedził. Nie lubił striptizowych pokazów. Traktowani kobiety jak zabawki, służącej podnieceniu zmysłów, kłóciło się z jego wrodzonym poczuciem przyzwoitości i poszanowaniem godności drugiego człowieka. O Erzice wiedział też dużo, głównie od Frondy, który był kiedyś jej kochankiem i do tej pory nie zapomniał o niej, dotąd jednak nie spotkał ani jej, ani żadnej innej wampirzycy, może dlatego, że w tej sztucznie utworzonej nacji obie płcie rzeczywiście unikały się nawzajem. Wogóle określenie „wampirzyca” kojarzyło mu się z drapieżną, bezwzględną istotą, z przyjemnym zdumieniem odkrył więc, że pracujące w klubie dziewczyny wyglądają na miłe, urocze, i łagodne stworzenia. Upiorzyce z filmów grozy nie mogły mieć z nimi nic wspólnego.
- Krwawa Mary nr 13, razy dwa. - Never zatrzymał jedną z kelnerek, eteryczną blondynkę w prześwitującej sukience z czarnego tiulu i podał jej swoją wizytówkę. Po chwili dziewczyna przyniosła dwie wysokie szklanki, napełnione do wysokości trzech czwartych nieprzejrzystym, rubinowym płynem.
- Pij śmiało, to koktajl specjalnie dla nas, z dodatkiem soku pomidowego i ginu – Never wziął sobie jedną ze szklanek i napił się z widoczną rozkoszą – Dla specjalnych gości jest tu wszystko, ale trzeba mieć identyfikator, jak widziałeś. Konspiracja przede wszystkim. Dziewczyny zabawiają się tak już dłuższy czas, a jeszcze nikt nie wpadł na ich trop.
Gerard słuchał go niezbyt uważnie, nieszczęśliwy jeszcze bardziej, niż przedtem, gdyż widok tych pięknych dziewczyn, nieskrępowanych w swej wesołości, przypomniał mu Anne, najmilszą szarą mysz, skromną i niepozorną. Coraz mocniej czuł, że taka nieśmiertelność, pozbawiona najbliższych i zmuszająca do ukrywania się przed światem, niewiele jest warta.
- Czy ja mógłbym kogoś utrwalić? - spytał ostrożnie, starając się nie zdradzić przed Neverem swoich myśli.
- Za jakiś czas tak. Za kilkadziesiąt lat być może... - odpowiedział mu Hindus obojętnie.
- Dlaczego dopiero wtedy? - Gerard nie umiał ukryć rozczarowania, na które jego przyjaciel nie zwrócił pozornie uwagi.
- Dlaczego? Równie dobrze mógłbyś spytać, dlaczego pięcioletnia dziewczynka nie może urodzić dziecka – odrzekł – Nie umiesz też jeszcze rozpoznawać, kto się nadaje, a kto nie, a uwierz mi, to niełatwa sprawa.
Aktor zwiesił głowę.
- Czy tylko ja nie mogę przestać myśleć o tym, co było i nie wróci? - spytał z goryczą.
- Pij – doradził mu Never – Musisz przez to wszystko przejść jak przez ospę wietrzną. Trochę alkoholu wybornie pomaga znosić takie napady. Mówię poważnie: ja żułem haszysz, żeby znieść samego siebie, gdy zorientowałem się w przemianie, tobie jednak tego nie polecam ani wogóle nikomu.
- U ciebie przemiana zaszła samorzutnie? - spytał Gerard, posłusznie upijając kilka łyków ze swej szklanki. Napój miał przyjemny, lekko słony smak i niewątpliwie zawierał sporo ginu, dość, by można było się nim oszołomić.
- Owszem, kiedy przestał działać hormon wzrostu, wydzielany przez przysadkę mózgową – odparł Never – To ten hormon nie pozwala nam, np. utrwalać dzieci ani też pić ich krwi. Zapamiętaj ty dobrze, nigdy nie atakuj dziecka, choćbyś nawet umierał z głodu, bo zrobisz sobie krzywdę, i to poważną.
- I tak bym tego nie zrobił. A krew zwierząt? - Gerard z wdzięcznością przyjął od ładnej kelnerki następnego drinka i sączył go wolno, rozkoszując się niepodobnym do niczego smakiem. Never pokręcił głową.
- Odpada – rzekł stanowczo – Ryzykujesz przejęcie zwierzęcych cech, a nawet chorobę psychiczną. Nie czerp wiedzy z horrorów, tam zazwyczaj nie ma słowa prawdy, i pewnie dlatego Fronda tak je lubi. Mówi, że go odprężają.
- Jak on zdołał zachować równowagę psychiczną? Przecież urodził się w głębokim średniowieczu, jak on może odnajdywać się w dwudziestym wieku? - westchnął aktor. Wciąż nie mogło mu się pomieścić w głowie tyle przeżytych wieków. Hindus wzruszył ramionami.
- Bez przesady, w końcu on tu nie wylądował prosto z wojny stuletniej, tylko był aktywny przez cały ten czas – powiedział – Był świadkiem wszelkich przemian. Oczywiście musiał mieć też bardziej elastyczny umysł niż przeciętny człowiek, by móc się dostosować, to przecież wcale nie jest takie proste. Sam się przekonasz, jeśli tylko pożyjesz wystarczająco długo.
- Mogę nie pożyć? - Gerard spojrzał z umiarkowanym zainteresowaniem na estradę, gdzie ognista brunetka tańczyła właśnie „taniec siedmiu welonów”. Była naprawdę piękna i zastanawiał się, czy to nie ona jest ową osławioną Erziką.
- Dużo zależy od ciebie. Wśród nas głównym przykazaniem jest jedenaste: nie wychylaj się. - oświadczył Never niemal surowo. Na tym rozmowa urwała się, gdyż do ich stolika przysiadł się Gusto Vanderbelt i zaczął coż referować ściszonym głosem. Nevera jego słowa najwyraźniej bardzo zainteresowały. Gerard czuł się coraz gorzej w tym rozbawionym towarzystwie, tak jakby w ogóle do niego nie należał, i było mu coraz bardziej smutno, mimo że dopijał już trzeciego drinka.
- Chcę wracać. - powiedział wreszcie. Never popatrzył na niego z pewną troską, ale po chwili wyjął z kieszeni kluczyki od royce’a i rzucił mu przez stolik.
- Tylko jedź ostrożnie – upomniał go dla porządku – Piłeś.
- Tak, tak. - Gerard wstał i ruszył do drzwi, szczęśliwy, że może opuścić to wesołe, głośne miejsce przesycone zmysłowością, która sprawiała mu dlaczegoś większą przykrość niż złe słowa. Na dworze przywitał go deszcz. Całe niebo zasnute było ołowianymi chmurami, powietrze przesycała wilgoć, deszcz padał wielkimi, leniwymi kroplami na mokre ulice. Gerard pomyślał, że pewnie mający niedługo wstać dzień będzie ciemny i pozbawiony słońca, i sam nie wiedział, kiedy dojrzała w nim decyzja. Być może spowodowało ją nagłe uświadomienie sobie, jaki to dzień; rocznica jego „śmierci”, co u wampirów jest obchodzone jako urodziny. Never i Fronda nie robili tego – Never nie „umierał”, a Fronda dawno już zapomniał, jaka była data bitwy, w której omal nie zginął. Gerard nie miał zamiaru zmieniać tej tradycji i nie przypominał im o tym, postanowił jednak uczcić ten dzień po swojemu. Siadł za kierownicą wozu i ruszył drogą do Ramatouelle, na „swój” cmentarz. Pod czaszką tłukło mu się zdanie z pamiętnika żony:
„Wiedziałam, że będę tu często przychodzić... Dziesięć minut, nie więcej, a potem niech nastąpi wszystko, co najgorsze, śmierć, tortury, byle ciebie zobaczyć... Po raz pierwszy w życiu zapragnęłam niemożliwości.”
Wierzchem dłoni otarł płynące mu po twarzy łzy. Niemożliwość! Na świecie nie ma nic niemożliwego, tak twierdził Fronda, on też już się do tego przychylał i choć nie miał nadziei, że akurat o tej godzinie Anne tam będzie, jakoś chciał tam zajechać. Nie myślał w tym momencie, co by było, gdyby mimo wszelkich prognoz dzień był słoneczny, na szczęście jednak brzask był przytłumiony wiszącymi nisko chmurami i mgłą, choć padać przestało. Gerard prowadził royce’a tak szybko, jak tylko mógł, i choć był coraz bliżej Ramatouelle, jego tęsknota stawała się coraz większa, coraz bardziej rozpaczliwa. Nagle opanowało go idiotyczne przeświadczenie, że jeśli uda mu się dotknąć stopami cmentarnej ziemi, wszystko się odwróci, że będzie mógł znowu stać się taki, jak dawniej. Może był to skutek wypitego alkoholu, jednak ta nadzieja uczepiła się go i ze swej strony wcale nie chciał z niej rezygnować. Na co liczył tak naprawdę, pędząc drogą utraconego szczęścia, sam nie wiedział. Zahamowawszy niedaleko cmentarza wysiadł i zaczął szukać między nagrobkami. W tak brzydki dzień nie było tu ludzi, groby stały, wyniosłe i milczące, lśniąc mokrymi powierzchniami. Kwiaty w kamiennych wazonach zwieszały smętnie łebki, drzewa strząsały na ścieżki całe prysznice brudnych kropli.
Biblioteka
- Anime
- Autografy
- Biografie
- Czasopisma
- Felietony
- Film
- Gry
- Historie i Mity
- Komiksy
- Książki
- Magia
- Muzyka
- Ogólne
- Opowiadania
- Dla dorosłych
- Dla wszystkich
- A ostrzegali...!
- Arkadia (dis)
- Avatar (miniatura)
- Aż po grób? (miniatura)
- Braciszek
- Chcesz się zabić - nie słuchaj kumpli
- Chwilo trwaj! -miniatura
- Dobro i zło czyli Świat barw
- Epitafium
- Fantasy
- Götterdammerung
- Karolina (miniatura)
- Każdy ma swojego anioła stróża...
- Kochana córeczka
- Kto mieczem wojuje od miecza ginie
- Kwiatki
- Lalki
- Luźne inspiracje III - Niech ktoś poruszy czas! (miniatura)
- Luźne inspiracje IV - Oko Bogów (miniatura)
- Luźne inspiracje IX - Rozważania o Śmierci
- Luźne inspiracje VI - Sen młodej Indianki (miniatura)
- Luźne inspiracje X - Jak umierają bogowie... (miniatura)
- Luźne inspiracje XI - List do mamy
- Magia w służbie miłości, czyli pamiętnik nastoletniej wiedźmy (Hagath)
- Meaweteacha sefer
- Metamorfoza (zamarly)
- Między bogiem a prawdą
- Miłość jest ślepa
- Niewybaczona wina
- O tym, jak ludzi przyzwoitych zżarła Ciekawość - olbrzymka - miniatura
- Opis: Platbochny
- Opis: Vortex Infration
- Opis: nalewka fantasy
- Ostatnia Wieczerza (miniatura)
- Ostatnia Wieczerza - wersja rozszerzona
- Pieśń o Silvandzie
- Pobudka (Hitokiri)
- Podróż w zatracenie
- Przeklęty silnik
- Przemiana (lawenda1975)
- Psychoterapeuta dla Śmierci
- Pustkostan
- Science fiction? (miniatura)
- Strzał
- Szpiczastoucha
- Tak, wysoki sądzie, jestem templariuszem...
- Tchnienie zemsty (miriad)
- Trucizna Zdrady
- Wampiriada
- Wiedźma
- Wilk
- Wilk, Czarownica i Kot
- Wilkołak (Wercin_17)
- Wilkołak – symfonia miasta (Vivaldi)
- Wojna nigdy się nie kończy (miniatura)
- Współlokator (miniaturka)
- Wędrowiec
- Żmijowy Jeździec
- Fanfic
- Poezja
- Relacje
- Strony oficjalne
- Tawerna RPG
- Wydawnictwa
- Wywiady
- Kroniki Rezydenta
- Konkursy
Logowanie
Nawigacja
Obecnie dostępni są:




Nowi użytkownicy










Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Ostatnie odpowiedzi
-
Aaaa, chyba, że o tych1 godzina 31 min. temu
-
A ja strzelam - może się mylę8 godzin 35 min. temu
-
Nekromantka! Spokój!9 godzin 33 min. temu
-
"gębę ma mocno10 godzin 5 min. temu
-
Znooowuuu?10 godzin 8 min. temu
-
Mam zamiar zabrać się za "Grę11 godzin 15 min. temu
-
Muszę Cię poprawić, bowiem11 godzin 19 min. temu
-
sie nie wtykać do naszego11 godzin 47 min. temu
-
Naprawdę zakładasz, że jeśli11 godzin 47 min. temu
-
Książe i tak nie wróci, a11 godzin 53 min. temu
więcej
Część IX
Published marzec 9, 2010, 12:02 po południu | by Eviva
- Eviva's blog
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać





















