Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach - recenzja przedpremierowa

    Przyznam, że miałem pewien problem gdy po raz pierwszy zabrałem się za pisanie recenzji „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”. Film, określany jako komedia romantyczna z elementami science fiction, zawierał w sobie jedynie pewne akcenty komediowe. Sam natomiast był dość dziwną mieszanką gatunków ze zdecydowanie większym naciskiem położonym na relacje dwóch przeciwności, które się spotkały. Warto od razu zaznaczyć, że dziwną w pozytywnym znaczeniu.

    Akcja produkcji rozgrywa się w latach siedemdziesiątych w Anglii. Era punk rocka, dziwnych fryzur i wszystkiego, co wiąże się z buntem wobec istniejącego systemu. W tych właśnie realiach obserwujemy losy Enna (w tej roli Alex Sharp), młodego punka, który pewnego razu trafia ze swoimi znajomymi na dziwną imprezę, która bardziej przypomina jakiś performance, niż klimat, do którego przyjaciele przywykli. Przedziwnie poubierani ludzie wpuszczają ich jednak do siebie, a nasz bohater dostrzega wśród nich dziewczynę, która wydaje się inna niż jej otoczenie. Młodzi szybko odnajdują nić porozumienia i postanawiają zaszaleć na mieście. Pewnym problemem może być jednak fakt, że dziewczyna i jej towarzysze… nie pochodzą z naszej planety.

    Z pozoru błaha historia miłosna bardzo szybko przeradza się w dramat. Szczęśliwe chwile, wzajemne odkrywanie siebie i realizowanie buntowniczych zamierzeń są jedynie tłem dla przemian, jakie zaczynają zachodzić w bohaterach. Zan (w tej roli Elle Fanning) odkrywa, czym tak naprawdę jest wolność. Do tej pory żyła w zgodzie z zasadami swojej kolonii i uważała, że tak właśnie powinno wyglądać życie. Prosta droga z jasno określonym celem na końcu. Perspektywa zmiany i samodzielnego decydowania o sobie staje się czymś, co ostatecznie doprowadza ją do buntu. Enn, do tej pory wyluzowany i obojętny na wszystko, zacznie z kolei dostrzegać, że są w życiu rzeczy, o które warto walczyć. Jest to dla niego zupełnie nowe doświadczenie, które przy okazji przyniesie nie tylko radość, ale także ból.

    Młodzi aktorzy bardzo dobrze odnaleźli się w swoich rolach i pomimo tego, że z początku ich relacje wydawały mi nieco sztuczne, to dość szybko pojawiła się między nimi chemia. Szczególnie wyraźnie zostało to zaprezentowane w finale, dość niespodziewanym. Myślę jednak, że mimo dziwności tej relacji, każdy, kto kiedyś był zakochany, oglądać film, odnajdzie w tej relacji cząstkę siebie.

    Dość dobrze wypadły także role kosmicznych towarzyszy naszej bohaterki. Zobaczyliśmy społeczność starającą się wtopić w tłum ludzi, z marnym jednak skutkiem. Doprowadziło to do wielu zabawnych sytuacji i właśnie one były podstawą wątku komediowego. Mimo to bohaterowie – choć obcy i „nieludzcy” – nie byli jedynie różnobarwną masą mającą sprowokować widza do chichotu. Otrzymali swoje cechy charakteru, motywacje. Dość ciekawie zostały też zaprezentowane różnice między poszczególnymi koloniami.

    Innym barwnym i dziwnym środowiskiem była grupa punków, znajomych Enna. Ciekawa była obserwacja, że ich pewne zachowania odstawały od przeciętnych nie mniej niż nieudolnie próbujących wtopić się w tłum kosmitów. Jednocześnie byli okazją do przedstawienia kontrkultury w czystym wydaniu. To świat, gdzie aby dostać się na imprezę, musisz znać odpowiednią osobę, która poda ci sekretną lokalizację. Świat buntowników, którzy odcinają się od kapitalizmu i dla których zespół, który wydał płytę w wielkiej wytwórni, przestaje być prawdziwie punkowy. W obecnych czasach, kiedy większość niszowych zespołów marzy o kontrakcie, to sentymentalna utopia i może dlatego tym przyjemniej obserwuje się otoczenie Enna.

    Na czele punkowej społeczności zobaczyliśmy inną ważną postać – Boadeiceę (w tej roli Nicole Kidman). Muszę przyznać, że aktorka idealnie odnalazła się w roli punkowej królowej. Zimna, pewna siebie, a jednocześnie doskonale rozumiejąca problemy młodych ludzi, potrafiąca wyjść z pomocną dłonią… choć nigdy za darmo. Gdy jednak przyszło co do czego, to właśnie do niej mogli zwrócić się bohaterowie, niezrozumiani we własnych rodzinach.

    Film – jak już wspomniałem, pozornie prosty i lekki – przemyca kilka naprawdę istotnych tematów. Opowiada o tym, czym jest przyjaźń i zdrada, ale też właśnie o trudnych relacjach z rodziną. Produkcja zadaje pytanie, czy warto poświęcić osobiste szczęście dla uczynienia świata choć trochę lepszym miejscem oraz podkreśla, że czasem nawet błahe wybory niosą ze sobą poważne konsekwencje. Seans pozostawia widza z wieloma przemyśleniami. Przykładem jest wątek innej ziemsko-kosmicznej pary. Gdy nasi bohaterowie po raz pierwszy pukają do drzwi, za którymi odbywa się nietypowa impreza, otwiera im Stella (Ruth Wilson) – dziewczyna piękna, w wyzywający sposób podkreślająca swoją seksualność. Z tego powodu Vic (Abraham Lewis) postanawia zostać. Pozornie wątek relacji jego i Stelli to komedia pomyłek, ale po głębszym zastanowieniu się, widzimy w nim odkrywanie własnej seksualności, a także ciężar kajdan, jakie nakładają na nas stereotypy i wymagania społeczeństwa.

    Warto jednak zaznaczyć, że produkcja nie jest skierowana dla osób odczekujących dynamicznych scen akcji i fabuły, która mknie lotem błyskawicy. Jest to spokojna, można by nawet rzec – nieco kameralna historia, w której kosmici stanowią jedynie trzeci czy nawet czwarty plan, a głównym celem twórców jest ukazanie świata, który równie dobrze może istnieć gdzieś obok nas, jak i stanowić element naszego własnego życia. Jestem pewien, że niektórzy widzowie spojrzą na historię miłości Zan i Enna i przy okazji stwierdzą, że sami kiedyś coś takiego przeżyli. Film przypomina pewnego rodzaju performance, a może nawet narkotyczny, leniwy trip. Halucynogenną wizję, w której powoli się zapadamy, obserwując dziwne, fascynujące obrazy. Najmocniejszą chyba sceną jest moment, w którym Zan i Enn… wkraczają wspólnie na scenę i dają punkowy popis, nagle odnajdując słowa, które harmonizują ze sobą, pokazują, że mimo wszystkich różnic, jest między nimi niezwykła więź, która porywa tłum. Był to niezwykle emocjonujący moment, a jednocześnie skrajnie odległy od choćby ogromnych scen batalistycznych czy pościgów z fajerwerkami w tle.

    „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” to dobre kino dla widzów pragnących historii zachęcających do przemyśleń, a jednocześnie nieoczekujących festiwalu efektów specjalnych. Film stawia na relacje międzyludzkie, a fantastyka jest jedynie tłem dla czegoś, co tak naprawdę można by pokazać i bez niej. Jeżeli jesteście fanami twórczości Neila Gaimana, to pozycja powinna bez problemu do Was trafić. Jeżeli natomiast nigdy wcześniej nie mieliście kontaktu z dziełami wspomnianego pisarza, to może warto właśnie od tego filmu zacząć?

    Adam Gotan Kmieciak
    Korekta: Anna Tess Gołębiowska

    Za dostęp do przedpremierowej kopii filmu dziękujemy dystrybutorowi, firmie Mayfly

    Tytuł: "Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach"
    Tytuł oryginału: "How to Talk to Girls at Parties"
    Gatunek: sci-Fi, komedia
    Scenariusz: Philippa Goslett, John Cameron Mitchell
    Reżyseria: John Cameron Mitchell
    Dystrybutor: Mayfly
    Czas trwania: 102 minuty
    Polska premiera: 10 sierpnia 2018 r.
    Światowa premiera: 21 maja 2017 r.

    Obsada:

    Enn - Alex Sharp
    Zan - Elle Fanning
    Boadeica - Nicole Kidman
    Wain - Matt Lucas
    Stella - Ruth Wilson

     

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Polski