Przegląd Końca Świata: Blackout (Mira Grant) – recenzja


    ...klony, komary i koniec świata

    O tym w skrócie jest Blackout. Znaczna poprawa po Deadline i znakomite zakończenie dobrej serii. Jak każda porządna produkcja o zombie, „Przegląd Końca Świata” wprowadza nowe elementy do wyświechtanego już gatunku. Nigdy przedtem globalne reperkusje wydarzeń nie były tak wyraźne. Świat zmienił się na zawsze, a wraz z nim wszyscy ludzie.

    A przynajmniej ci, którzy zostali wplątani w tę intrygę. W Deadline Centrum Zwalczania i Kontroli Chorób okazało się mroczną organizacją, która nie tyle pomaga, co mydli oczy populacji i ukrywa dość makabryczną prawdę o Kellis-Amberlee, czyli naszym ulubionym wirusie zombie. Spisek sięga jednak głębiej, czy raczej wyżej, niż wydawało się protagonistom, a intencje znajomych bohaterów okazują się niejasne jak oczy nieumarłych. Nie mogę niestety zbyt wiele powiedzieć, bo akcja toczy się w tak szybkim tempie, że praktycznie każde zdanie może zostać uznane za spoiler.

    Odkrywanie i waga prawdy, rola dziennikarzy, działanie rządu w latach kryzysu – wszystko łączy kwestia etyki, rozróżnienia na dobre i złe. Ten element jest niezwykle ważny w historii Masonów, ale na szczęście nie przytłacza całości; Grant nie robi z „Przeglądu” moralizatorskiej opowiastki, lecz umiejętnie łączy poważne tematy i akcję, zagrożenie zombie, a nawet elementy historii szpiegowskich. Swoją drogą, nieumarli znów straszą! Bałam się ich i konsekwentnie bałam się o los bohaterów.

    A właśnie. Protagoniści... Jak przy okazji Deadline narzekałam trochę na psychozę Shauna, na mało rozwinięte postacie drugoplanowe, tak tu zupełnie zapomniałam o tych przytykach. Bardzo podobał mi się wątek Georgii 2.0. Gdy (w pierwszym rozdziale, czyli to nie spoiler!) wydedukowała, że jest klonem, nie popadła w egzystencjalne rozważania, nie kwestionowała własnego istnienia, lecz podeszła do świata racjonalnie – jest jak jest, trzeba korzystać z tego, co się ma. I dalej podaje newsy i kopie tyłki jak zawodowiec z Feed. Jej brat ma się w tej części lepiej i czytelnik wychodzi na tym na plus – postaci działają wreszcie jak zgrana grupa, a nie zbitka ludzi, którzy przez przypadek znaleźli się w tym samym miejscu, w tym samym czasie. Becks lśni. Ze strony na stronę stawała się moją ulubioną bohaterką – zdecydowana, charyzmatyczna i wojownicza. Nie da się jej nie lubić (curse you, Grant!). Postacie drugoplanowe również mają swoje momenty, a na szczególną uwagę zasługuje Małpa i jego ekscentryczna drużyna.

    Blackout jest równie ładnie wydana jak jej poprzedniczki. Sine Qua Non odwaliło kawałek dobrej roboty przy tej serii, a trylogia pięknie prezentuje się razem na półce. Do tłumaczenia też nie mogę się przyczepić; Agnieszka Brodzik umiejętnie oddała zarówno elementy akcji, jak i wolniejsze, pełne napięcia momenty.

    I jak zwykle na koniec podsumowanie: seria „Przegląd Końca Świata” jest dziką przygodą z bohaterami, którzy są troszkę larger than life, ale wzbudzają w czytelniku prawdziwe emocje – od sympatii po niechęć, co odzwierciedla przecież życie (nie wszystkich da się lubić, prawda?). Polityczna intryga, rządowe konspiracje, ale i wywrotowe sceny akcji, i zombie, zombie, zombie. Czegóż chcieć więcej? Polecam, bo grzech nie znać. A dla fanów gatunku to wręcz mus!

    I pamiętajcie, apokalipsa nastąpi już niedługo! Zbrójcie się i powstańcie póki możecie!

    Diana „Mongfind” Cereniewicz
    Korekta: Matylda Zatorska

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    Wydawnictwu Sine Qua Non


    Autor: Mira Grant
    Tytuł oryginału: Blackout
    Seria: Przegląd Końca Świata
    Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
    Data wydania: 27 sierpnia 2014
    Format: 145 x 205 mm
    Liczba stron: 512
    ISBN: 978-83-7924-168-2

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany