Wielka Szóstka (2014) - recenzja

    Filmy takie jak ten czynią moje życie trudnym. Od seansu minęło już wiele dni, a ja wciąż nie jestem w stanie znaleźć w dziele duetu Hall i Williams żadnych wad. Podobnie zresztą jak setki innych widzów, którzy zakochali się w „Avengers, ale nie do końca”. Nie widzę sensu w pisaniu długiej i nudnej litanii pochwał, ze standardowym podziałem na skrót fabuły, stronę wizualną i tak dalej, a tym w praktyce byłaby recenzja najnowszego dzieła Disney’a. Dlatego tym razem pójdę inną ścieżką i spróbuję w miarę klarownie wyjaśnić komu i z jakich powodów Wielka Szóstka może się spodobać.

    Fanom komiksów? Tak i nie. Oryginalne Big Hero 6, obecne na rynku od około siedemnastu lat dzięki staraniom wydawnictwa Marvel, ma z filmem tyle wspólnego co Superman z The Animated Series ze swoim dalekim kuzynem z Człowieka ze stali. Animacja nie jest również częścią Marvel Cinematic Universe i nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek do niego dołączyła. W praktyce to zupełnie nowa, autorska historia Disney’a, inspirowana oryginałem i utrzymana w stylistyce komiksów superbohaterskich. Drużyna szlachetnych serc, paradująca w fikuśnych, kolorowych kombinezonach, dysponująca mocami na pierwszy rzut oka wydumanymi i niepraktycznymi? Jest. Rodzinna tragedia motywująca bohatera do działania, problemy możliwe do rozwiązania niemalże od ręki oraz kilka zwrotów akcji opierających się na przypadkach? Są. Duże miasto, którego mieszkańcy nie zwracają uwagi na toczący się na jego ulicach nocny i wyjątkowo głośny pościg? Jest. Wiele osób nazywa Szóstkę czymś na kształt animowanych Avengers i w czasie seansu trudno nie dostrzec podobieństw (liczba członków ekipy, obecność geniusza inżynierii o trudnym charaterze i tak dalej). Ba, zdarzają się nawet sceny mocno inspirowane innymi produkcjami na bazie komiksów Marvela, jak chociażby Iron Manem, a wisienkę na torcie stanowią jak do tej pory najlepsze cameo Stana Lee oraz obowiązkowa scena po napisach. Mająca niewielki wpływ na fabułę, patrz Avengers albo Strażnicy Galaktyki, ale samą swoją obecnością podbijająca ogólną ocenę filmu.

    Zatem miłośnicy komiksowej estetyki znajdą tu coś dla siebie, a co z fanami Krainy Lodu czy animacji Disney’a w ogóle? Odpowiedź jest prosta – jeśli podobało im się wszystko od Zaplątanych w górę, to Wielka Szóstka również powinna przypaść im do gustu. Stworzono ją z pomocą tej samej technologii, która dała życie Elsie, podrasowanej i pozwalającej na znacznie więcej. Dzięki temu film wygląda obłędnie i nie zdziwię się, jeśli mnóstwo ludzi będzie oglądało wersję DVD klatka po klatce, byle tylko nacieszyć oczy detalami cyfrowego miasta. Poza tym posiada on prostą, ale niegłupią i dobrze opowiedziana historię z wartościowym morałem na temat straty i dojrzewania, sympatyczne grono zróżnicowanych postaci o tak dobrej chemii, że od samej ich obecności ekran powinien spłonąć, wreszcie tę odrobinę serca i zapału włożonych w produkcję, które odróżniają dzieła dobre od wybitnych. W zasadzie jedyne, czego tu brakuje, to księżniczka w tym czy innym kształcie, ale tak jak jej brak nie był wadą we Wreck-it Ralph!, tak i tutaj się go nie odczuwa.

    Narzekać mogą również miłośnicy klasycznej animacji, ale uspokajam – Szóstka oferuje tą samą, wysokiej jakości rozrywkę, co starsze produkcje Disney’a, tylko stworzona inną techniką. Jest tu mnóstwo humoru na wysokim poziomie, nawet jeśli opiera się on na dobrze znanych i w teorii mało zabawnych pomysłach. Jest dużo wartkiej akcji przeplatanej odpowiednio dobranymi momentami uspokojenia oraz zabawnych scen towarzyszących mocno przygnębiającym w taki sposób, że przejście między nimi nie zgrzyta. Jest zacna muzyka, chociaż tym razem bez śpiewających bohaterów, w przeciwieństwie do przeładowanej piosenkami Krainy Lodu. Jest wreszcie wyobraźnia i dbałość o szczegóły, bez których Planeta Skarbów oraz Atlantyda nie byłyby nawet w połowie tak dobre, za jakie się je uważa. Starczy przyjrzeć się zabudowaniom San Fransokyo, japońsko-amerykańskiemu miksowi klasycznej zabudowy miejskiej i zaawansowanych rozwiązań technologicznych, by wstrzymać oddech z zachwytu.

    No dobrze, co w takim razie z dziećmi? Zależy. Polska wersja językowa powinna przypaść im do gustu dzięki świetnemu dubbingowi oraz niezgorszemu tłumaczeniu, ale znaczna część dowcipów do nich nie trafi. Szczególnie scena po napisach, na widok której większość uniesie brwi w zdziwieniu i spyta „ale co tu jest śmiesznego?”. Ale nawet pozbywając się żartów „tylko dla wtajemniczonych” zostanie sporo nienachalnego i autentycznie zabawnego humoru oraz przyjemnych dla ucha dialogów, dobrze uzupełniających się z żywą, kolorową estetyką filmowego świata. Dzieciaki nie będą też miały czasu na nudę, bo Wielka Szóstka niemal pozbawiona jest dłużyzn czy zapchajdziur sztucznie wydłużających seans. Brak też w niej, nadużywanego ostatnimi czasy, narratora, przez pięć minut wyjaśniającego kto z kim, jak i dlaczego czy toczącego się setki lat przed właściwą akcją prologu. Jedyny problem może stanowić pewna przewidywalność fabuły, korzystającej z wielu starych i sprawdzonych rozwiązań narracyjnych, ale historia jest spójna i wywołuje emocje, więc ciężko uznać to za wadę. Plus dzieciaki pewnie i tak ich nie dostrzegą.

    W zasadzie najlepiej na wizycie w kinie wyjdą tak zwani przeciętni widzowie, idący na seans w ciemno, po najwyżej jednym trailerze i bez specjalnych oczekiwań. Film powinien bez problemu trafić w ich gusta, gdyż jest przepiękny wizualnie, posiada wysokiej jakości soundtrack, wyrazistych bohaterów, dobrze napisane dialogi, odpowiednio odmierzone proporcje humoru i powagi, robiące wrażenie sceny akcji i zerowy próg wejścia. Bo nie trzeba posiadać wiedzy ani na temat Marvel Cinematic Universe, ani materiału źródłowego, ani jakiegokolwiek innego produktu, by świetnie się na nim bawić. Ominie się co prawda kilka smaczków, ale w ogólnym rozrachunku nie będą stanowiły niemożliwej do nadrobienia straty. Głównie dlatego, że jest to zamknięta historia. Posiadająca otwarte zakończenie, ale z mglistą tylko sugestią, że kiedyś tam, za parę lat, jeśli gwiazdy ustawią się odpowiednio, powstanie część druga i kolejne. Co w dobie wieloczęściowych serii, uniwersów obejmujących kilkanaście filmów czy finałów dzielonych na dwa filmy może dla części widzów stanowić istotną zaletę.

    Kto więc na Wielką Szóstkę iść nie powinien? Nie wiem. Może miłośnicy ponurej, nolanowskiej wizji superbohaterstwa? Albo osoby uznające animację komputerową za największą zbrodnię przeciw ludzkości? Im dłużej o tym myślę, tym mniej dostrzegam kategorii widzów, którym najnowsza produkcja Disney’a się nie spodoba. To solidne 102 minuty niegłupiej, dobrze przemyślanej i zrealizowanej zabawy. Warte odwiedzin w kinie, nawet dwukrotnych.

    Tekst: Łukasz “Salantor” Pilarski
    Redakcja i korekta: Monika “Katriona” Doerre

    Film obejrzeliśmy dzięki
    uprzejmości Cinema City.

    Tytuł oryginalny: Big Hero 6
    Tytuł polski: Wielka Szóstka
    Gatunek: Komedia, Akcja, Animacja, SF
    Czas trwania: 102 minuty
    Kraj produkcji: USA
    Premiera światowa: 23 X 2014
    Premiera polska: 28 XI 2014

    Obsada:
    Baymax: Scott Adsit
    Hiro: Ryan Potter
    Tadashi: Daniel henney
    Fred: T.J. Miller
    Go Go: Jamie Chung
    Wasabi: Damon Wayans Jr.
    Honey Lemon: Genesis Rodriguez
    Robert Callaghan: James Cromwell

    Produkcja:
    Reżyseria: Don Hall, Chris Williams
    Scenariusz: Jordan Roberts, Robert L. Baird, Daniel Gerson
    Studio: Walt Disney Animation Studios, Walt Disney Pictures

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany