Wywiad z Peterem V. Brettem

Za tobą bardzo intensywny tydzień, byłeś w Poznaniu na Pyrkonie, teraz jesteś w Warszawie. Czy trudno było pogodzić te wydarzenia? Nie jesteś przemęczony?

– To trudne. Zwykle, kiedy jestem między fanami jestem podekscytowany i pełen energii, bo sprawia mi to przyjemność. Masę energii mam więc dopóki jestem pomiędzy czytelnikami, ale kiedy dzień się kończy, po prostu zasypiam i głęboko śpię.

Bywa ciężko, kiedy musisz rano wstać, udać się do obcego miasta, wziąć udział w dużym evencie i następnego ranka znowu robić to samo, przystosowując się do różnic czasowych, ale jestem bardzo szczęśliwy, że mogę tu być. Cieszę się, że książki odniosły tak wielki sukces w Polsce. Wszędzie, gdzie tylko się pojawię, czekają na mnie uśmiechnięte twarze. To czyni to wszystko wartym tego zmęczenia.

To trochę styl życia gwiazdy rocka…

– Nie jestem przekonany, może 5% gwiazdy rocka, ale nie narzekam. (śmiech)

Pyrkon to największa impreza tego typu w Polsce. Czy możesz ją porównać do innych podobnych wydarzeń, które miałeś okazje odwiedzać na świecie?

– Wydarzeniem, na którym jestem najczęściej, jest New York Comic Con. Ponieważ mieszkam w Nowym Jorku, jestem tam co roku. Ten konwent odwiedza około 150 tys. osób, wydaje mi się, że na Pyrkonie było około 50 tys. (43 tys. – przypis redakcji), więc to około jednej trzeciej Comic Conu. Program obu imprez jest podobny, ale wibracje i energia na Pyrkonie są zupełnie inne. Wczoraj (19 maja – przypis redakcji), gdy oficjalna część imprezy się skończyła, wszyscy zaczęli tańczyć, pić – całość zmieniła się w jedną wielką imprezę. To było wspaniałe, a wszyscy pełni energii. Na New York Comic Conie pod koniec dnia wszyscy są po prostu zmęczeni.

Rozmawiamy na Warszawskich Targach Książki – to wydarzenie zupełnie inne niż Pyrkon. Na której z imprez czułeś się lepiej?

– Warszawskie Targi Książki są podobne do Londyńskich Targów książki, w Nowy Jorku mamy podobne wydarzenie – BookExpo America. Ja czuje się lepiej na konwentach takich jak Pyrkon, gdzie ludzie czerpią radość z tego, co kochają. Oczywiście bardziej biznesowe targi na swój sposób też są fajne i służą bardzo potrzebnym celom. Jednak ja lubię komiksy, lubię spotykać się z innymi autorami, lubię przechadzać się miedzy fanami i obserwować, jak ludzie się bawią. Eventy takie jak dzisiejszy są trochę bardziej formalne, biznesowe.

Mamy w Polsce dyskusję dotyczącą spadku czytelnictwa. Czy uważasz, że nowe media, internet, gry sprawiają, że pisarzom ciężej się przebić do masowej świadomości z ich przekazem?

– Rozumiem tę obawę, ale ludzie mówili to samo o telewizji czy o radiu. Oczywiście zawsze będzie sporo sposobów na spędzenie wolnego czasu innych niż czytanie. Łatwo jest znaleźć sobie inne zajęcie, jednak czytelnictwo nie spada aż tak szybko. Wciąż potrafię znaleźć tysiące ludzi, którzy czytają i ci ludzie czytają bardzo dużo książek, więc nie uważam, że czytanie jako sposób spędzania czasu zniknie. Poza tym to wciąż najlepszy sposób przyswajania historii. Co więcej – to właśnie w ten sposób uczestniczymy w historii, ponieważ książka to tylko połowa historii, reszta to nasza wyobraźnia. Oglądając film lub serial, oglądamy owoc wyobraźni kogoś innego. Przy lekturze książki – naszej własnej i tego nie udało się nam niczym zastąpić, więc nie martwię się za bardzo spadkiem czytelnictwa.

Choćby Twój sukces jest dowodem na to, że książki są wciąż popularną rozrywką. Ale czy w takim razie powinniśmy promować czytelnictwo?

– Tak, zawsze. Czytanie jest bardzo ważne i powinniśmy uczyć dzieci, by robiły to od najmłodszych lat. Uczę swoją córkę, aby była czytelnikiem i już teraz ona czyta około jednej książki tygodniowo, co jest niesamowitym wynikiem. Jest niezwykle ważne, abyśmy pokazywali naszym dzieciom, że książki to wciąż najlepszy sposób, aby opowiadać historię. Najlepszy sposób, aby przeżywać historię.

Mamy w domu zasadę, że moja córka nie może obejrzeć filmu, dopóki nie przeczyta książki na podstawie której powstał – tak było na przykład z Harrym Potterem. Jest dla mnie bardzo ważne, żeby miała szansę wyobrazić sobie rzeczy samodzielnie, zanim zobaczy wytwory wyobraźni innych ludzi.

Czy młodzi pisarze zwracają się do Ciebie z prośbami o rady lub o recenzje swoich prac?

– Dostaję dużo pytań z prośbami o poradę. Od czasu do czasu ktoś prosi mnie, abym spojrzał na jego pracę, ale generalnie nie przyjmuję do oceny tekstów od ludzi, których nie znam – mam wiele zobowiązań kontraktowych związanych z czytaniem i oceną prac, więc ciężko jest znaleźć czas, aby przeczytać kolejne, nadprogramowe.

Niestety tak naprawdę nie ma jednej porady dotyczącej pisania. Nic nie zastąpi praktyki – musisz usiąść i pisać codziennie, musisz znaleźć swoją własną drogę. Często rozmawiam z innymi pisarzami i to, co odkryłem w toku tych rozmów, to fakt, że każdy z nas ma swój sposób. Każdy ma swój styl pisania, swój system pracy i swoją metodę opowiadania historii.  Przez to nie możesz po prostu skopiować tego, co robi ktoś inny, ponieważ każdy umysł pracuje inaczej.

Tak więc szkoda, że nie mogę podpowiedzieć żadnych skrótów ani trików, które mogłyby zastąpić praktykę, ale niestety – musisz napisać masę złych rzeczy zanim teksty staną się lepsze.

A jak to jest być pisarzem – to ciężka praca czy fajny sposób na życie?

– Myślę, że pisanie jest trudne. Pisarstwo to praca i nie czuję, jakbym się bawił, kiedy piszę – ale kiedy skończę i spojrzę na swoją pracę, jestem z niej dumny, a to moim zdaniem jest bardzo ważne.

Nie zamieniłbym swojej pracy na nic innego – mam pracę, o której zawsze marzyłem, którą kocham i której nie chciałbym stracić. Ale to wciąż praca, wciąż uważam, że aby napisać dobrą książkę, muszę ciężko pracować, muszę wszystko bardzo dobrze przemyśleć. Pisząc, stresuję się tym, jak moje książki będą przyjęte, jednak nie wstydzę się niczego, co napisałem. Naprawdę lubię być pisarzem, ale nie uważam, że pisarstwo to zabawa, jeśli to ma jakiś sens.

Twoja wizja świata jest dla mnie jedną z najświeższych i najbardziej odległych od standardowego fantasy, jakie miałem okazje przeczytać. Jak udało Ci się stworzyć tak świeży i odmienny od innych świat?

– Kiedy byłem młodszy, dużo grałem w RPG-i, głownie Dungeons&Dragons. I kiedy nie podobały mi się zasady w systemie, zaczynałem tworzyć własne. Częścią tego było tworzenia nowych systemów magii, które działały inaczej niż magia w podręcznikach, ale były bardziej sensownie dla mnie. I to był punkt wyjścia, który zacząłem pogłębiać w swoich książkach. Napisałem kilka książek, zanim doszedłem do momentu, w którym uznałem, że mam coś, co działa i ma sens. 

W książkach buduję wszystko bardzo powoli. Na początku nie ma tak naprawdę wiele magii. Są tylko symbole ochronne, ale nikt nie rozumie tak naprawdę, jak one działają. Jednak z każdą książka dowiadujemy się więcej, bohaterowie odkrywają coraz więcej. Kiedy pod koniec postacie potrafią latać, przyzywać pioruny i robić inne epickie rzeczy, to ma sens, ponieważ dotarliśmy tam powoli i stopniowo, zamiast po prostu zaczynać od czegoś dziwnego.

Czy jest szansa, abyś napisał nam coś o świecie sprzed powrotu?

– Często słyszę to pytanie. I możliwe, że kiedyś to zrobię. W najnowszej książce bohaterowie dowiadują się więcej o tym, co wydarzyło się podczas poprzedniej wojny i czemu ta wojna została przegrana. W następnej książce historia potoczy się naprzód, ale nie oznacza to, że kiedyś nie cofnę się, aby opisać, co działo się wcześniej i w okresie przejściowym, kiedy demony pierwszy raz powróciły. Kiedyś.

Z Peterem V. Brettem rozmawiał Łukasz Żelechowski
Zdjęcia: Patrycja Słocińska
Korekta: Anna Tess Gołębiowska