Monolog julowy na pożegnanie

    Nie wygaszaj ognia.
    Na dworze mróz
    i wiatr w oczy,
    na progu śnieg, na drogach lód.

    Nie bój się.
    Tam za oknem
    to tylko złoty dzik,
    biegnie po zmrożonej ziemi.

    Zostań w domu.
    Tu ciepło i ogień
    ogrzejesz się najpierw.
    To tylko dwanaście zimowych nocy.

    Zjedz jeszcze.
    Nie, nie przysięgaj,
    przyniosę więcej miodu, pij.
    Kilka kropel bogom w ogień - pamiętaj.

    A w nowym słońcu
    ostatni róg.
    Daj, by i Tobie dano.
    I lepiej milcz, nie przysięgaj.

    Idź już, idź.
    Na nadbrzeżu łódź.
    Pij, nie dotykaj, milcz.
    Patrz tam! Widzisz kruki?

    Spiesz się.
    Nie przysięgaj.
    To tylko Norny wiedzą.
    Stopnieją kiedyś śniegi, lody.

    Idź już. Idź!
    Młot wyrysuję
    Ci nad głową, bezpieczniej
    I zwrócę słowo, zwolnię z przysięgi.

    Idź...