Odrodzenie

    Prolog  

    Zemsta jest owocem z drzewa życia, który zawsze smakuje zgnilizną.

    - Panie.

    -Tak Gabrielu?

    -Jesteśmy na miejscu, przed nami Ziemia.

    - Dobrze, atakujcie jak tylko będziecie gotowi.

    -ale Panie…

    Gabriel nie zdążył skończyć, jego nogi zwisały bezładnie pół metra nad ziemią a słowa blokowała zaciśnięta na szyi ręka jego Pana. Wiedział że tak będzie ale nie mógł pogodzić się z unicestwieniem Ziemi a wraz z tym mieszkających na niej ludzi, na nic to wszystko, niepotrzebnie układał sobie w głowie przemowę w obronie ludzkości. Po dwóch słowach sam był bliski podzielenia ich losu.

    - To nie była prośba Gabrielu, ten dzień osobiście opiszesz na kartach naszych kronik.

    -Tak Panie. –wycharczał leżąc na ziemi i panicznie łapiąc powietrze, nie rozumiał czemu jeszcze żyje, Jego Pan nikomu jeszcze nie darował życia, nie w tej postaci. Może się waha, może nie chce zniszczyć Ziemi, może jest jeszcze nadzieja. Nie wiedział, otępiałym wzrokiem patrzył jak Pan jego, powstaniec, jedyny który wrócił zza ostatniej gwiazdy, odmieniony, pełen gniewu i nienawiści napawa się widokiem ostatnich chwil Ziemi,

                    W jego komnacie panowała ciemność, jedyne światło wpadało przez ogromne okno przed którym stał jak posąg w srebrnej kolczudze omamiony jakąś myślą nie z tego świata. Gabriel podniósł się z podłogi i ruszył ku niemu, nie wiedział co robi, ledwo uszedł z życiem po pierwszej próbie, jednak coś kazało mu nie odpuszczać.
    -Imponujesz mi Gabrielu – cichy szept wleciał do jego głowy i wprawił w osłupienie, Dar odwrócił się w jego stronę i przeszywał pochłaniającym życie spojrzeniem.
    -Jesteś gotów poświęcić swoje marne życie dla nich? Nie możesz, mam co do Ciebie plany… jeszcze jesteś nikim i nie ogarniesz mojego zamysłu teraz.

    Chciał ale nie mógł nic powiedzieć, jego ciało nie reagowało na polecenia umysłu, (czy to On? Bawi się mną? Tylko po co?).

    -nie wysilaj się, wszystkiego się dowiesz w swoim czasie, a teraz idź i przypilnuj szturmu, chcę dziś zjeść kolację na łonie tej planety.
    -Tak mój Panie.
    -każ mi jeszcze przynieść wina.
    Tak Panie

                    Dar wrócił do wpatrywania się w Ziemię i z lekkim rozbawieniem podziwiał jej linię obrony. Z zamyślenia wybudził go trzask zamykanych przez Gabriela wrót jego komnaty,(ciekawe czy wytrzyma?)myślał gładząc w ręku dziwny artefakt przypominający skamieniałe serce, nieco większe od ludzkiego, ale w dłoni Dara sprawiało wrażenie o wiele mniejszego (ciekawe).

                    (Na łonie? Na jakim łonie? Przecież Ziemia od dawna jest planetą ze stali i betonu)idąc na mostek Gabriel mijał biegających żołnierzy i personel  obsługi technicznej, a nie mógł znaleźć nikogo komu by mógł zlecić dostarczenie wina swojemu panu. Niby drobnostka, a samo wspomnienie o tym powoduje ataki paniki wśród… no właśnie, jak określić tę hałastrę? Gabriel zaśmiał się pod nosem,( zaczynam myśleć jak mój Pan)

    -hej Ty, natychmiast zanieś naszemu Panu dzban wina- wybór padł na dziwie spokojnego chłopca w uniformie pracownika kuchni.

    (jeszcze miesiąc temu sam zaniósł bym to wino, nawet nie zauważyłem kiedy awansowałem) zbliżając się do mostka nie mógł pozbyć się słów Pana z głowy(jakie plany miał na myśli)

    -Gabrielu, przynosisz rozkazy naszego Pana?

    - Tak Gorze, natychmiast przystąpić do szturmu.

    -szturmu? Myślałem że mamy zniszczyć całą planetę?

    -też tak myślałem, Wielki chce natomiast zjeść wieczerzę na łonie tej planety!

    -Więc podbić ale nie wybić, tak?

    -Tak generale i znajdzie jakiś kawałek zieleni na dzisiejszą kolację.

    -Wedle rozkazu.

    (dziwne, czułem się tak jak bym to ja wydawał te rozkazy i czemu u licha tak beztrosko usiadłem w fotelu dowódcy?) Gabriel wiedział że Dar będzie chciał dokładnego raportu, nie wiedział skąd to wie, ale czuł to, intuicyjnie potrafił przewidzieć kolejny krok swego pana, nie każdy, nie te daleko idące. Już samo to przyprawiało go o dreszcze( czy to ja zmieniłem jego zamiar względem Ziemi? A jeżeli tak, to co dalej z tą planetą?)

    - Gabrielu, mamy pierwsze doniesienia z pola bitwy.

    -słucham

    -Mieszkańcy nie będą długo sprawiać problemu, ta planeta jest w połowie pozbawiona życia.
    -co?(on wiedział)

    -To co widać na ekranach, to cała obrona Ludzi, planeta jest praktycznie nasza, pierwsze transportowce już zaczęły dokowanie.

    -(co jest? Co się dzieje? To dlatego zmienił zdanie? A może go nie zmienił tylko mnie sprawdzał) kontynuujcie, zdam relacje naszemu Panu.

    Ruszył szybko ku wielkiej komnacie, podświadomie wiedział co tam zastnie, ale ciągle nie mógł pojąć skąd. Odepchną stojących przed wrotami strażników i niemal wbiegł do komnat Pana.

    -straż do mnie.
    -tak Gabrielu?
    -Gdzie jest Pan nasz?
    -nie wiemy, jeszcze przed chwilą pił wino, sam widziałem
    -szukajcie…

    (co jest kurwa? Co się dzieje?) w osłupieniu wpatrywał się w upity do połowy kieliszek winastojący na środku komnaty tuz obok tronu w którym Dar nigdy nie siedział.

    - (czy to ten plan? A gdzie wskazówki?)